



Koncert francuskiej grupy Aquaserge wywołał u mnie mieszane uczucia - choć zespół grał i brzmiał dobrze, to w miarę trwania koncertu stopniowo sprowadzał się do roli epigonów Stereolab (w utworach wokalnych) i Tortoise (w instrumentalnych). W pierwszej części koncertu te inspiracje były obecne ale nie nachalne, utwory sprawiały wrażenie wręcz surrealistyczne, a nerwowa gitara i zawadiacka sekcja dęta raz po raz zaskakiwały. Z czasem jednak marzycielskie, post-rockowe struktury tworzyły coraz silniejsze wrażenie deja vu.
[zdjęcia: Piotr Lewandowski]