polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
Julian Sartorius wywiad

Julian Sartorius
wywiad

Click here for the English version of this interview.

Bit i rytm definiuje muzykę Juliana Sartoriusa, który szuka ich wszędzie. Zaczął grać na perkusji już w wieku pięciu lat zafascynowany muzyką marszową i Michaelem Jacksonem. Do dziś eksploruje możliwości brzmieniowe perkusji i perkusyjnego brzmienia, czego najlepszym przykładem jest album "Hidden Tracks", swoista dokumentacj wyprawy pieszej muzyka z Bazylei do Genewy, w trakcie której swoimi pałeczkami perkusyjnymi grał na wszystkim co napotkał po drodze. To jego kolejny po "Beat Diary" i "Zatter" album, ale też popis kreatywności i poszukiwań, które prezentują fascynujący rezultat i spojrzenie na to, gdzie obecnie rytm można znaleźć i jak interesująco go przetworzyć w muzykę. Zapraszamy do lektury naszej rozmowy z tym nieszablonowym twórcą. Julian Sartorius już w marcu zagra na festiwalu CoCart w Toruniu i gorąco zachęcamy do zobaczenia go na żywo.

Jakub Knera: Bardzo wcześnie zacząłeś grać na perkusji. Jaki był początek?

Julian Sartorius: Jest to dosyć niesamowite, bo właściwie nie mam wspomnień bez perkusji. Nie pamiętam mojego pierwszego spotkania z bębnami. Wszystkimi wspomnieniami podzieliła się ze mną moja mama. Opowiadała mi jak w wieku dwóch lat, miałem mały bębenek, chodziłem z nim wokół stołu w salonie i odgrywałem marsze. Gdy miałem cztery lata poszedłem z tamburynem do naszych sąsiadów, zadzwoniłem do drzwi i zapytałem czy mógłbym zagrać dla nich solówkę. To są wspomnienia, które znam tylko z opowieści. Pierwsze co mogę wydobyć z mojej pamięci, to gdy miałem pięć lat i bardzo chciałem chodzić na lekcje perkusji. W końcu rodzice się zgodzili i zatrudnili dla mnie nauczyciela. Przez pierwsze trzy miesiące nie mogłem grać, bo mówił, że jestem jeszcze za mały. W końcu dostałem prawdziwą perkusję i ten moment pamiętam doskonale. Spełniło się moje wielkie marzenie.

Co doprowadziło do późniejszej muzycznej edukacji. Jak wspominasz lata szkolne?

Uczyłem się w Akademii Muzyki w Lucerne i Bern. Miałem dużo szczęścia, bo trafiłem na niezwykle otwartych nauczycieli. Byli bardzo dobrymi mentorami i świetnymi perkusistami. W tym czasie ćwiczyłem na potęgę.

W jakim stopniu to wykształcenie cię ukształtowało? Jak duży wpływ miała nauka w akademii na niekonwencjonalną muzykę, którą teraz tworzysz?

Bardzo ważne było dla mnie zdobycie tych fundamentów, nauczenie się dobrej techniki. Cenię tę wiedzę muzyczną i myślę, że żeby dzisiaj czuć się swobodnie potrzebowałem tych podstaw. Jest to baza, która sprawia, że mogę być całkowicie wolny. Zawsze mam możliwość powrotu do najprostszych kompozycji, których też używam i dopasowuje do tego co powstaje teraz. Myślę, że bez tego nie doszedłbym do tego co robię. Dostałem narzędzia, z którymi mogę iść dalej. Nauka i lata ćwiczeń wpłynęły na to, że teraz mam mniej ograniczeń. 

Co sprawia, że używasz perkusji w różny sposób i przy tym dołączasz inne przedmioty? Jak zamieniasz tradycyjne techniki w otwarty kreatywny proces?

Słuchałem bardzo dużo muzyki elektronicznej, robiłem też sporo transkrypcji i okazało się, że spodobały mi się te brzmienia. Próbowałem używać niektórych z nich i podczas gdy rytmicznie jakoś to się sklejało, to brzmienie mnie nie satysfakcjonowało. 

Moje inspiracje pochodziły z brzmień elektronicznych, których nie miałem w akustyce. Większość muzyki akustycznej to tradycyjna perkusja, bity, które są powszechne. Z założenia poszukiwałem wyjątkowych akustycznych brzmień. Finalnie wszystko przyszło z elektroniki. Jednocześnie zawsze byłem pewny, że chcę pracować analogowo. Lubię czuć moje działanie. Moim celem stało się poszerzenie możliwości tradycyjnej perkusji.

Podejmowałeś tylko takie próby tylko gdy grałeś solo, czy też przy okazji grania w zespole z innymi muzykami?

