polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
Painkiller Nowojorska Awangarda

Painkiller
Nowojorska Awangarda

W poprzednim numerze "PopUp" pojawił się obszerny materiał poświęcony projektowi Fantomas. Wedle wielu - ta supergrupa jest znakomitym przykładem rozwoju eksperymentu w muzyce rockowej. W istocie, połączenie czterech różnorakich kręgów muzycznych, rozwiniętych w czasie ostatniej dekady - połączenie czterech nazwisk i wizji na materię muzyczną przyniosło intrygująco zjawiskowe wydawnictwa stworzone przez projekt Fantomas właśnie.

    Inna sprawa, iż zapewne na powstanie samego Fantomasa ogromny wpływ miało jedno z ważniejszych centrów progresywnej muzyki lat 90. - Nowy Jork. To w tym mieście doszło bowiem do jednych z najznamienitszych wielokulturowych i ponadczasowych fuzji muzycznych. To na nowojorskiej scenie 'downtown' działali John Zorn i Bill Laswell, będący duchowymi i mentalnymi przedstawicielami oraz mentorami tejże sceny. To oni, wraz z Mickiem Harrisem, powołali do życia projekt PainKiller, dziś uznawany za najbardziej esencjonalny wyraz ekstremalnego podejścia do free jazzu i samej awangardy. Już fakt, iż w PainKillerze spotkały się trzy wybitne osobistości mające ogromną rolę w kształtowaniu i rozwoju muzyki ostatnich lat, nakazuje zwrócić uwagę na ten projekt. John Zorn i Bill Laswell to bardzo dobrzy znajomi. Obaj rozwinęli i nadali charakter scenie nowojorskiej, obaj spenetrowali intensywnie wiele odmiennych płaszczyzn muzycznych, i Laswella i Zorna charakteryzuje również niezwykła produktywność i skłonność do godzenia współczesnych ekstremów z odwieczną nieskazitelnością muzyki.

    John Zorn pod koniec lat 70. rozpoczął swoją muzyczną wędrówkę od gry w nowojorskich klubach, gdzie prezentował szaloną, pozbawioną reguł i racjonalności muzykę improwizowaną. Od roku 1981 zaczął dla wytwórni Parachute nagrywać improwizowane albumy, a same lata 80. okazały się najistotniejsze dla przebiegu jego podróży dźwiękowej. Przy okazji płyty "Golden Palminos", nad którą kontrolę twórczą sprawował Anthony Fiera, spotkali się w jednym studiu: Zorn, Laswell, Frith i Lindsay. Z dwiema ostatnimi postaciami w połowie lat osiemdziesiątych Zorn rozkręcił klub Knitting Factory, stający się z czasem mekką wszystkich interesujących zmian w kręgu amerykańskiej awangardy (gdzie w latach 90. wypłynął niejaki Mike Patton, zafascynowany samym Zornem i otaczającą go muzyką intensywną i szokującą). Również w Knitting Factory na początku minionej dekady Zorn założył inną, równie legendarną jak PainKiller (kto wie jednak, czy nie bardziej kontrowersyjną) grupę Naked City, której nazwę przechwycił z albumu zawierającego drastyczne zdjęcia ofiar gangsterskich porachunków z lat 30. i 40. minionego wieku. Zaiste, podobnie jak zawartość i forma albumu - muzyka Naked City szokowała, kipiała ekstrawagancją i niesamowitą surowością, podaną w zawrotnym tempie. Najlepszym tego przykładem jest krążek "Torture Garden", gdzie Zorn zestawił w ciągu 26 minut 42 absolutnie brutalne utwory metalowego Napalm Death (zresztą sam bębniarz tej najszybciej grającej kapeli - Mick Harris stał się równie ważny jak Zorn i Laswell w składzie PainKillera). Głównym wokalistą Naked City przez długi czas był Yamatsuki Eye, na co dzień ujmująco wrzeszczący w japońskim Boredoms, ale od jakiegoś czasu zastępować go począł Mike Patton, który - powtórzę to raz jeszcze - u Zorna pobierał nauki, od Zorna przechwycił nieszablonowe akcenty postmodernizmu. Grupa Naked City zaprzestała działalności w roku 1993 - po wydaniu płyty "Radio", na której Zorn połączył przedziwne własne inspiracje, w jednym sosie podając między innymi: Ennio Morricone, Chucka Browna, Franka Sinatra, Agnostic Front, The Melvins. W zeszłym roku, grupa powróciła jednak na wyłącznie dwa koncerty - w Amsterdamie i Warszawie, przypominając o swoim obliczu.

