polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious

Sonar Festival 2018
Barcelona | 13.06-16.06.18

25. jubileuszowa edycja Sonar Festival wypadła bardzo okazale. Interesujący line-up, dużo eksperymentów z dźwiękiem, świetne nagłośnienie, przyjazna atmosfera. Oto dziesięć najbardziej spektakularnych występów barcelońskiej imprezy A.D. 2018, przedstawionych w kolejności rosnącej siły rażenia.

Laurent plays Garnier. Doskonałym posunięciem organizatorów był pomysł by zaprosić kogoś, kto spajał urodzinowe obchody z debiutem. Kiedy w 1994, w Centrum Kultury Współczesnej CCCB oraz w sali Apolo zgromadziło się łącznie pięć tysięcy ludzi (w tym roku na sesjach dziennych i nocnych frekwencja wyniosła rekordowe 126 tysięcy), obecny był właśnie Laurent Garnier. Fakt, Francuz z DJ-setami gra często, ale tym razem na zamknięcie czwartkowego wieczoru, miał on w drodze wyjątku zaprezentować miks swoich największych hitów. Retrospekcja do ery techno lat 90-tych była przyjemną odskocznią, miło było usłyszeć delikatnie skwaszone „Man With The Red Face”, „The Sound Of The Big Babou”, a zwłaszcza nieco zapomniane „Coloured City”.

Emma-Jean Thackray's Walrus. Czteroosobowy band pod dowództwem Angielki przedstawił relaksującą i chilloutową próbkę współczesnego, brytyjskiego jazzu. Żywa perkusja, trąbka, ogromna tuba, klawisze plus od czasu do czasu kobiecy wokal. Całość wypełniały elementy smooth-jazzu, free-jazzu, a nawet swing-jazzu. Z rozbudowanych motywów epki Walrus najlepszy był „Baro Bop”. Z wydanego w maju Ley Lines były bodaj dwa utwory. Dawkowana w bardzo przemyślany sposób energia obejmowała również solówki każdego z instrumentalistów. Ten koncert potwierdził, że około jazzowych zespołów, w godzinach między 13 a 18 powinno być w programie więcej.

Oscar Mulero. Znany i lubiany na katalońskiej imprezie madrycki didżej oraz producent, zamiast z następnym DJ-setem, przyjechał z audiowizualnym projektem Monochrome. Mikrodrony, syntezatory, ambientowe krajobrazy i minimalizm kontra siła uderzeń, basowe chmury oraz psychodeliczne wizualizacje (zaśnieżony cmentarz, plażowe bezdroża, krucyfiksy, figurki, kościelne symbole). Oczyszczający i wzmagający uwagę live z dark-noise'owo-industrialnymi odniesieniami okazał się pierwszym dużym zaskoczeniem tegorocznego programu. Złowrogie klawiszowe przyspieszenia, space zajawki, grobowy klimat – było fantastycznie i idealnie nadawałoby się jako koncertowy support dla post-metalowej Amenry.

Second Woman. Tylko trzydzieści, ale jakże magnetycznych minut, na które udało się zdążyć w wyniku kolizji z Die Angel: Ilpo Väisänen + Schneider TM, wystarczyło by wyróżnić Amerykański duet w składzie Turk Dietrich plus, znany z Telefon Tel Aviv, Joshua Eustis. Podparte wizualizacjami berlińskiego Pfadfinderei basowe eksplozje, zrzucane z pokaźną krzepą pociski, a w tle footworkowo-dub-techniczny luz, wygenerowały szybki, energetyczny, bezkompromisowy i resetujący live, który można zestawić do intensywności, jaką w zeszłym roku zmiażdżyli Niemcy z Amnesia Scanner (niektóre fragmenty przywoływały na myśl nawet niezapomniane Autechre).

Refree. Z hiszpańskiej reprezentacji najciekawsze było audiowizualne duo Referee+Isaki Lacuesta, które urzekło pokazem w gatunku digital-noise. Najmocniej wypadła partia z przesterowanymi krzykami oraz luźno rozrzucanymi podbiciami. Dobrze skonstruowany, płynnie, z minuty na minutę, rozwijający się przekaz, wzmacniały wizualizacje pod tytułem „Fałszywa wolność internetu”. W przemyślany sposób poruszono tematykę darkweb, polityki google oraz łatwo dostępnej pornografii.

