polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious

Spontaneous Music Festival 2020
Dragon Social Club | Poznań | 09-11.10.20

Tylko i wyłącznie dzięki niezwykłej wytrwałości organizatorów, bo z dużą dozą ryzyka epidemicznego w tle, 4. edycja Spontaneous Music Festival doszła do skutku. COVID-19 najpierw uziemił reprezentację Wysp Brytyjskich, a więc Marka Sandersa, Johna Edwardsa i Colina Webstera. Potem, tuż przed samym startem, w całej Polsce ogłoszono tzw. żółtą strefę, która wprowadzała kolejne obostrzenia, m.in. ograniczała liczbę miejsc dla publiczności. Całe szczęście do Poznania udało się dotrzeć pozostałym zagranicznym artystom, którzy przybyli z Amsterdamu, Barcelony, Berlina i Słowenii, przez co impreza, poza obowiązkiem noszenia maseczek i odkażania rąk przez słuchaczy, w niczym nie różniła się od tych z przed wybuchu przygnębiającej zarazy. Wszystkie koncerty były improwizowane, nie opierały się na żadnych wcześniej wydanych albumach czy wypracowanych schematach.

Piątkowe zmagania rozpoczął kwartet w składzie Ostap Mańko, Michał Giżycki, Michał Joniec, Vasco Trilla. Narastający, pulsacyjny i bardzo organiczny przekaz kreowany był w głównej mierze przez Michała Giżyckiego oraz delikatnie psychodeliczną grę zestawu, m.in. talerzy, które przygotował Michał Joniec. Nabierający duchowego wymiaru występ z minuty na minutę cudownie dojrzewał, ale zamiast eksplodującego finału kwartet zaserwował, zupełnie niepotrzebną i niepasującą, zapaść. Pourywane i oderwane od siebie zagrywki popsuły budowane przez ponad dwadzieścia minut napięcie, pozostawiając tylko niedosyt.
O niedosycie nie mogło być mowy po kapitalnym popisie Ad Hoc Trio: Jasper Stadhouders, Wojtek Kurek, Paweł Doskocz. Odważne gitarowe motywy, a zwłaszcza ich imponująca różnorodność, z jednej strony wywoływały niepokój (znakomite gitarowe ofensywy Pawła Doskocza), a z drugiej subtelne ukojenie (fantastyczne partie na mandolinie Jaspera Stadhoudersa). Całość, uzupełniona w finale noise'owymi wypadami Holendra (tym razem na gitarze elektrycznej), okazała się niesamowicie skonsolidowanym i mocnym uderzeniem, który nie miałby jednak miejsca bez wybornych perkusyjnych drugich planów Wojciecha Kurka. A już po następnej godzinie, jeszcze większy zachwyt wzbudził Hung Mung w składzie El Pricto, Diego Caicedo, Vasco Trilla. Barcelońskie trio zaprezentowało obłędną hybrydę w klimacie chaotic-noise-jazz. W niezliczonym bogactwie wątków, oprócz świetnie dopasowanych i epicko powstających ścian hałasu, usłyszeliśmy zaskakująco ostre saksofonowe cięcia oraz niebywale twistowe gitarowe wkręty. Przestery, preparacje, piski, repetycje były jeszcze do ogarnięcia, ale math-core'owy finał to już miazga totalna.