    W tej chwili, nawet jeśli rozdział Naked City jest zamknięty, John Zorn nadal pozostaje chorobliwie niemal płodnym artystą - liczba wydawnictw z udziałem Zorna liczy ponad 300 albumów. Fascynuje go niemal wszystko, co w muzyce niepojęte i niezwykłe, nieprzystępne i porywające. Zagłębia się w struktury ścieżek dźwiękowych filmów porno, kreskówek, wariacji jazzowych, world music, potężnych terenów metalu, jak również zatrzymuje się nad uduchowioną kameralistyką i mistycyzmem.

    Po postawieniu oto pierwszych, pionierskich kroków w Nowym Jorku, Zorn zatopił się w kulturze i mentalności Japonii, stającą się dla niego niezwykłą inspiracją. W Japonii Zorn spędził sporo czasu, wiele koncertował, a co najważniejsze - zaszczepił tam ducha nowojorskiej sceny, co doprowadziło do wydania japońskich edycji jego najbardziej ekstremalnych dzieł. Zorn z kolei, przesiąknięty kulturą zen i świeżym, azjatyckim podejściem do muzyki, rozpoczął promowanie na Zachodzie japońskiej awangardy. Powróciwszy po wschodniej wycieczce do Stanów, założył własne wytwórnie: Tzadik i Avant, które niebawem okazały się jednymi z bardziej kreatywnych labeli, skupiającymi przede wszystkim odważnych wizjonerów awangardowych. Obok PainKillera i Naked City, Zorn swoje niecodzienne podejście do improwizacji i kompozytorstwa objawił także projektem Game Pieces, w którym rozwinął totalnie eksperymentalizm kompozytorski. Na wydanym w 1984 roku albumie koncertowym "Cobra", Zorn zawarł muzykę zmieniającą się jak w futuro-jazzowym kalejdoskopie. Dyrygując 13-osobowym zespołem posługiwał się kartami, które opatrzone zostały symbolami - to, jaką kartę ukazał zespołowi, decydowało o tym, co muzycy zagrają. Szaleństwo i perfekcja charakteryzują Zorna jako muzyka wybitnego, pochłoniętego napływem informacji i zmianami kulturowymi. Do końca lat 80. Zorn pozostał wierny estetyce makabry i kontrowersji w otchłaniach noise`u, free jazzu, punku, metalu. Lata 90. natomiast to jednak duchowe odrodzenie artysty - odrodzenie zupełne, oparte na judaizmie.

    Przez niemal całą ubiegłą dekadę Zorn kierował się w stronę kultury żydowskiej, przyjmując na siebie rolę artysty przynoszącego Żydom ich poczucie tożsamości, elementy duchowości i tradycji. Jakże szczery, a przy tym wypełniony grozą i dramaturgią, udało mu się stworzyć muzyczny obraz żydowskiej zagłady na płycie "Kristall Nacht" z 1993 roku. Album, posiadający w swej wkładce informację o niebezpiecznym skutku obcowania z centralnym fragmentem dzieła, okazał się najbardziej doniosłym objawem przemiany wewnętrznej Zorna. Utwór "Never Again", będący tymże fragmentem centralnym, to wizja stworzona z nieprzyswajalnych wręcz częstotliwości dźwięku, obrazująca roztrzaskiwanie przez bojówkarzy hitlerowskich okien żydowskich sklepów.

    Odtąd Zorn poświęcił się żydowskim tradycjom. Od starożytnej twierdzy Masada, w której grupa Żydów stawiała czoła wojskom rzymskim, a następnie zamiast kapitulacji wybrała samobójstwo, zaczerpnął nazwę dla najbardziej rozpoznawalnej obecnie grupy jazzowej. Masada początkowo miała być projektem przejściowym, z biegiem lat jednak przybrała formę grupy formalnej, tworzącej zresztą do dziś. Każdy z kolejnych albumów Masady opatrzony został koleją literą hebrajskiego alfabetu, a mnóstwo granych koncertów zaowocowało wydaniem znakomitych pozycji koncertowych, dokumentujących jak istotne jest podejście Zorna do improwizacji - już nie w formach muzycznej agresji, ale rozpiętych w czasie uduchowionych wariacji.

