polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
Jaimie Branch wywiad

Jaimie Branch
wywiad

Click here for the English version of this interview

W ramach wspaniałej passy chicagowskiej wytwórni International Anthem, ubiegły rok przyniósł na światło dzienne debiutancki album Fly or Die trębaczki Jaimie Branch po raz pierwszy w roli liderki. To błyskotliwa płyta, która łączy w sobię spontaniczność grania na żywo, ale także rezultat produkcji studyjnej. Efektem jest muzyka bardzo świeża i wielowarstwowa, łącząca frapujący jazzowy groove, ale też improwizowaną rozwiązłość. Przede wszystkim jednak to zebranie wielu wspaniałych muzyków, których gra przyniosła zaskakujący efekt, czyniąc z Fly or Die jedno z najciekawszych wydawnictw ostatnich miesięcy. Z tej właśnie okazji rozmawiamy z Jaimie Branch, która opowiada o Chicago i jego brzmieniu, roli lidera i kobiet w muzyce, a także o tym jak materiał na tę płytę powstawał.

 Jakub Knera: Nagrałaś już kilka albumów z różnymi muzykami, ale Fly or Die to twój pierwszy projekt jako lidera zespołu?

Jaimie Branch: Scottie McNiece z wytwórni International Anthem poprosił mnie o nagranie płyty. Naprawdę się postarał - znalazł wytwórnię i zebrał potrzebne fundusze. Kiedyś zobaczył, jak gram z kwartetem utwory z Fly or Die. Kilka miesięcy później zadzwonił do mnie i zaproponował sesję nagraniową. To był pierwszy raz, kiedy zrobił coś takiego. Miałam już parę gotowych nagrań, które nadal gdzieś trzymam, ale wtedy próbowałam zrobić je sama i zabrakło mi na to pieniędzy. Po prostu zderzyłam się z rzeczywistością. Mnie zawsze chodziło o granie – pierwszą rzeczą, jaką muszę zrobić, jest zagranie utworu na żywo. Teraz wszystko zostało zarejestrowane i brzmi zupełnie inaczej.

Czym jest dla ciebie ta płyta? Czy to utrwalenie jakiejś chwili czy raczej kolejny etap kariery? 

To nie jest żaden zapis czy dokumentacja. Oczywiście utrwalam na płycie muzykę, którą skomponowałam, ale tak czy inaczej całość przeszła proces postprodukcji. Mnóstwo moich ulubionych nagrań to właśnie zapisy występów na żywo, gdzie dokładnie słychać, co się działo tego dnia w tamtym miejscu. To nagranie jest inne. Napisałam wszystkie kompozycje, więc nie jest to album improwizowany. Dochodzi też do tego postprodukcja. Mieliśmy trzy trąbki zamiast jednej, zaprosiliśmy do nagrań kilku muzyków sesyjnych. Graliśmy w mieszkaniu mojej siostry, które zamieniliśmy w studio nagraniowe. Resztę utworów nagrano na koncercie, a potem wspólnie edytowaliśmy cały materiał.

Makaya McCraven nagrywał w podobny sposób dla International Anthem. Zagrał ponad dwadzieścia koncertów, a potem wybrał fragmenty różnych nagrań i złożył je w całość. Czemu zdecydowałaś się na połączenie nagrań z występów na żywo z tymi studyjnymi? 

Cóż, nie chodziło tu właściwie o przeciwstawienie występów na żywo z nagraniami studyjnymi. Skupiłam się raczej na motywach, które skomponowałam. Wszystko to, co zostało spisane, stanowi nierozerwalną całość. Niezależnie od tego, czy dany utwór nagraliśmy w studio czy poza nim, każdy z nich umieściliśmy na płycie, łącząc kompozycję z improwizacją. 

Chciałaś stworzyć typowy chicagowski zespół do nagrania tego albumu. Dlaczego było to takie ważne? Zagrali z tobą Tomeka Reid, Chad Taylor and Jason Ajemian.

