polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
The Minneapolis Uranium Club All Of Them Naturals

The Minneapolis Uranium Club
All Of Them Naturals

Drugi album zespołu z Minnesoty, o który biją się punkowe labele i który zdążył już zawitać do Polski na dwa koncerty. Uranium Club nie wynaleźli koła, jak chciałby Jensen Ward z Iron Lung Records. Nie są też żadnym Devo naszych czasów, choć nie da się ukryć, że satyryczny i absurdalny humor w połączeniu z precyzyjnymi i szybkimi, tnącymi jak skrzydła kolibra riffami uprawiają nieco podobnie. Nie są jednak symulacją zespołu X lub Y. Nerdowskie, intelektualno-sardoniczne rzeczywiście jest teraz na fali – wystarczy spojrzeć na scenę z Indiany i projekty Marka Wintera. W odróżnieniu jednak od The Coneheads, Uranium Club wychodzą daleko poza brzmienie wczesnego Devo, Gizmos czy Dow Jones & The Industrials. Pod całą tą głupawą, wymykającą się upupieniu otoczką skrywają duże ambicje (być może nawet nieco za duże, ale to się jeszcze okaże), czego najlepszym dowodem jest drugie LP - mniej energetyczne, za to bardziej wygładzone i „progresywne”. Przemyślane kropka w kropkę i od deski do deski.

Pierwsza kompozycja to monolog budujący mit Uranium Club, przypominający nieco boskiego narratora z filmów braci Coen. W dalszej części albumu również nie brakuje auto-odniesień, cytatów z samych siebie, stałych, markowych elementów, itp. Megalomania? Nie. Raczej niespotykana w tym środowisku samoświadomość, którą łączy się również z tym, że zespół wyraźnie ucieka od przyklejenia im jednej twarzy. Rozbudowane numery w rodzaju dwuaktowego „Opus” czy krautowego „Operation, Pt. II” nie spieszą się z kulminacją i niemal pedantycznie budują napięcie, by w końcu jednak wyłożyć karty na stół. I wtedy to są dokładnie te karty, które tak świetnie rozgrywały poprzedni krążek. Jest więc w stanie zrozumieć osoby, których All Of Them Naturals rusza nieco mniej niż pędzący na bezdechu debiut. Ale jakby nie patrzeć, to dobry znak, że Uranium Club nie będą stali w miejscu, grając koncerty życzeń, tylko będą robili rzeczy po swojemu.

[Karol Paczkowski]