Drugi dzień, konkretnym, zwięzłym i energetycznym koncertem, otworzył duet Piotr Łyszkiewicz, Hubert Kostkiewicz. Obok przyjemnych i wzmagających koncentrację gitarowych zajawek znanego z Kurws Huberta Kostkiewicza, najbardziej w pamięci zapadła monumentalna partia zagrana przez Piotra Łyszkiewicza na klarnecie kontraltowym.
Na pewno więcej można było oczekiwać od Ad Hoc Quartet Wojtek Kurek, Vasco Trilla, Matthias Müller, El Pricto. Niezwykle mocny skład na papierze, w praktyce zaimponował jedynie pod koniec pierwszej części, krótkiego bo półgodzinnego, wyjścia. El Pricto od początku totalnie zdominował Matthiasa Müllera, nie było między nimi chemii. A trzeba dodać, że w drugiej części były momenty, które na granicy żywotności podtrzymywał wyłącznie, znowu rewelacyjnie dysponowany, Wojtek Kurek. Reset tego tylko solidnego wrażenia, nastąpił dość szybko za sprawą El Pricto’ Composition For Improvising Guitars: Jasper Stadhouders, Diego Caicedo, Paweł Doskocz, Michał Sember, Hubert Kostkiewicz. Pięciu gitarzystów, pod dowództwem rezydującego w Barcelonie Wenezuelczyka, z miejsca pobudziło apetyt na ekstremalne szaleństwo - moc porównywalną do koncertowych kolosów, takich jak choćby Meshuggah, Old Man Gloom czy Amenra. I rzeczywiście, pierwsze pół godziny było niebywale oczyszczającym i jedynym w swoim rodzaju doświadczeniem. Niestety, 40-minutowa całość plus zupełnie niepotrzebna 20-minutowa dogrywka, zanadto utrzymana była w duchu heavy-, groove- i speed-metalu. Rozumiem, że mogło to być oddanie hołdu Van Halen, ale wirtuozeria w stylu Iron Maiden, po około dwóch kwadransach zaczęła nieznośnie przytłaczać i nieco nudzić. Zabrakło nawiązań do tej piękniejszej twarzy metalowego gatunku, a mianowicie do psychodelii i surowości doom-, downtempo-, drone- czy choćby black-metalu. Zamiast nawarstwiania galopad można było na chwilę zwolnić, nadać głębi, jak i również pokusić się o jakiś shoegaze'owy, zagrany przez wszystkich na raz fragment. Nie tylko dlatego, absolutnym topem dnia okazał się występ Kaji Draksler. Słoweńska pianistka rozpoczęła swoje solo od gry z podkładami. Zachwycające zapętlenia, klawiszowe szarże, mnóstwo zwrotów akcji. Z trzech bardzo przemyślanych i podniosłych kompozycji najmocniej wstrząsnęła, wywołująca spore poruszenie, partia numer dwa. Trybuna Muzyki Spontanicznej co rusz zaskakuje wydawnictwami z wcześniejszych edycji festiwalu, mam nadzieję, że ten koncert również doczeka się publikacji. Kiedy wydawało się, że wieczór zbliża się ku końcowi na scenie pojawił się Szymon Pimpon Gąsiorek. Preparacje perkusji i fortepianu polsko-słoweńskiego duetu utrzymane były w klimacie abstract/ ambient i wypadły wprost fenomenalnie. Trochę szkoda, że jeden z najlepszych, bardzo wyciszających i wymagających szczególnego zaangażowania pokazów, odbył się dopiero na końcu dnia i o później porze, a nie wcześniej, kiedy to percepcja mogłaby ogarnąć więcej niż to było możliwe po wspomnianej metalowej masakrze.

Najciekawszy, trzeci dzień zmagań zainaugurował Diego Caicedo. Jego solowy, przeszywający występ miał to, czego zabrakło podczas popisu pięciu gitarzystów w sobotę. Czarny obrzęd, rezydującego w Katalonii Kolumbijczyka, składał się z black-metalowych wwiertów, drone'owej bezwzględności przesterów znanych z obozu Sunn O))) oraz noise'owych eksperymentów, jakimi w ostatnim czasie, czy to przy okazji płytowych wydawnictw Sumac czy ich współpracy z Keiji Haino, raczył Aron Turner. Do tego niezliczona ilość loopów, preparacji oraz dark-ambientowych drugich planów. Rozdrapujące, masywne, genialne.
A już chwilę później wyszedł General Ludd, czyli duet El Pricto, Vasco Trilla. Drugi najlepszy, zarówno tego dnia jak i całej trzydniówki, koncert idealnie wpisał się w jej myśl przewodnią, jakim było słowo „Degenerative”. Rozdzierający, psychodeliczny i pełen chaosu, wygenerowany z preparowanych instrumentów jazgot w swojej drone-noise'owej mocy wprost powalał. Kiedy El Pricto w drugiej części zajął się syntezatorem, nad głowami publiczności rozhulał się dźwiękowy tajfun, do którego swoje trzy grosze w finale dorzucił jeszcze, niezapowiadany wcześniej, nieokiełznany Jasper Stadhouders. To było avant-gardowe misterium.
Festiwal mógłby się zakończyć w tym miejscu, ale organizatorzy postanowili podczas tej edycji podziękować jeszcze jubilatom związanym ze sceną improwizacyjną, co w bezpośredniej konsekwencji przyczyniło się do występu świętującego 50-te urodziny Witolda Oleszaka. Pianista w ramach Ad Hoc Trio zagrał z Jasperem Stadhoudersem oraz Matthiasem Müllerem. Idealna odskocznia od hałaśliwego rozkładu charakteryzowała się dużą różnorodnością. Z jednej strony poważne, wyśmienite, przejmujące hejnałowe zawołania i nawałnice Matthiasa Müllera. Z drugiej kolorowe, luźne, fragmentami wręcz wesołe, wcinki Jaspera Stadhoudersa (najciekawsze to te na mandolinie, Holender obok El Pricto był największą osobowością tegorocznych wydarzeń). A wszystko spojone surowością preparowanych uderzeń fortepianu Witolda Oleszaka. Czysta esencja improwizacji.
Oficjalne zamknięcie niedzieli przypadło w udziale Degenerative Music Of Chopin & Szymanowski EL Pricto & Spontaneous Festival Orchestra, w ramach której, obok dyrygenta (El Pricto), wystąpiło najpierw ośmiu, a potem dziewięciu muzyków. Trawestacja muzyki klasycznej, pod hasłem „Degenerative Music”, polegała na przekładzie klasycznych partytur, m.in. Fryderyka Chopina i Karola Szymanowskiego, na język improwizacji. Pełen kontrastów, raz minimalistyczny, innym razem niebywale głośny i pełen zrywów, koncert został w nieco za dużym stopniu zdominowany przez dęciaki i skrzypce, ale całość i tak powaliła. Najpotężniej wypadła trzecia partia poświęcona Karolowi Szymanowskiemu. Złowieszcza, posępna, perfekcyjnie pasująca do motywu festiwalu, jak i pandemicznej rzeczywistości, która czekała za oknami, tuż po zakończeniu tej jakże udanej imprezy.