Odkąd Chicago pojawiło się w świecie muzyki, stale ewoluuje. Przyzwyczaiłam się do stylu, w jaki się tu gra. Niemal uznałam go za domyślną formę tworzenia muzyki. Potem przeprowadziłam się do Nowego Jorku i odkryłam, że to nie tak. Odkryłam, że każda scena muzyczna ma swój własny sposób grania, własne unikalne brzmienie i różne podejście do muzyki. Kiedy Scottie sprowadził kolejny zespół z Chicago, zdecydowałam, że zbiorę grupę, która będzie dopełnieniem tej logicznej całości. Chcieliśmy dać szansę nowojorskiej publiczności na usłyszenie dwóch różnych brzmień z Chicago. Nie jest to zupełnie nowy pomysł – nawet organizacja AACM odwiedziła Nowy Jork – ale stanowił pewien przedsmak tego, co dzieje się w Chicago. No i pomyślałam, że to będzie dobra zachęta (śmiech). Uwielbiam chicagowski styl. Wiele osób prosiło mnie, żebym to wyjaśniła - ale nie potrafię, ja to lubię i już.

Scena free jazzowa w Chicago mocno się trzyma dzięki muzykom takim jak Frank Rosaly, Michael Zerang czy Ken Vandermark. Wzięłaś nawet udział w dwóch projektach: Predella Group i New Fractal Quartet. Co oznaczała dla ciebie współpraca z tak znanymi muzykami?

To wielka szansa dla młodej osoby, która dopiero rozpoczyna karierę. Ken zapytał czy nie chciałabym u niego zagrać, potem współpracowałam z Michaelem Zerangiem i były to dla mnie bardzo ważne doświadczenia. Ostatnio grałam też z Hamidem Drake»em i, wiesz, to było po prostu cudowne (śmiech). Myślę, że znalazłam się we właściwym miejscu we właściwym czasie. Zdecydowanie zrobiło to na mnie wrażenie. Zobaczyłam i usłyszałam, jak może brzmieć muzyka i ile można zdziałać ćwiczeniami. Ken daje z siebie więcej niż inni, mimo że ma ugruntowaną pozycję na scenie.

Kto miał na ciebie największy wpływ? Lubisz Milesa Daviesa i Dona Cherry'ego, ale Axel Dörner, wyjątkowy trębacz, też zrobił na tobie duże wrażenie. 

Myślę, że tylko sam Axel potrafi tak dobrze wykorzystać niesamowite techniki i sztuczki z elektroniką. Wielu współczesnych trębaczy i improwizatorów eksperymentuje z dźwiękiem w taki sposób i nie jest to żadna nowość, ale tylko Axel potrafi wypełnić muzyką całe pomieszczenie. Tak jak głośny dźwięk trąbki może wypełnić pokój, tak Axel potrafi rozesłać wiele dźwięków naraz, używając jednego tylko instrumentu. To jest to, co w jego muzyce inspiruje mnie najbardziej. Raz dał mi lekcję. Mówił wtedy dużo o cierpliwości i teraz jest to dla mnie bardzo ważne. Axel jest niesamowity. 

Jacy inni trębacze cię inspirują?

Jeśli chodzi o starszych twórców, to na pewno są to Don Cherry, Booker Little, Miles Davies, Bill Dixon, Alan Shorter i Dan Ayler. Ze współczesnych muzyków uwielbiam Mazena Kerbaja z Libanu, jest bardzo interesujący. Mam też dobrego kolegę, Jacoba Wicka. Chodziliśmy do tej samej szkoły i oboje zaczęliśmy improwizować na trąbce. Jest młodszy ode mnie, inspirują go rzesze artystów jazzowych i dał już mnóstwo występów.

A co z Robem Mazurkiem? On też pochodzi z Chicago. Grasz w duecie Antilope, który muzycznie jest bardzo zbliżony do jego grupy, Chicago Underground Duo, również wykorzystującej trąbkę, perkusję i muzykę elektroniczną. 