Tak samo działo się, gdy grałem z innymi. Cały czas poszukiwałem nowych możliwości. Niezależnie od tego czy grałem solówki, czy pracowałem z innymi muzykami.

Po wielu nagraniach w zespole zdecydowałeś się nagrać album solowy. Jak doszedłeś do takiej decyzji? Czy był taki moment, że interesowała cię tylko perkusja, czy były jakieś inne powody?

Stało się to zupełnie naturalnie. Dużo czasu spędzałem ćwicząc solo w moim studio. Oczywiście współpracowałem z innymi, ale zawsze przeznaczałem godziny na solowe próby. Powoli zacząłem zdawać sobie sprawę, że niektóre z moich brzmień były wystarczające same w sobie, nie potrzebowały innych instrumentów. Zdecydowałem, że tak trzeba to zostawić. Taki był początek. Po prostu grałem i rodził się jakiś muzyczny koncept. 

Twoje metody są nietypowe. Używasz perkusji, dodatkowych przedmiotów albo idziesz do lasu z pałeczkami tak jak na ostatnim albumie.  Jak daleko sięga twój proces twórczy?

W większości przypadków wynika on z ciekawości, żeby odkryć nowe możliwości. Dźwięk jest źródłem wszystkiego. Prace nad kawałkiem zaczynam od brzmienia i to na nim opieram rytm. Rzadko zdarza mi się, że poszukuję brzmienia do rytmu, który już mam. 

Najczęściej najpierw opieram się na dźwięku i próbuję, w którą stronę mogę dalej działać. Staram się szukać połączeń dźwięków, tak żeby to usłyszeć rytmicznie. Taka ciągła improwizacja. Znajduję przedmioty i zastanawiam się w jaki sposób najlepiej je wykorzystać, by dobrze brzmiały. Niektóre obiekty mają większy i mniejszy potencjał brzmieniowy, można ich używać na różnych płaszczyznach. Dosyć trudno jest mi to wyjaśnić. Źródłem są dla mnie materiały i ich możliwości muzyczne, to od nich rozwijam moje pomysły. 

Zazwyczaj granie na perkusji towarzyszy innym instrumentom co znacznie różni się od nagrywania solo. W twoim przypadku prowadzi to do powstania muzyki konceptualnej. Może za wyjątkiem albumu Zatter, które nazwałbym "najbardziej tradycyjną" z twoich płyt. Jakie pomysły sprawiają, że dochodzi do nagrania takich albumów jak Beat Diary i Hidden Tracks?  

Zatter też jest dosyć konceptualny. Chociaż nagrany w studio, co może dawać wrażenie normalności. Sposób w jaki teraz nagrywam muzykę to łączenie kilku warstw. Powiedziałbym, że pomysły na nagrania po prostu do mnie przychodzą, dosyć nagle. Mam wiele koncepcji w głowie, więc staram się robić coś w rodzaju listy priorytetów. Z Hidden Tracks było tak, że już wcześniej zacząłem nagrywać zupełnie coś innego, byłem nawet w kontakcie ze studiem nagraniowym. Nagle spadła na mnie możliwość nagrania dźwięków podczas wspinaczki. Przytłoczyło mnie to, ale poczułem, że muszę spróbować. Nie to był właściwy moment na nowe pomysły, ale myślałem, że to będzie dobre.

W Hidden Tracks zebrałeś różne poziomy brzmieniowe, łącząc je ze sobą. Jak wygląda twoja praca nad albumem? Jak dobierasz warstwy, gdy masz już gotowe brzmienia?

Rzecz, której nigdy nie chciałem robić to mieszanie ze sobą gotowych sampli. Nagrywam pewne formy, rytmiczne szablony i dopiero później miksuje je komputerowo i podejmuję kompozycyjne decyzje. Proces postprodukcji jest niezwykle ważny. 

Czy można powiedzieć, że jesteś perkusistą, który poszukuje rytmu we wszystkim co znajdzie dookoła?

Tak, można tak powiedzieć, dlatego że nie ma materiału na ziemi, który nie dałby dźwięku. Wszystko jest jego źródłem, więc możliwości są nieskończone. Możesz grać wszędzie i nie da się znaleźć kawałka ziemi, który byłby absolutną ciszą. Rytm znajdzie się we wszystkim, poza przestrzenią kosmiczną.

Całkowicie inaczej jest grać w lesie, w studio, w galerii sztuki czy w klubie. Jak ważny jest dla ciebie kontekst i przestrzeń?

To jest absolutnie kluczowe. I bardzo wpływa na mnie i moją muzykę. Gdy gram solo, miejsce, w którym się znajduję jest jak część mojego instrumentu. Zmienia to w jaki sposób brzmi. Lubię odnosić się do przestrzeni i traktuję ją jak współpracującego ze mną muzyka. 

