



Dawno żaden free jazzowy koncert nie wywołał we mnie tak ambiwalentnych uczuć, jak występ tria Zoh Amba / Farida Amadou / Chris Corsano. Z jednej strony, 24-letnia saksofonistka Zoh Amba zaimponowała mi mocą brzmienia i pewnością dźwięku. Z drugiej, cały występ był mozaiką wątków Brötzmanna z elementami Aylera i Gustafssona. We free jazzie tak dużą wagę przypisujemy "własnemu brzmieniu" i "własnej formie", że europejska trasa w takiej konwencji wydaje się trochę ryzykowna dla saksofonistki obwołanej w US odkryciem sezonu, a może i dekady. Część publiczności zapamięta lepiej warsztat, siłę brzmienia i szczerą pasję do free, część - niemal epigońską formę. Jestem ciekaw, czy ta moc brzmienia i pasja przełożą się z czasem na muzykę wnoszącą nową jakość. Cichym bohaterem wieczoru był najbardziej doświadczony na scenie Chris Corsano, który raz po raz zmieniał kierunek improwizacji gdy tylko rysowała się ślepa uliczka.
[zdjęcia: Piotr Lewandowski]