Rob jest wspaniały, to mój przyjaciel i bardzo dobry muzyk. Dorastałam, słuchając Chicago Underground Duo czy Isotope917. Uwielbiam zespoły z lat dziewięćdziesiątych. Interesuje mnie sposób, w jaki grają tak kreatywną muzykę. Rob to multidyscyplinarny artysta - jest jednocześnie malarzem, rzeźbiarzem, kompozytorem, trębaczem, a do tego gra na syntezatorze modularnym i pianinie. Żyje swoją sztuką. Kiedy zastanawiam się nad tym, jak chciałabym, żeby wyglądało moje życie, myślę o Robie. 

Chad Taylor z Chicago Underground Duo również należy do składu kwartetu z Fly or Die. Jego sposób gry na perkusji jest bardzo specyficzny i zdaje się być jednym z najważniejszych elementów nagrania. Z czego, według ciebie, wynika wyjątkowość jego gry?

Chad to prawdziwy wirtuoz, ale wcale się z tym nie afiszuje. Potrafi nakładać rytm na rytm i nadal brzmi to świetnie. Jest urzekający na scenie, ma świetne poczucie rytmu i gra polirytmie jedna za drugą. Chad Taylor to geniusz, jakich mało, a przy tym wyluzowana, spokojna osoba.

Kolejnym ciekawym muzykiem jest Tomeka Reid, która właśnie wydała album Hear in Now w International Anthem. Wiolonczela nie jest zbyt popularnym instrumentem we free jazzie. Co skłoniło cię do zaproszenia Tomeki do zespołu?

Zaprosiłam wszystkich, którzy brali udział w występie - między innymi tak powstała nasza grupa. Wiolonczela to naprawdę fajny instrument - może pojawić się w sekcji rytmicznej, smyczkowej lub solo. Mając wiolenczelistkę w składzie, mogę zrobić wiele różnych rzeczy bez kolejnych muzyków. To bardzo uniwersalny instrument, dlatego tak bardzo mi się podoba.

Tomeka to dobry przykład, ale większość muzyków, o których wspominałaś, to mężczyźni. Jak widzisz rolę kobiet w jazzie? Jak z twojej perspektywy wygląda sytuacja w Chicago, a jak w USA?

Jest mnóstwo kreatywnych kobiet tworzących świetną muzykę! Nicole Mitchell, Tomeka Reid, Matana Roberts, Shayna Dulberger, Stephanie Richards, Jessica Pavone, Erica Dicker, ta lista nie ma końca. Jeśli chodzi o trąbkę i inspiracje muzyczne, moją świętą trójcą są Miles Davis, Don Cherry i Booker Little. Ale tuż za nimi plasuje się cholernie dobra Barbara Donald, która grała z Sonny»m Simmonsem. Jak widzę rolę kobiet w jazzie? Sa dla mnie muzykami, kompozytorami, improwizatorami, prezenterami – i ludźmi! 

W New York Times napisano ostatnio, że rok 2017 był w jazzie rokiem kobiet, które zauważono i doceniono. Słuchając cię, myślę o Matanie Roberts, Nicole Mitchell czy nawet Amirthcie Kidambi, mocnych kobiecych głosach w muzyce jazzowej. Co sądzisz o sytuacji kobiet w improwizacji na scenie w USA? Czy uważasz, że sytuacja kobiet w jazzie zmieniła się w ciągu ostatnich kilku lat?

Jest na pewno inna od tej panującej w czasach Mary Lou Williams, Melby Liston i Clory Bryant. Nas, kobiet, jest teraz o wiele więcej, społeczeństwo się zmienia i coraz więcej młodych dziewczyn sięga po instrumenty takie jak trąbka czy saksofon. Niedługo zobaczymy więcej kobiet grających jazz. Myślę, że to wszystko jest kwestią liczb. Im więcej dziewczyn zacznie grać na trąbce, tym więcej trębaczek zobaczymy. Mnie nikt nie zachęcał do grania na trąbce. Wszyscy chcieli, żebym wybrała obój albo klarnet. Na szczęście nie posłuchałam.

