polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious

OFF Festival 2018
Katowice | 03-05.08.18

Po zeszłorocznej edycji Off Festivalu, która była jedną z najlepszych w historii przedsięwzięcia Artura Rojka, tegoroczna obfitowała głównie w rozczarowania i przeciętność oraz pokazała, dlaczego niektóre koncerty powinny wydarzyć się na katowickich scenach kilka lat temu. Pierwsza potwierdziła to swoim bezbarwnym występem M.I.A., która głównie koncentrowała się na ciągłych skargach w stronę technicznych i oblewaniu publiczności wodą, co przełożyło się na bardzo chaotyczny i pozbawiony żywiołowości koncert. Kto spodziewał się tanecznego, agresywnego i wymierzonego w kapitalistyczny establishment występu mógł się wyłącznie zawieść. Całość próbowały uratować didżejka i tancerki, przejawiające więcej zaangażowania i energii niż sama headlinerka piątkowego wieczoru. O wiele lepiej wypadł za to występ długo oczekiwanego na scenach katowickiego festiwalu The Brian Jonestown Massacre. Grupa kierowana przez Antona Newcombe’a mimo, że zagrała dość zachowawczo, to sam koncert obronił się bardzo dobrze, chociaż momentami brakowało mi w tym wszystkim więcej polotu i hałasu, ale przy reszcie piątkowych występów zdecydowanie najmocniejszy punkt pierwszego dnia na Scenie Głównej. Grające na Scenie Leśnej The Como Mamas przyciągnęło sporą publikę jednak mało rozbudowana formuła grupy zaczęła po krótkiej chwili dość mocno nużyć a zwłaszcza, gdy dołączyły do tego płomienne monologi o wszechmocnej sile Boga. Rewelacyjny koncert kilka godzin wcześniej na tej samej scenie przy ponad 30-sto stopniowym upale dała za to krakowska Hańba. Zmęczenie formą, które bywa mankamentem w przypadku zespołów eksploatujących podobną konwencję, Hańbie póki, co udaje się skutecznie ominąć a pełen żywiołowości i kontaktu z publiką koncert na katowickim festiwalu tylko potwierdził sceniczny potencjał kwartetu. 

Fantastyczny koncert w sobotę na Scenie Eksperymentalnej dała Derya Yildirim i jej Grup Şimşek. Uzdolniona multiinstrumentalistka przy pomocy swojego międzynarodowego kolektywu zaczarowała wypełniony niemal po brzegi namiot oniryczną poetyckością tureckiej Anatolii połączoną z psychodelicznymi wstawkami, które w ostateczności dały chyba najlepszy koncert podczas tegorocznej edycji. Kto nie widział niech żałuje albo wyczekuje kolejnego koncertu w Polsce. Występujący po Turczynce w „trójkowym” namiocie Moses Sumney przyciągnął tłum, który mógł podziwiać duże zdolności wokalne Amerykanina, jednak po połowie koncertu miałem już trochę dosyć tej lekko cukierkowej atmosfery i poszedłem zobaczyć Norwegów z Turbonegro, ale szybko odpuściłem ten przypominający połączenie Kiss i Lady Pank występ i skierowałem się, aby uzupełnić płyny do strefy gastronomicznej. Koncert …And You Will Know Us by the Trail of Dead nie zaskoczył oryginalnością, ale z pewnością nie rozczarował. Amerykańska formacja prezentująca na Offie w całości album Source Tags & Codes zagrała energicznie i z pasją, ale raczej nie było to nic więcej niż solidny godzinny set, który z pewną dozą trudności obronił materiał sprzed szesnastu lat. Wydarzeniem okazał się koncert Skalpel Big Band, którzy zagrali perfekcyjny, godzinny koncert na głównej scenie. Owszem, momentami było trochę za cicho, ale znakomita aranżacja i klimat wytworzony przez duet Pudło/Cichy i big band dowodzony przez Patryka Piłasiewicza zrekompensował w zupełności ten mankament. Pozytywnym zaskoczeniem okazał się występ Aurory, która skutecznie obroniła na Scenie Leśnej swój melancholijny pop i oczarowała zgromadzoną publiczność. Charlotte Gainsbourg sprawiająca lekko nieobecnej i zmęczonej dała w Katowicach bardzo dobry koncert, jednak duża w tym wszystkim zasługa towarzyszących jej muzyków. Francuzka zaprezentowała na Offie dobrze skrojoną na potrzeby festiwalu setlistę z bardzo dobrze wypadającymi na żywo utworami z najnowszego albumu. Mimo lekkiego introwertyzmu bijącego ze sceny był to bardzo udany finał sobotniej imprezy. 

