



Świetna koncertowa premiera pierwszej od sześciu lat solowej płyty Raphaela Rogińskiego, Talàn. Materiał, czerpiący z muzyki basenu Morza Czarnego, był skupiony, medytacyjny, a równocześnie szorstki. To cechy typowe dla gry Rogińskiego od lat, ale przecież nie chodzi o rewolucję tylko kondensację i krystalizację stylu, który na żywo doświadcza się bardzo z bliska. Przy całej różnicy w estetyce, Rogiński przypomniał mi solowy koncert Jeffa Parkera na ubiegłorocznym Le Guess Who - obaj gitarzyści grają solo muzykę skoncentrowaną, w której gitara zapewnia wszystkie niezbędne składniki, a nadmiarowe gesty zostają odrzucone.
[zdjęcia: Piotr Lewandowski]