Skąd wziął się pomysł połączenia nagrań z występów na żywo z nagraniami studyjnymi? Wiedziałaś już od początku, jak połączysz zapisane fragmenty z wersjami na żywo, czy stało się to, kiedy miałaś juz gotowe nagrania i spontanicznie postanowiłaś edytować je i spoić z innymi, dogrywając dodatkowe dźwięki?

Chciałam się po prostu skupić na brzmieniu muzyki. Wybrałam najlepsze wersje, nie kierując się tym, gdzie zostały nagrane i złączyłam je ze sobą. Różniły się tylko pod względem stopnia postprodukcji. Słyszałam kiedyś trio blaszanych instrumentów dętych, więc napisałam muzykę dla trzech trąbek i wystąpiłam kilka razy, zanim padł pomysł spotkania się w studiu i nagrania tych cudów (bo tak właśnie brzmi moja trąbka w potrójnej wersji). Dave Vettraino z wytwórni Public House Records miał nawet Space Echo, które pojawia się w naszej muzyce! Całość wyszła bardzo naturalnie. No i stworzyłam ją razem z kumplami. 

Podczas pisania materiału na Fly or Die użyłaś zapisów tradycyjnych i graficznych oraz kilku instrukcji i rysunków. 

Chciałabym znaleźć się w takim punkcie, gdzie po prostu wiem, co dzieje się w mojej głowie, a to zwykle chwilę mi zajmuje. Zazwyczaj poświęcam sporo czasu na zapisanie muzyki, którą mam w głowie, ale kiedy siadam i zabieram się do pracy, okazuje się, że mam tylko trochę porozrzucanych ścinków, z których próbuję coś uformować, trochę jakbym robiła kulę z gliny. Jakaś część pojawia się tu, druga tam, a ty po prostu je sklejasz. Do mniej więcej 2006 roku komponowałam muzykę jakbym pisała suity. To swego rodzaju mieszanka różnych notacji muzycznych. Używałam jej, bo uważam, że tradycyjny zapis nie oddaje w pełni tego, co sobie wyobrażam. Chcę, żeby ludzie oderwali się od patrzenia w nuty najszybciej, jak to możliwe. Muzyka nie brzmi na papierze, ale wtedy, kiedy prawdziwi ludzie grają na żywo (śmiech). 

Fly or Die to raczej nietypowy free jazz. W jednym z wywiadów powiedziałaś, że miałaś zamiar stworzyć album tak długi jak Pinkerton Weezera, żeby można go było słuchać bez przerwy. Czy możesz powiedzieć coś więcej?

Z jednej strony chciałam, żeby to była płyta długogrająca, a z drugiej zależało mi na nagraniu albumu na tyle krótkiego, żeby nie zdążył się znudzić. Ile można powiedzieć, a ile informacji przyjąć? Format LP obejmuje maksymalnie czterdzieści pięć minut. O wiele lepiej jest, kiedy dysponujesz osiemnastoma minutami na jednej stronie. Chciałam stworzyć nagranie właśnie tego typu. Ważny był też dla mnie przekaz, jaki chcę umieścić na płycie. Czy teraz, w tym momencie, potrzebuję aż tyle czasu, żeby się wyrazić? Nie sądzę. Na świecie istnieje teraz tyle muzyki do przesłuchania, że nie mieści się to w głowie. Dlatego mówię sobie: „weź głęboki wdech i trzymaj się tematu”. Weezer nagrywał trzydziestopięciominutowe albumy i każdego z nich słuchałam w kółko, więc pomyślałam, że może ludzie zareagują tak samo na Fly or Die

Na płycie są fragmenty, które łatwo wpadają w ucho, zwłaszcza gdy Chad wygrywa rytmy, przypominające hip-hopowe beaty. Ten rytm został też dograny do partii trąbek. To bardzo niekonwencjonalny zabieg.

