polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
Łona Nic dziwnego

Łona
Nic dziwnego

Nakładem Asfaltu ukazał się drugi album szczecińskiego artysty, jednego z chodzących dowodów na to, że polski hip-hop to o wiele więcej niż relacje z przygód i perypetii osiedlowych obszczymurków, albo też wyznania jakiś pseudopoetów z Płocka, że "są takie chwile, kiedy serce klęka". Już na debiutanckim albumie Łona sprecyzował swój styl - dowcipny, pełen przekąsu, oparty na zapadających w pamięć metaforach i humorystycznych dialogach. "Nic dziwnego" przynosi kontynuację i pogłębienie tej stylistyki, zatem zgodnie z oczekiwaniami albumu słucha się z uśmiechem na gębie. Łona potrafi zachować zdrowy dystans zarówno do samego siebie, jak i świata wokół. Głównym atutem pozostaje totalnie charakterystyczny sposób rymowania i kpiarski głos sprawiające, że łatwo poczuć się w skórze podmiotu lirycznego - borykającego się z absurdem rzeczywistości młodego człowieka pragnącego z jednej strony jakoś z tym światem kontakt nawiązać nie popadając równocześnie w obłęd, a z drugiej strony nie zapominającego o zabawie. I właśnie ten pozytywny duch stanowi o atrakcyjności albumu, czego najlepszym dowodem zaskakujący utwór o nocnym powrocie do domu, albo podane z dużym przymrużeniem oka polityczne komentarze. Moim faworytem pozostaje rewelacyjna opowieść o autobusach miejskich, w której Łona wyraża swoje poglądy na temat polskiej akcesji do Unii Europejskiej i panującej z tej okazji wrzawie. Właśnie w tych genialnych metaforach tkwi urok jego rapu. Szkoda tylko, że w warstwie muzycznej nie dzieje się zbyt wiele, jest ona dość sztampowa i zdecydowanie stanowi jedynie tło dokonań wokalisty. Bity są niby w porządku, ale w połowie albumu zaczynają lekko nużyć i zlewać się w jedno. "Nic dziwnego" jest zdecydowanie warte polecenia, ale niestety nie zapada w pamięć na dłużej i raczej nie będziecie do tej płyty wracać jak do dzieła sztuki. Bierze się to z jej lekkości, którą szczególnie dobrze widać, gdy zestawi się ten album chociażby z ostatnimi dokonaniami Tworzywa Sztucznego oraz Pezeta i Noona. Niby to zupełnie inna stylistyka, ale tam po prostu więcej siedzi pod powierzchnią. Więc mam nadzieję, że Łona w przyszłości będzie potrafił wyjść poza żartobliwą tonację, która wychodzi mu pierwszorzędnie, ale na dłuższą metę grozi niestety zamknięciem go w takiej szufladce i pewną monotonią. A szkoda by było, ponieważ potencjał na on niemały. O tym można przekonać się słuchając "Nic dziwnego", płyty dobrej, ale nie rewelacyjnej.

[Piotr Lewandowski]