Spontaneous Music Festival cały czas się rozwija i pozostaje mieć nadzieję, że pandemia tego rozwoju nie zatrzyma. Wielu muzyków z najważniejszych europejskich ośrodków przez scenę Dragona się już przewinęło, a organizatorom już teraz nie brakuje pomysłów na kolejne jego odsłony. Oby dotychczasowe ramy festiwalu i ludzie z nim związani przetrwali tę ciężką próbę, z którą musi się zmierzyć cała muzyczna branża. A czy uczestników spotkają jakieś covidowe konsekwencje, to się okaże w ciągu najbliższych dwóch tygodni.
[relacja Dariusz Rybus]

[zdjęcia: Ewelina Kwiatkowska, Dariusz Rybus]

Vasco Trilla (Ad Hoc Ensemble) [fot. Ewelina Kwiatkowska]
Michał Giżycki (Ad Hoc Ensemble) [fot. Ewelina Kwiatkowska]
Michał Joniec (Ad Hoc Ensemble) [fot. Ewelina Kwiatkowska]
Ostap Mańko (Ad Hoc Ensemble) [fot. Ewelina Kwiatkowska]
Wojtek Kurek, Jasper Stadhouders (Ad Hoc Trio) [fot. Ewelina Kwiatkowska]
Paweł Doskocz (Ad Hoc Trio) [fot. Ewelina Kwiatkowska]
Wojtek Kurek, Jasper Stadhouders (Ad Hoc Trio) [fot. Ewelina Kwiatkowska]
Ad Hoc Trio [fot. Ewelina Kwiatkowska]
Diego Caicedo (Hung Mung) [fot. Ewelina Kwiatkowska]
El Pricto (Hung Mung) [fot. Ewelina Kwiatkowska]
Vasco Trilla (Hung Mung) [fot. Ewelina Kwiatkowska]
Hung Mung [fot. Ewelina Kwiatkowska]
El Pricto (Hung Mung) [fot. Ewelina Kwiatkowska]
Piotr Łyszkiewicz [fot. Ewelina Kwiatkowska]
Hubert Kostkiewicz [fot. Ewelina Kwiatkowska]
 
Ad Hoc Quartet [fot. Ewelina Kwiatkowska]
El Pricto’ Composition For Improvising Guitars [fot. Ewelina Kwiatkowska]
Jasper Stadhouders (El Pricto’ Composition For Improvising Guitars) [fot. Ewelina Kwiatkowska]
El Pricto’ Composition For Improvising Guitars [fot. Ewelina Kwiatkowska]
El Pricto’ Composition For Improvising Guitars [fot. Ewelina Kwiatkowska]
Michał Sember, Jasper Stadhouders (El Pricto’ Composition For Improvising Guitars) [fot. Ewelina Kwiatkowska]
Kaja Draksler [fot. Ewelina Kwiatkowska]
Kaja Draksler [fot. Ewelina Kwiatkowska]
Kaja Draksler, Szymon Pimpon Gąsiorek [fot. Ewelina Kwiatkowska]
Szymon Pimpon Gąsiorek [fot. Ewelina Kwiatkowska]
Diego Caicedo solo [fot. Ewelina Kwiatkowska]
General Ludd (El Pricto, Vasco Trilla ) [fot. Ewelina Kwiatkowska]
General Ludd + Jasper Stadhouders [fot. Ewelina Kwiatkowska]
Ad Hoc Trio: Witold Oleszak, Matthias Müller, Jasper Stadhouders [fot. Ewelina Kwiatkowska]
Degenerative Music Of Chopin & Szymanowski/ El Pricto Festival Orchestra [fot. Ewelina Kwiatkowska]
Degenerative Music Of Chopin & Szymanowski/ El Pricto Festival Orchestra [fot. Ewelina Kwiatkowska]
Degenerative Music Of Chopin & Szymanowski/ El Pricto Festival Orchestra [fot. Ewelina Kwiatkowska]
Degenerative Music Of Chopin & Szymanowski/ El Pricto Festival Orchestra [fot. Ewelina Kwiatkowska]
Degenerative Music Of Chopin & Szymanowski/ El Pricto Festival Orchestra [fot. Ewelina Kwiatkowska]
Degenerative Music Of Chopin & Szymanowski/ El Pricto Festival Orchestra [fot. Ewelina Kwiatkowska]