Tak, mniej więcej w takim kierunku to zmierza. Ale to po prostu muzyka!

Grasz na trąbce, tak jak twój ojciec i bracia. Czy mieli na ciebie duży wpływ?

Nie miałam pojęcia, że moi bracia są trębaczami, dopóki sama nie zaczęłam grać, bo nie mieszkaliśmy razem. Ale mój brat Russel udzielił mi pierwszej lekcji gry, kiedy miałam dwanaście lat. To miało dla mnie ogromne znaczenie – wiedziałam, że jest muzykiem, grał wtedy na pianinie. Chciałam pójść w jego ślady i zaczęłam grać na pianinie w wieku dziewięciu lat, ale potem zmieniłam zdanie i wybrałam trąbkę. Dorastanie w muzykalnej rodzinie miało duży wpływ na moje życie. To był dobry czas, graliśmy mnóstwo muzyki.

Grasz w ponad dziesięciu zespołach w Chicago i pięciu w Nowym Jorku. Czy uczestnictwo w tylu różnych projektach jest istotne w momencie, gdy nagrywasz album jako lider grupy?

Kiedy byłam młodsza, grałam w każdym zespole w Chicago, do jakiego mnie zaproszono. Granie z wieloma różnymi osobami i różnymi liderami zmieniło mój punkt widzenia na pisanie muzyki i granie czyichś utworów. Poszerzyło też moją perspektywę, jeśli chodzi o definicję improwizacji. To, co niektórzy ludzie uważają za improwizację, inni mogą postrzegać zupełnie inaczej. Dla niektórych improwizacja nie może mieć żadnych ustalonych elementów, dla innych najważniejsze są improwizowane fragmenty utworów. Nauczyłam się różnych technik, przede wszystkim komponowania muzyki i zapisywania jej, ale najważniejszą lekcją było doświadczenie związane z liderami zespołów. Dowiedziałam się, jak być liderem, jak przygotować muzykę na próby, jak ją ćwiczyć i jak grać. I tego, że nie jest to łatwe zadanie. Nauczyłam się odróżniać dobre brzmienie muzyki od złego i jakie są zadania lidera grupy. Grając z muzykami starszymi od siebie, w różnych grupach, zobaczyłam różne podejścia do pozycji lidera zespołu. To zdecydowanie pomogło mi w zrozumieniu tego, co myślę, co próbuję pokazać i jak wyrazić to poprzez muzykę. Nie obchodzą mnie nuty – najważniejsza jest dla mnie interakcja między muzykami. 

Tytuł nagrania zdaje się odzwierciedlać pewien imperatyw: robisz albo nie, działasz albo znikasz. Co chcesz powiedzieć poprzez tytuł albumu i poszczególnych utworów?

Gdy przyjechałam do Nowego Jorku, grałam w wielu zespołach z ptakiem w nazwie: Water Birds, Fire Birds... Nie jestem pewna, w jakim dokładnie momencie wymyśliłam tytuł Fly or Die, ale nazwałam tak zespół, album i jeden z utworów. To jest pewien etos: musisz ciężko pracować, żeby móc jakoś funkcjonować w świecie. Ja sama sięgnęłam kiedyś dna, więc Fly or Die to po trosze wezwanie do działania, a trochę fajnie brzmiąca fraza. 

Jedną z najlepszych rzeczy w muzyce jest wspólnota i zaufanie, które pojawiają się na scenie i same z siebie stanowią silny przekaz. To taki mikrokosmos osadzony w naszym świecie. Dlatego musieliśmy działać razem i ufać sobie nawzajem, żeby przekazać światu to, co mamy do powiedzenia. Gdyby wszyscy tak robili, świat byłby o wiele lepszym miejscem. 