Poza tym, że twoja muzyka jest niekonwencjonalna, często występujesz w galeriach, bierzesz udział w działaniach performatywnych. Jest takie nagranie, gdzie pojawia się farba na twojej perkusji. Co tego typu interakcje dla ciebie znaczą? 

Aspekt wizualny jest dla mnie istotny, bo sam dużo szkicuję. Pracuję z literaturą, bo sporo czytam. Wydaje mi się, że wszystkie możliwości sztuki się przenikają i mają wpływ na muzykę. Sedno tkwi w zamyśle, a reszta to tylko różne formy ekspresji. Praca ze sztukami wizualnymi czy z literaturą inspiruje mnie muzycznie. Gdy szkicuję ma to wpływ na moje kompozycje, i odwrotnie. Nie ma znaczenia forma, która przychodzi naturalnie. Nie do końca zdaje sobie sprawę, że gram w kontekście innej sztuki. To połączenie jest po prostu naturalną sytuacją.

Wspomniałeś, że pracujesz nad nowym materiałem. Zdradzisz co to będzie?

Tworzę teraz muzykę do animacji. A ponadto przygotowuję nowy album, ale nie mogę o nim mówić zanim przybierze konkretną formę. Nie potrafię rozmawiać o tym na tak wczesnym etapie, bo mogłoby mnie to ograniczyć. Ten proces twórczy jest dość skomplikowany. Mam pewien pomysł, ale może on ewoluować w różne strony. W tej chwili trudno mi cokolwiek opisać. Czasem skupiam się na kilku drogach, żeby sprawdzić, jak się rozwiną. Teraz jest taki moment, że chciałbym być dalej wolny, bez oczekiwań, gdy odkryję jakieś założenia. Lubię też zmieniać plany i chcę być na to otwarty. 

Mogę powiedzieć, że chciałbym rozwinąć serię Hidden Tracks. Gdy wędruję, przychodzi mi do głowy sporo pomysłów, odkrywają się nowe rozwiązania, znajduję dużo brzmień, które można wykorzystać w zróżnicowanych kontekstach. To może okazać się ciekawe. Różne nagrania z podobnego toku działań.

Zapowiada się świetnie. Nie mogę się doczekać!

ENGLISH VERSION

 

Bit and rhythm defines Julian Sartorius music, who searches them everywhere. He started playing the drums at the age of five, fascinated by marching music and Michael Jackson. To this day, he explores the sound possibilities of drums and percussive sound, the best example of which is the album "Hidden Tracks", a specific documentation of a hiking trip from Basel to Geneva, during which he played his drum sticks on everything he encountered along the way. This is his next release after "Beat Diary" and "Zatter", but also a display of creativity and exploration, which present a fascinating result and a look at where the rhythm can be found and how to transform it into music in an interesting way. We invite you to read our conversation with this unconventional artist. In March, Julian Sartorius will play at the CoCart festival in Toruń and we strongly encourage you to see him live.

You started playing drums when you were very young. How did it began?

It’s really special because I don’t have a memory without drums. I don’t remember my first encounter with drums. It’s just my mother who later told me about these moments. She said that when I was 2 years old I had a little drum and I was walking around our table in the living room and listening to marching drums and playing alone. When I was 4 I had a little tambourine and I went to our neighbours, rang the doorbell and asked if I could play a solo for them. Anyway these are stories I was just told by my mother.  

What I recall is that when I was 5 I wanted to take lessons and I would ask my parents all the time and finally they agreed. They hired a drum teacher. The first 3 months I wasn’t allowed to play drums because he said that I was too small. Finally I got the drums and I remember precisely this moment. My big dream came true. 

It all lead to musical education later on. How was it during your school years?

I studied in Lucerne and Bern at the Music Academy and I was lucky as I had really good teachers. They were open-minded and extremely professional drummers. I was practising like crazy during all these years of studying. 

How do you think this musical background has shaped you? What’s the impact of having studied at an academy on the unconventional music you produce now? 

For me it was crucial to have good fundaments, to get to know the technique. It’s really good that I have knowledge about music, I felt I needed to learn the basics well. It was important to me to have a solid base in music which now allows me to be free. I realised that. I can always go back to the most basic stuff and I am able to adapt all these techniques to my songs and this knowledge allows me to create some rhythms that I couldn’t do otherwise. I have a lot of tools to be creative. I was practising that much to have as little limits as possible. 

What makes you keen to use drums in various ways and then alongside with drums you all sorts of objects. How do you change a traditional academy perspective to much wider? 

I was listening a lot to electronic music and also at that time I was transcribing a lot of music so I really loved some of the beats of those. Then I tried to play some of them and whereas rhythmically it worked well, the sound wasn’t quite there. 