Russell Haswell ft. Sue Tompkins. Mimo, iż Russell Haswell dotarł bez Sue Tompkins nie zawiódł. Zanim otworzył przyniesioną butelkę szampana, przywitał zgromadzonych w swoim stylu, a więc tysiącem drastycznych pisków. Było mnóstwo przesterowań, eksperymentalnych połączeń oraz makabrycznych, głośnych uderzeń. Haswell walczył o palmę pierwszeństwa w dziedzinie najskrajniejszej audio-ekstremy z Lorenzo Sennim i w tej kategorii zwyciężył. Rozluźniony Brytyjczyk w przeciwieństwie do tego, czym zafascynował trzy lata temu, tym razem postawił na brawurę i pojedyncze popisy, aniżeli na z góry dopracowany koncept. Traciło na tym nieco natężenie, ale to przecież digital-anarcho-punk i liczyła się przede wszystkim bezpardonowość wyprowadzonych ciosów.

Die Angel: Ilpo Väisänen + Schneider TM (Dirk Dresselhaus). Barcelońska Primavera Sound żegnała w tym roku Jóhanna Jóhannssona, Sonar Festival oddał hołd innemu genialnemu Skandynawowi - zmarłemu 12 kwietnia 2017 Mika Vainio. Dresselhaus i Väisänen mieli zaprezentować album Entropien I, ale to co z jego rozwinięcia, za sprawą postrockowo-dronowych elementów, wyszło z na żywo, przeszło wszelkie oczekiwania. Wzmacniające, wygenerowane z niezwykłą surowością gitarowe wątki przyćmiły dramowo-basowy, około industrialny przekaz. Najpierw powstała, jakby wycięta z debiutu Russian Circles, post-rockowa ściana. Potem zaczęły wybuchać paraliżujące plamy, z miejsca przywołujące na myśl Swans. Finalnie w granych smyczkiem, bezkompromisowych gitarowo-dronowych zrzutach, nastąpiły eksplozje w stylu Aarona Turnera, a więc tego, czym Amerykanin obecnie imponuje w Sumac. Długo przecierałem oczy i uszy z zachwytu. Ciągłe kreowanie noise'owych przestrzeni (rewelacyjne przesterowania, piski, sprzężenia, a także ekologiczny motyw wizualizacji) stworzyło potężną, klimatyczną i jedyną w swoim rodzaju moc (coś na wzór I Shall Die Here autorstwa The Body & The Haxan Cloak).

Ratkje & Barruk: Avant Joik. Maja Solveig Kjelstrup Ratkje to norweska kompozytorka i performerka poruszająca się w tematyce noise, która specjalizuje się w eksperymentach wokalnych. Katarina Barruk to pochodząca z północnej Szwecji (gmina Storuman) wokalistka, przedstawicielka lapońskiego folku. Skandynawski duet zaprezentował najlepszy eksperymentalny występ nie tylko na tegorocznej edycji, ale wszystkich czterech, na jakich byłem dotychczas. Motywem przewodnim były śpiewane delikatnym, momentami piskliwym, anielskim głosem lapońskie pieśni, a w opozycji pojawiły się wrzaski, tworzone na żywo odgłosy krzyków wiedźmy, złowrogie - opętane szepty oraz loopowane, drastycznie brzmiące wokale. Avant garde-witch-abstract przeplatał fazy horroru (finał pierwszych piętnastu minut), solowych popisów wokalnych (druga część), dronowej estetyki z nieco psychodelicznym dźwiękiem małych, ale głośnych dzwonków. Szamański pokaz wprowadził w stan hipnozy. Pełne duchowych uniesień misterium zawierało perfekcyjnie zestawione pierwiastki zarówno kruchości, lęku, jak i ludzkiej siły. To było cudowne, magiczne, bogate w kontrasty doświadczenie!

Lorenzo Senni. „Rave Voyeurism Is Not a Crime”. Zasłona z tym hasłem, odwołująca się do znakomitej epki Persona, nie była w stanie przysłonić energetycznych pląsów i fanatycznego zaangażowania jakie Włoch kumuluje przy tworzeniu wyjątkowego czegoś, co wychodzi już poza definicyjne ramy ekstremy trance/ neotrance/ noise oraz abstract techno. „emotiva1234”, „Win In The Flat World”, „Rave Voyeur” miażdżyły wszystko, co napotykały na swojej drodze w nadzwyczajnie nagłośnionej SonarHall. Z każdym kolejnym razem Senni imponuje coraz bardziej. Pogłębianie struktur, budowanie napięcia i niebywale potężne wybuchy stały się źródłem skrajnie euforycznego transu, który zawsze niesie za sobą przyjemny reset mózgu. Tak jak dwa i trzy lata temu, tak i tym razem, nie było miejsca na żadne kompromisy.