ENGLISH VERSION

As part of the magnificent streak of Chicago's International Anthem label, last year brought Fly or Die the debut album of trumpeter Jaimie Branch for the first time as the bandleader. This is a brilliant record that combines the spontaneity of playing live, but also the effect of studio production. The result is very fresh and multi-layered music, combining a thrilling jazz groove, but also improvised licentiousness. Above all, however, is the gathering of many great musicians whose game has brought a surprising effect, making Fly or Die one of the most interesting releases of recent months. On this occasion, we are talking with Jaimie Branch, who talks about Chicago and its sound, the role of the leader and women in music, as well as how the material for this album was made.

Jakub Knera: Until now you've released different albums with a lot of people. But Fly or Die is your first album as a bandleader?

Jaimie Branch: Scottie McNiece from International Anthem asked me to make a record. He really pushes this thing in a being: he provided a label and funds to make it happen. He saw me playing the pieces from Fly or Die with a quartet. He called me up a couple of months later and asked to make some records – that had never happened before. I had a couple of records in the can, I still have them actually – I was trying to do it by myself but I ran out of money. It's really simple stuff. Live takes over. But for me it's always been about playing – first thing I need do is to play live. Now I have a record and it's a lot different. 

How do you treat this album? Is it a kind of documentation of the moment or another point in your career?

This record is not a document record. Of course, it's documenting the music I wrote but it also had some postproduction on it. A lot of my favorite records are actually live records of what happened that night when the material was played. This record is different – I wrote the compositions obviously so this is not an improvised record. There's also the post-production work – the three trumpets section from one, a couple of other musicians we invited. We were in the studio which was my sister's apartment. The other part of it is taken from the live gig. We edited that stuff together. 

It's similar to the way in which Makaya McCraven was recorded in International Anthem. He played more than 20 shows and then he chose parts of the shows and put them together. Why did you decide to put together live concerts and studio music?

Well, it really wasn’t about live stuff versus the studio stuff. It was more about these set of themes that I composed, they are very sweet. All the written stuff was one composition that flows together. Whether is from the studio or from the live studio everything was put together to service the composition and playing the band members. 

You wanted to make a “Chicago band” on the album. What was it so important? You played with Tomeka Reid, Chad Taylor, and Jason Ajemian.

Well, Chicago came up and grown up musically. There’s a way of playing there that I was used to hearing and I almost took it as a default way of making music. Then I moved to New York and I found out that's not true and realized that each music scene has its own way of playing, unique sound and its own approaches to it. So when Scottie brought another band from Chicago I decided to put together a band that would make sense on the bill. It would be also a chance for New York audience to hear two sets of Chicago sound. It's not a completely new concept that didn't happen before – even the AACM came to the New York – but it was a kind of a glimpse of what's going on in that city plus I was thinking that it's gonna be a good hang (laugh). I really love the way Chicago musicians play. I've been asked a lot of time to articulate that – I just like it.

There's very strong free jazz music scene with Frank Rosaly, Michael Zerang or Ken Vandermark. You even played in two releases: Predella Group and New Fractal Quartet. How important was for you to play with such names? 

As a young person coming up it was a great opportunity. Ken asked me to play, I also played with Michael Zerang, and it meant everything to me. I just recently played with Hamid Drake and he's just, you know, the best (laugh). I think I was in the right place at the right time for a while. It definitely made an impression on me of what music could be like and how work can develop it. Ken works harder than anybody even though he's famous for quite some time. 

What were your influences? You like Miles Davies and Don Cherry but you were impressed very much by Axel Dörner, who is a very original trumpeter.  

I think that all of that extended techniques he does with all the electronics in the instrument are unique to him. A lot of modern trumpet players and modern improvisers use multiphonics, and it's not a new thing, but the way Axel is doing that shows that he can fill the room with the sound. I mean the way you can fill the room with a loud trumpet sound, he can fill it with multiphonics and send his sound everywhere. It's the most inspiring thing in the music Axel does. I took a lesson with him once – he spoke a lot about patience and this is important for me. He's incredible.