Odbywający się w niedzielę Tour de Pologne nieco utrudnił dotarcie na teren festiwalu, ale ostatnie pół godziny włoskiego duetu Sensations’ Fix na Eksperymentalnej pokazało, że dziwaczna mieszanka progresywnego rocka i elektro po ponad 40-stu latach daje radę i wcale nie musi trącić myszką. Nigdy nie byłem wielkim fanem twórczości Ariela Pinka i mam wrażenie, że po katowickim koncercie może nie być mi to już dane. Amerykanin wszedł na scenę w nie najlepszej formie, nie trafiał z wokalem, zataczał się po scenie i nawet całkiem nieźle prezentujący się zespół nie zmienił oblicza bardzo słabego koncertu. Z kolei show, który zaprezentowała Big Freedia okazał się być zdecydowanie większą atrakcją niż wspominany wcześniej koncert M.I.A. a koncert Furii mógł przekonać do mocniejszych brzmień nieprzekonanych, ponieważ katowicka formacja zagrała na Scenie Trójki bardzo równy, mocny i dobrze nagłośniony koncert, który zaskakująco dobrze wypadł w „trójkowym” namiocie. Ponury i smętny pop Zoli Jesus wystarczył tylko na połowę koncertu, bo po niej zaczęło się robić monotonnie i schematycznie oraz pojawiło się klasyczne „gdzieś już to słyszałem”. Natomiast pierwszy koncert w Polsce Grizzly Bear okazał się być obok Deryi Yildirim najmocniejszym akcentem tegorocznej edycji Off Festivalu, mimo że początek wcale tego nie zapowiadał. Brooklyńska formacja zagrała set składający się niemal całkowicie z utworów z trzech ostatnich płyt, które podczas katowickiego występu wypadły znakomicie: również te z najsłabszeho w dorobku Amerykanów albumu Painted Ruins a prawdziwą perełką okazało się perfekcyjnie zaaranżowane „Sun In Your Eyes”, które kończyło niedzielny koncert.

Trzynasta edycja Off Festivalu była jedną z najsłabszych, na jakich byłem. Po ubiegłorocznej, mocno gitarowej odsłonie, w tym roku zabrakło mi właśnie utrzymania tej konsekwencji, bo zamiast amerykańskiej sceny niezależnej momentami czułem się jakbym trafił na studenckie juwenalia, co być może przełożyło się również na nie za dużą frekwencję. Te parę momentów podczas tegorocznej edycji to zdecydowanie za mało, aby dorównać poprzednim edycjom oraz innym festiwalom. Szkoda, że nie udało się powtórzyć zeszłorocznego sukcesu artystycznego, ale być może takie wypadki zdarzają się, co dwa lata i w przyszłym roku będzie lepiej? 

[tekst: Mateusz Nowacki]

[zdjęcia: Michał Murawski]

M.I.A. [fot. Michał Murawski]
The Brian Jonestown Massacre  [fot. Michał Murawski]
The Como Mamas [fot. Michał Murawski]
…And You Will Know Us by the Trail of Dead  [fot. Michał Murawski]
Aurora [fot. Michał Murawski]
Charlotte Gainsbourg [fot. Michał Murawski]
Ariel Pink [fot. Michał Murawski]
Big Freedia [fot. Michał Murawski]
Furia [fot. Michał Murawski]
Zola Jesus [fot. Michał Murawski]
Grizzly Bear [fot. Michał Murawski]