Alva Noto. Cudownie było na Sonar 2016 usłyszeć jak rodził się genialny Unieqav. Jeszcze lepszy był efekt na samej płycie. Ale to co Alva Noto zademonstrował na rozwijającym go, godzinnym lajwie, przeszło najśmielsze oczekiwania. Niemiec przedstawił kolejną, bardzo basową i nadzwyczajnie urozmaiconą odsłonę swoich wizji, nadając najnowszym kompozycjom, poprzez rozbudowane improwizacje, zupełnie nowego znaczenia. Z przewijających się wątków największe wrażenie zrobiły „Uni Sub”, „Uni Blue”, „Uni DNA” oraz „Uni Tra”. Matematyczna precyzja, koncepcyjny perfekcjonizm, ekstatyczna intensywność – oto trzy kluczowe cechy fenomenalnego wizjonera.

Trochę szkoda, że organizatorzy nie poinformowali o przełożeniu Claude'a Speeeda z soboty na piątek. Jeszcze większa szkoda, że Ólafur Arnalds (bezsprzeczny rekord zainteresowania w SonarComplex) pokrywał się z Alva Noto.

Z pozostałych. Kode9 x Kōji Morimoto w audiowizualnym show zaprezentowali motywy z japońskich gier komputerowych. Szkot zaczął od fali uderzeń oraz organkowych odgłosów, po czym utopił się w rzece obłędu totalnego. Plątanina dramowych wątków zlewała się, bez żadnego ładu oraz myśli przewodniej, w chaotyczny tumult. Nie pomogły kwasowe, kolorowe, kartonowe wizualizacje, a całość, zbyt intensywna i przesadnie rozdęta, bardzo umęczyła. Rainforest Spiritual Enslavement w składzie Dominick Fernow/ Philippe Hallais/ Silent Servant karkołomnie starało się odtworzyć składniki bezbarwnego Ambient Black Magic. To się nie mogło udać. Było wręcz karykaturalnie. Niestety, trzeba odnotować fakt, że pokazy z udziałem Fernowa są coraz słabsze. Jenny Hval pojawiła się w towarzystwie dwóch osób. Jej imienniczka przez większą część widowiska biegała po scenie oraz leżała w dmuchanym, skrojonym na wzór muszli, basenowym materacu. Kompan dbał o elektroniczne fajerwerki oraz grał na gitarze. Senna i pozbawiona jakiegokolwiek zacięcia (trio w pewnym momencie usiadło w ów muszli i siedziało bez słowa kilkadziesiąt sekund) elektropopowa miałkość przywoływała „melodyjność” zespołu o nazwie The Raveonettes oraz dyskotekową, sceniczną „błyskotliwość” jaką ostatnio raczy Fever Ray. Dużo obiecywałem sobie, zwłaszcza po niezłej płycie Passive Aggressive, od duetu Suzanne Kraft x Jonny Nash. Szkoda, że ambientowo-minimalistyczne formy z dominującymi fragmentami na klawisze i gitary w wersji laptopowej wypadły tak blado. Miał być rozbrajający abstract, a był średniej jakości chillout. O wiele więcej można było spodziewać się także po występie nigeryjskiej legendy, perkusiście Tony'm Allenie. Nie wiem czy z werwy wytrąciło go trzydziesto-minutowe opóźnienie (problemy z nagłośnieniem, była ogromna techniczna przerwa) czy udzieliła mu się niedyspozycja i zmęczenie kompana ze sceny, jakim był Amp Fiddler. Było niewiarygodnie flegmatycznie i nudno. Jeszcze bardziej zawiodła jednak Laurel Halo. Zapowiadano, oparte na Dust, łączące cechy future jazzu/ UK garage z ambientem, avant-gardowe arcydzieło. Dźwięki z puszczy, śpiew ptaków, dzwonki, afrykańskie bębenki, dzwoneczki oraz kosmiczne wstawki dały spore nadzieje na udany spektakl, którego w dodatku przez pół godziny prowadziła doskonała perkusyjna partia Eliego Keszlera. Niestety. W momencie kiedy na pierwszy plan wydostały się koszmarne loopy i manipulacje głosu Brytyjki zrobiło się nieznośnie. Skopiowane z arabskich bazarów, przetworzone wokale były gwoździem do trumny dla występu, z którego w ostatnich dwudziestu minutach – i tu uwaga - uciekła ponad połowa publiczności. Pogrom. O małym niedosycie można mówić również w przypadku Demdike Stare (plus wizualizacje Michaela Englanda), którzy przez kwadrans fajnie balansowali pomiędzy witch, weirdo, a slowcorem. Około industrialna estetyka służyła wizualizacjom, w których m.in. drobna posturą Azjatka przeobraziła się w wampira, laleczki z wizerunkiem Trumpa bałamuciły wizjami amerykańskiego snu. Szkoda, że zamiast cierpliwego rozwinięcia, Anglicy dość nagle zmienili narrację, zamieniając pojedyncze wątki w zlewający się miks wszystkiego - od fali luźnych uderzeń po skrawki ambientu.