And what other trumpet players inspire you?

The older players would be Don Cherry, Booker Little, Miles Davies, Bill Dixon, Alan Shorter record, Dan Ayler. And modern players – I love Mazen Kerbaj from Lebanon, he's really interesting. I have a good friend named Jacob Wick. We both went to the high school and started to improvise on trumpet. He's very interested in even more jazz players – he's younger than me and he played a lot of burning sets.

And what about Rob Mazurek who is also from Chicago? You have a duo Antilope which is very close to Chicago Underground Duo with trumpet, drums and electronic music.

Rob is awesome and a good musician and friend of mine. I grow up listening to Chicago Underground Duo I love Isotope917 – these bands from the 90. Are interested in the way they play creative music. Rob is a multidisciplinary artist – he's a painter, he's a sculptor, was always listening lives his art, he's a composer, trumpeter; he plays modular synths and piano. When I think the way I want to live I think about Rob. 

In Chicago Underground Duo Chad Taylor is playing, which is also a part of your quartet on Fly or Die. The way he plays drums is specific and this is one of the most important parts of the record. What is so unique for you in the way is playing?

Chad is a really virtuosic drummer but he plays it cool. He can pile polyrhythm on polyrhythm and it still keeps it grooving. He has a good groove and all these little articulate polyrhythms and he's just giving you the time on the stage. He's an incredibly virtuosic player who is also able to simply chill out.

Another interesting person is Tomeka Reid who just released Hear in Now in International Anthem. Cello in free jazz is not so popular. What put you to invite her to record?

This is one of the origins of a band – I invited everybody who was on that show. Cello is a really cool instrument – it can play in the rhythm section and string section parts as well as it can be a soloist. I just find cello one of the ways I can make all these things without adding more people. Cello can play so many different roles – that's so cool about that.

Tomeka is a good example but most of the players you mentioned are men. How do you see the role of women in the jazz music? How do you see it from your perspective in Chicago and generally in the US?

There are plenty of women making creative music! Nicole Mitchell, Tomeka Reid, Matana Roberts, Shayna Dulberger, Stephanie Richards, Jessica Pavone, Erica Dicker, I mean the list goes on and on — when it comes to my specific trumpet influences the big three are Miles Davis, Don Cherry, and Booker Little — but Barbara Donald is up there too, she was the trumpeter with Sonny Simmons and a super badass. How do I see the role of women in jazz? I see them as musicians and composers and improvisers and presenters and humans! 

The New York Times stated that 2017 was a year of reckoning and recognition for women in jazz. When I listen to you I think about Matana Roberts, Nicole Mitchel or even Amirtha Kidambi, the strong female voices in the jazz music. How do you see the position of women in the improv scene in the US? Do you see that the position of women in jazz has changed for last few years?

Well, it's certainly different than when Mary Lou Williams, Melba Liston, and Clora Bryant were rocking — there’s a lot more of us ladies, and as society comes around and more young girls start picking up instruments like the trumpet and saxophone, we will see more women in jazz. I think a lot of this is a numbers game, the more girls start playing the trumpet the more women trumpeters we will see. I was not encouraged to play the trumpet, they wanted me to play oboe or clarinet, luckily I didn’t listen.

How this idea to mix the live show and studio work came to you? Did you have the idea at the beginning how the composed part will be joined with the live version or did this happen after you had the live part and edited it spontaneously in the studio with other parts, overdubbed effects, etc.?

I just tried to focus on the sound and the music. I took the best takes, whether they were recorded live or in the studio, and stitched them together with differing degrees of post-production. I heard a brass trio so I wrote music for a trumpet trio and performed with them a couple times before going in the studio and laying down leaves of glass (which is actually my trumpet sound in triplicate). Dave Vettraino of Public House Records had a space echo, so there is space echo on the record! It was all pretty organic and made with my homies. 