    W roku 1993 rozpoczął Zorn działalność Radical Jewish Culture, skupiającej artystów i muzyków, połączonych z Zornem zamiłowaniem do klezmerstwa. Kolejne jej owoce zaczął wydawać oczywiście Tzadik. Jednocześnie coraz bardziej rozwijał swoje umiejętności, pozostając bardzo często jedynie w roli kompozytora. Na wybitnym, podwójnym albumie "Bar Kokhba" z 1996 roku, skomponował całość materiału, tworząc mistyczne dzieło, wybitny przykład współczesnej kameralistyki w intrygujących ramach, powstałych z tradycji żydowskiej, jazzu i muzyki klasycznej. Jako kompozytor, Zorn udowadnia, że skupia wokół siebie naprawdę niesamowicie utalentowanych muzyków takich jak Marc Ribot, John Medeski, Greg Cohen, Dave Douglas...

    Również pod własnym nazwiskiem, przy okazji jego solowych wydawnictw, Zorn zrzesza muzyków wielkiego formatu. W roku 2002 ukazał się znakomity album "IAO", nawiązujący do zornowskiego opętania, opatrzony zresztą symbolami i kodami Bestii oraz inspirowany magią Aleistera i Crowleya. Zorn wybornie podsumował na nim wszystko to, co najistotniejsze w ostatnich 20 latach, ocierając się o okultyzm, zwracając się w stronę ambientu i black metalu. Przy nagrywaniu "IAO" pomagał m.in. Mike Patton, Jennifer Charles (znana z projektu Lovage Dana The Automatora), Beth Hatton i sam Bill Laswell.

    Z kolei Osoba Billa Laswella znaczy tyle dla muzyki dub i ambient, co Zorna dla jazzu. Jest osobistością wybitną, stanowiącą obecnie potężny filar współczesnej awangardy. On również, podobnie jak Zorn, swoją działalność rozpoczął w latach 70., kiedy towarzyszył na nowojorskiej scenie niejakiemu Daevidowi Allenowi, który z kolei znał się bardzo dobrze z samym Williamem Burroughsem. Laswella od początku fascynował puls funku oraz czarna muzyka, którą przechwycił od Jamesa Browna. Jeżeli nawet Zorn ufał bezpośrednio wpływom tradycji jazzowej, to już Laswell okazał się odbiorcą bardziej zaawansowanym - fascynowało go przechwytywanie muzyki z różnych kręgów, nurtów muzycznych. Obok funku Laswell zestawiał jazz, soul, zupełnie swobodnie mieszając wszelkie interesujące i porywające jego umysł gatunki. Jeden z pierwszych projektów Laswella - Material, powstały w roku 1979, cecuje się awangardowym podejściem do kwestii rockowych. Wydany u schyłku lat 70. album "Memory Serves" okrzyknięty został niemal arcydziełem (w nagraniu brał udział znajomy Zorna - Fred Frith), a postać Laswella stała stała się wielce znacząca na nowojorskiej scenie. To u niego zresztą, na krążku Once Down Material debiutowała w wieku 16 lat dziewczynka zwana Whitney Houston, która w latach dziewięćdziesiątych zarobiła ogromne pieniądze na własnym głosie i wizerunku. Laswell natomiast zafascynował się ruchami, jakie miały miejsce w czarnych gettach Nowego Jorku. Oto młodzi ludzie zaczynają składać rymy przy akompaniamencie automatów perkusyjnych, oni też rozpoczęli ubarwianie ulicznych murów charakterystycznymi napisami. Hip hop, sound systemy i rap okazały się czymś świeżym, niezwykle interesującym i odmiennym od dotychczasowej formuły muzyki. W roku 1983 więc, Laswell rozpoczyna współpracę z Herbie Hancockiem. Generalnie, Laswella poproszono o pomoc przy tworzeniu albumu "Future Shock" Hancocka, a singiel "Rockit" (który stał się światowym przebojem, pierwszym takim nagraniem wykorzystującym tak zwany 'scratching') przyciął Bill - jak sam mówi - "całkiem szybko", w czasie kiedy taksówkarz czekał na niego w samochodzie... Pochłonięty zupełnie estetyką hip hopu i funky, pomagając raz jeszcze Hancockowi, przykłada się do nagrodzenia albumu "Sound System" statuetką Grammy. W przeciągu dwóch lat, Laswell oto staje się rozrywanym producentem - między innymi White Zombie i David Byrne starają się nawiązać z nim bliższą współpracę, a on - nagrywając afrykańską, korzenną czarną muzykę, mając kontakty z pionierami od sound systemów: Grand Masterem D.ST i Sly`em Dunbarg`em, od czasu do czasu skłania się także do prac z gwiazdami pokroju Micka Jaggera czy Iggy Popa.