My inspiration were sounds that existed in electronic music which I didn’t have in acoustic.  Most acoustic music is either regular drums, or some percussion you already know. I was intentionally looking for some special in acoustic sounds. But in the end it all came from electronic music. Still for me it was always clear that I wanted to work acoustically. I like to touch the material and to work with body. My aim was to open up sonic possibilities of the drums.

Did you try that only when you play solo on drums or also with any other bands with whom you played?

Also when I played with people, all the time. No matter if I play solo or if I play with people, it’s always that kind of research for me. 

You recorded a lot with other people and then at one point you decided on a solo album. Drums only. How did you make that decision to record solo? Was there a moment when you were only interested in drums or any other reasons?

It came naturally. I was spending a lot of time in my rehearsal studio playing just for my own. Of course, I had a lot of collaborations but I always spent a lot of time in there rehearsing. Slowly I started to realise that some of the stuff I’m recording for fun worked just as they were, without any other additional instruments. I thought I should start to get it out like that. This is how it started. A really natural process of playing and developing a musical concept. 

Your methods are rather exceptional. You can play on drums, you can use some objects, you can go with sticks to the forest like in your latest record… How far your development process go?

A lot of it is just trying with a big curiosity about exploring stuff. The sound is the source of it all. What I like is to start off a piece or a beat based on it. The sounds inspire me also for the rhythm. Very rarely do I write rhythm and then look for a sound. It’s often that firstly I find a sound, try what I can do with that and in which direction the it leads me. I also try to find out what combinations with other sounds I like rhythmically. It’s constant improvising. Literally I just try it out. I find an object and then I find out what’s the way it works best. I think every material has some strong possibilities and weaker possibilities. Well that’s really hard to describe. The source for me is the material with its sound and from there I develop my bits and pieces. 

Usually playing on drums on various occasions differ from recording an album. When I look at your solo discography maybe Zatter album is the most ‘normal album’ but when I think of Beat Diary or Hidden Tracks it’s all really conceptual - I would like to ask what kind of idea brings you to start recording albums?

In the end Zatter is also quite conceptual. Although it’s recorded in the studio, being a really traditional album in a way. The stuff I started recording now has different layers. The idea for a record just comes to me. I have many concepts in my head so I do a priority list. For example with the HiddenTracks I wanted to start another record, I was also in touch with a label and then I was on a hike and this possibility to record while hiking just overwhelmed me. I thought I had to do that. It was a bad moment for a new idea but it just came to me and had to decide to do it as soon as possible. 

When we talk about Hidden Tracks it is that you recorded some layers of sounds and then you mixed them together. Please tell me how you work on an album after having your sounds recorded, how you prepare the album with many layers you have?

What I didn’t want was to put just samples like single songs and then mix them on a computer. I recorded patterns, rhythmical patterns and then I layered them on the computer and I took all the compositional decisions. The postproduction is important part of the record. 

Can I say that you are a kind of drummer, a kind of person who looks for a rhythm almost everywhere?

Yes you can say that because the thing is that there in no material on Earth that doesn’t give a sound. Everything sounds so the options are infinite. You can play anywhere, you can’t find a place on Earth that doesn’t produce a sound. It’s only in space, in outer space that there is no sound. So yes, I can look anywhere for rhythms.

It is quite different to play in a forest, in a studio, in an art gallery or in a club. How important is the place where you play or with which you are play? 

It is extremely vital. It affects me a lot. I would say that when I play solo the space is part of my instrument. It changes the way you sound like. I enjoy working with space and having relation to space is like playing with another musician. 

Very often your music is unconventional, many times you play in art galleries, you take part in some kind of performances, there is a video where you play while there is some kind of pain on your drums. What does it all mean for you?

That’s curious because I draw a lot so the visual aspect is always important to me. I read a lot, so I like to work with literature as well. I feel all the possibilities of art are really connected to my music. It’s all about a concept, just various forms of expression. Working with visual arts or working with literature inspires me for my music. When I draw on my own it gives me ideas for the drums, and the drums inspire me to draw. For me it makes no difference, it’s really natural to me. I didn’t realise that I play in an art context. It’s just about this sort of attitude.

You mentioned that you’re working on something new right now - can you reveal what it is?

One is a theme music for animation film and the new record I’m doing I can’t speak about it until it’s done. When I speak about my records too early I narrow myself down. My creative process is complex, I have an idea but it may turn out differently. At this stage it’s hard to describe. Sometimes I work on different stuff at the same time and then I see how it develops. That’s why I cannot tell you about my new record It’s too early to speak about it in advance. I like to be as free as possible in a process. I don’t like to have expectations. What’s more I also like to change plans.

What I can say is that I would like to do a series of Hidden Tracks. When you walk around there are so many possibilities, you find many different sounds when you hike in various of spaces. It may be interesting. Different records from one concept. 

Sounds great. I’m looking forward to it!

[Jakub Knera]