To write the material for Fly or Die you used traditional notation, graphic notation as well as some instruction and drawings. 

I really try to get to the place where I simply know what's going on in my head and that takes a while usually. I usually write it for quite a long time but when I sit down and make it happen, I started with little scraps here and there and try to form it, maybe in a way you form a clay ball or something. Here's a piece, here is another and you put them together. I've been writing in the suite style for a while, probably until 2006. It's kind of mixture of different notations because I don't think that traditional notation works for what I'm trying to do. I want people to get away from the music on the pages as soon as it's possible. Music doesn't happen on the page but when real people play together, you cannot hear it on the page (laugh). 

Music on Fly or Die is free-jazz music but it's not so obvious. In one of the interviews, you've said that you wanted it to have the length of Weezer's Pinkerton where you can easily listen to it again and again. Can you explain that?

I really wanted it to be LP length but on the other side, I wanted it to have attention-span. How much can be said in and how much can be taken in. LP maximizes out – it can have 45 minutes in total. But it's even better when you have 18 minutes per side. The idea is to have this kind of records. Also, the important thing is what kind of statement can I make. Do I need to make a longer statement right now? I don't think so. There's so much content in the world now, it's an unbelievable amount of music. So I think to keep breathing and keep it to the point. And Weezer made 35-minutes albums and I was always listening to those records on repeat. So I was thinking that maybe people will do the same with Fly or Die.  

It's also very catchy, for example when Chad is playing his rhythms which sometimes could sound like hip-hop, there's also overdubbed when there are a lot of trumpet layers. It's very unconventional.

Yeah, it kind of takes this direction. But it's just music!

How important for the fact that you play trumpet is that your father and brothers also played that instrument? Did it have a big influence on you?

I didn't know that my brothers played trumpet when I started because we did not live together. But my brother Russel gave me my first trumpet lesson when I was 12 years old. That was a huge influence – I knew he was a musician, and he played the piano. I wanted to do the same and start playing piano at 9 but then I changed it for a trumpet. Growing up in the musical family was definitely a huge influence. It was a good time of playing music.

You have more than 10 bands in Chicago and 5 bands in New York. How important for you is to play in so many different bands when it comes to recording an album as a bandleader?

When I was younger in Chicago I played in every single band where I was asked to play. Playing with a lot of different people with such a lot different leaders gives me different perspectives on what it is to write a music to what it is to play people music. It also gave me a wide perspective of what is improvisation. What some people may consider as improvisation others may definitely not consider. For some, it's not improvised of it's not improvised from start to finish, and for other, the most important thing is to have improvised sections. I learned different techniques, mostly how to write music by myself and note it. One of the main things I learned was to how to be a bandleader – how to bring music to rehearsals, rehearse it and then play it on the gig, appeared to be completely inconvenient. I learned to distinguish between the good and bad sound of music and how to be a good bandleader. Playing with other older folks, being in a lot of different constellations of musicians, I saw different takes on the leader thing. That definitely helped me figure out where I come from, what I'm trying to present and take that out the music. I don't care about the notes; the most important thing is what happens in the room between the players.

The title of the record seems to reflect an imperative: do or don't, act, or fade away. What kind of statement did you want to make with the title and theme of these recordings?

I had a lot of bird name bands when I first got to NYC, Water Birds, Fire Birds, etc. I'm not sure at what point in the recording process I came up with the name Fly or Die, but it's the name of the band, the record, and the suite of music. It's also an ethos — you got to work really hard to take off in this world and I've been very close to the bottom before, so it's a bit of a call to action, and a bit of a cool sounding name! 

One of the best things about playing music is the unity and trust that happens on stage and create a powerful statement. But it a microcosmos of the rest of the world – we had to work in unity and trust to make a powerful statement. Then everybody in the world would be much better.

[Jakub Knera]