    Kolejne fascynacje i zapędy muzyczne Laswella przynosić zaczęły każdorazowo efekt zdumiewający, ponadkulturowy. Muzycznej i wewenętrznej ponadczasowości Laswell doświadczył podczas własnej podróży do Maroka, gdzie był świadkiem plemiennego muzycznego transu - realnego, a zarazem rytualnego podejścia do transowości. Marokańskie nagranie, tamtejsze zmysłowe doznania przydały się Laswellowi w jego kolejnych kolaboracjach i solowych projektach. Wraz z Williamem Burroughsem nagrał płytę "Seven Souls", firmowaną nazwą kapeli Material. Burroughs czyta na niej fragmenty swojej książki dotykającej dalekowschodniego mistycyzmu, a Laswell tworzy wokół tychże fraz nić muzycznej wędrówki, złożonej z muzyki arabskiej i hinuskiej.

    Kiedy w roku 1990 uruchomił własny label Axiom (działalność pod skrzydłami wytwórni Island), który stał się oazą dla ezoteryzmu i zrzeszał kolejnych utalentowanych artystów czerpiących ze zmian w muzyce. Laswell i jego Axiom pogłębiali zainteresowanie transem, dubem i amientem, a także funkiem.

    W międzyczasie Bill Laswell przyłączył się do Johna Zorna i Micka Harrisa w PainKillerze, nagrywał płyty z legendami czarnej muzyki - z grupą Parliament George`a Clintona, Bootsy Collinsem czy duetem Sly & Robbie. Na płycie "Fear Of Green Planet" Dub Syndicate doceniony został jako charyzmatyczny basista...

    Laswellowskie podejście do dubu to także efekt współpracy z Brainem Eno przy okazji jego albumów "My Life In The Bush Of Ghosts" oraz "On Land", ale przede wszystkim jego własne wydawnictwa "Death Ambient" czy "Ambient Dub". Jako wybitny producent, Laswell okazał się także genialnym wizjonerem, nie obawiającym się żadnych muzycznych świętości - biorąc na swój warsztat największe przeboje Marleya ("Dreams Of Freedom" - rezygnując tutaj z samego wokalu Marleya!) oraz Milesa Davisa ("Panthalassa") - dokonuje rzeczy niesłychanych, odradzając na nowo te dwie legendarne postacie.

    Najbardziej znanym bodajże projektem Laswella jest Praxis, projekt łączący rock, noise, ambient i hip hop. Obok Billa istotne role w Praxis odgrywają także: Brain, perkusista Primusa i Limbomaniacs, a kiedyś Godflesh, a także charakterystyczny gitarzysta Buckethead, którego twarz zasłonięta jest maską, a głowę skrytą ma pod kubełkiem z KFC. W Praxis bardzo często pojawia się także sam Bootsy Collins, który z kolei wraz z Brainem i Laswellem gości również na solowych płytach Buckethead`a (chociażby "Monsters And Robots"). Polska publiczność miała okazję przekonać się o charyzmie i innowacyjności Praxis - w roku 1996 przy okazji Warsaw Summer Jazz, koncert tego projektu rozpoczął się ponad 15-minutowym setem dj`a DXT, dj`a Q-Berta i Mixmaster Mike`a.

    Zupełnie inną stylistykę przedstawia kolejny projekt - Massacre (Laswell, Fred Maher i Fred Frith), łączący klasyczne oblicze hard rocka ze stylistyką no wave. Po latach milczenia, pod koniec ubiegłego wieku pojawiła się świetna płyta nakładem Tzadika "Funny Valentine". Wydawnictwo z lat 80. - "Killing Time" uznane zaś zostało za jeden z najwybitniejszych nurtu no wave.