Siedemnaście pokazów, z których aż dziesięć było na duży plus - w tym piątka wybitnych, to bardzo dobry wynik dla festiwalu. Oby barcelońska impreza w obecnym albo jeszcze bardziej eksperymentalnym kształcie przetrwała następne 25, a nawet i 100 lat. Happy Birthday!

[tekst: Dariusz Rybus]

[zdjęcia: Ewelina Kwiatkowska, Dariusz Rybus]

Laurent Garnier: Laurent plays Garnier [fot. Ewelina Kwiatkowska]
Laurent Garnier: Laurent plays Garnier [fot. Ewelina Kwiatkowska]
Laurent Garnier: Laurent plays Garnier [fot. Ewelina Kwiatkowska]
 
Emma-Jean Thackray's Walrus [fot. Ewelina Kwiatkowska]
Emma-Jean Thackray's Walrus [fot. Ewelina Kwiatkowska]
Emma-Jean Thackray's Walrus [fot. Ewelina Kwiatkowska]
Oscar Mulero [fot. Ewelina Kwiatkowska]
Oscar Mulero [fot. Ewelina Kwiatkowska]
Second Woman [fot. Ewelina Kwiatkowska]
Refree [fot. Ewelina Kwiatkowska]
Refree [fot. Ewelina Kwiatkowska]
Russell Haswell [fot. Ewelina Kwiatkowska]
Russell Haswell [fot. Ewelina Kwiatkowska]
Russell Haswell [fot. Ewelina Kwiatkowska]
Die Angel: Ilpo Väisänen + Schneider TM [fot. Ewelina Kwiatkowska]
Die Angel: Ilpo Väisänen + Schneider TM [fot. Ewelina Kwiatkowska]
Die Angel: Ilpo Väisänen + Schneider TM [fot. Ewelina Kwiatkowska]
Die Angel: Ilpo Väisänen + Schneider TM [fot. Ewelina Kwiatkowska]
Ratkje & Barruk: Avant Joik [fot. Ewelina Kwiatkowska]
Ratkje & Barruk: Avant Joik [fot. Ewelina Kwiatkowska]
Ratkje & Barruk: Avant Joik [fot. Ewelina Kwiatkowska]
Lorenzo Senni [fot. Ewelina Kwiatkowska]
Lorenzo Senni [fot. Ewelina Kwiatkowska]
Lorenzo Senni [fot. Ewelina Kwiatkowska]
Lorenzo Senni [fot. Ewelina Kwiatkowska]
Lorenzo Senni [fot. Ewelina Kwiatkowska]
Alva Noto [fot. Ewelina Kwiatkowska]
Alva Noto [fot. Ewelina Kwiatkowska]
Alva Noto [fot. Ewelina Kwiatkowska]
Kode9 x Kōji Morimoto [fot. Ewelina Kwiatkowska]
Rainforest Spiritual Enslavement [fot. Ewelina Kwiatkowska]
Rainforest Spiritual Enslavement [fot. Ewelina Kwiatkowska]
Jenny Hval [fot. Ewelina Kwiatkowska]
Suzanne Kraft x Jonny Nash [fot. Ewelina Kwiatkowska]
Tony Allen & Amp Fiddler [fot. Ewelina Kwiatkowska]
Tony Allen & Amp Fiddler [fot. Ewelina Kwiatkowska]
Tony Allen & Amp Fiddler [fot. Ewelina Kwiatkowska]
Laurel Halo [fot. Ewelina Kwiatkowska]
Laurel Halo [fot. Ewelina Kwiatkowska]
Laurel Halo [fot. Ewelina Kwiatkowska]
Sonar Festival 25lecie [fot. Dariusz Rybus]