    Warto napisać także o jednorazowym projekcie Time Zone, w którym Laswell połączy siły swoje oraz gości: byłego wokalisty Sex Pistols, Johnny`ego Lydona oraz genialnego twórcy hip hopu - Afrika Bambaataa, a także Berniego Worrella, pomykającego na syntezatorach. Wspólny jam zakończył się nagraniem zjawiskowej płyty "World Deconstruction".

    Dla amatorów dokonań Laswella wspomnę jeszcze o konieczności zapoznania się z kilkoma częściami "Dub Chamber", satnowiącymi doskonałe wprowadzenie w tematykę osobowości i talentu tego muzyka.

    Obok Zorna i Laswella, postać Micka Harrisa - trzeciego ogniwa PainKillera - wypada mniej efektownie. Niemniej, tak jak pierwszych dwóch, uznawać go trzeba za artystę wpływającego na kształt muzycznego undergroundu. Harris zasłynął zwłaszcza jako bębniarz Napalm Deathm prawdą jednak jest, iż jego talent jeszcze mocniej rozwijał się w sideprojectach, których zliczenie także przysporzyć może niemałe kłopoty. Przez jakiś czas Harris wspomagał kumpla z Napalm Death - Justina K. Broadricka, potem rozpoczął twórczość pod szyldem projektu Scorn, który podpiąć można pod brudny, chropowaty dark-dub. Kilka longplayów Scorna znalazło uznanie w oczach krytyki, a Harris współpracujący z różnymi artystami z pogranicza noise`u i ambientu pogłębiał swoje mroczne zainteresowania, oddając w pełni klimat cięższego spojrzenia na formułę dubu. Na płycie "Somnific Flux", nagranej wespół z Billem Laswellem nakładem wytwórni Subharmonic, Harris stworzył czysty, żywy, klimatyczny dub, prawie w ogóle nie wspomagany przez bas Laswella. Płyta zawiera dwie kompozycje trwające po ponad 30 minut, ukazujące szeroki wachlarz fascynacji zwłaszcza Harrisa, który oczywiście dzięki Laswellowi upiększa eksperymentalizm w doświadczone struktury.

    Album "Murder Ballads", przy którym Harris skorzystał z walorów wokalnych Martyn Bates to przykład minimalistycznego podejścia do kwestii dark-ambient. Sugestywne spojrzenie, podszyte dronem, wyostrzone mrocznym recytowaniem Bates... Kolejny to dowód na piękno mroku w wyobraźni Harrisa.

    Mick Harris w PainKillerze odpowiedzialny jest oczywiście za bębny i elementy perkusyjne. Laswell jest panem basu, a Zorn zajmuje się saksofonem. PainKiller staje się połączeniem trzech inteligentnych umysłów muzycznych, które na jednej scenie uzupełniają się nawzajem w niesamowitych wycieczkach improwizacji, bezpardonowym tworzeniu każdym razem czegoś innego - brutalnego, niezmiernie szybkiego, totalnego muzycznego eksperymentu na zasadzie improwizacji.

    Harris poznał Zorna w czasie jego koncertów w Japonii w roku 1989. Kiedy w końcu spotkali się na niewielkim jamie w Nowym Jorku (okolice 1991), zaprosili do współpracy Billa Laswella. Tak, po kilkugodzinnej wspólnej sesji, udało im się zarejestrować materiał, który później ukazał się jako album "Guts Of A Virgin", ozdobiony oryginalnymi fotografiami przedstawiającymi rozdarte ludzkie ciało z otwartymi wnętrznościami. Przy kolejnym wydawnictwie PainKillera, "Buried Secrets", udział brał (oprócz fundamentalnego składu) także Justin Broadrick z Napalm Death i Godflesh oraz G.C.Green.

    Wymykające się często spod kontroli nagrania PainKillera - tak w wersji studyjnej, jak również koncertowej (proszę posłuchać "Execution Ground" oraz "Live In Nagoya") to znakomity obraz rozwoju całej awangardy nowojorskiej i przekształceń muzycznych, jakie miały miejsce w Nowym Jorku i wzorujących się na nim ośrodków. PainKiller stał się oznaką geniuszu improwizowanej strony industrialu, ambientu, free jazzu, noise`u oraz dubu. To również wielkie scalenie dwóch odwiecznych ludzkich fascynacji: demonizmu i duchowości.

[Tomek Doksa]