polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
Sumac What One Becomes

Sumac
What One Becomes

Zapowiadano trasę Old Man Gloom promującą The Ape of God, ale zamiast tego pozostało nacieszyć się koncertówką Mickey Rookey Live at London. Planowano również rychłe nadrobienie koncertowych zaległości przez Sumac, po wydanym w 2015 debiutanckim The Deal. Niestety z tych zamiarów też nie za wiele wyszło. Gdy wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazywały na to, że kolejne dwa znakomite projekty Aarona Turnera znów pochłonie kilkuletni niebyt, dość niespodziewanie światło dzienne ujrzał drugi album amerykańsko-kanadyjskiego trio.

Treść What One Becomes szybko wypiera rozgoryczenie wynikające z braku możliwości obejrzenia wyżej wymienionych grup na żywo. Mało tego, trzy z pięciu zaprezentowanych tutaj utworów pretenduje do miana najlepszych w całej niezwykle bogatej twórczości Turnera. Dziesięciominutowy „Image of Control” otwierają dronowe uderzenia, basowo-gitarowe konwulsje oraz przeszywający krzyk. Takich wokali u założyciela Hydra Head Records jeszcze jednak nie słyszałem. Ani Oceanic, ani Panopticon, ani żadne inne z wcześniejszych wydawnictw legendy postmetalu nie brzmiało w tej warstwie tak morderczo, intensywnie, ale i zarazem przestrzennie. Deathmetalowy, zadziorny ryk i towarzyszące mu raz bardzo cięte, innym razem bardzo ociężałe gitary, stanowią wspaniałą przeciwwagę dla dudniącego basu znanego z gry w Russian Circles Briana Cooka oraz nie bywale mocnych, momentami ekstremalnych drumów autorstwa Nicka Yacyshyna. Potężne otwarcie! 

Album oprócz nadzwyczajnej agresji, zacięcia oraz siły, wyróżnia się kompozycyjną różnorodnością, w której dominują przede wszystkim elementy zaskoczenia. We wspomnianym „Image of Control” zapaść następuje w okolicach trzeciej minuty, po której to z monstrualnej ściany dźwięku nagle wydobywa się totalnie pogubiony, cudowny doomowo-hardcorowy finał. W drugim „Rigid Man” niespodziewane uspokojenie przyjmuje postać aż prawie czterominutowej ambientowej pauzy, która na zasadzie kontrastu rozdziela dronową wściekłość od doomowego opętania. Perkusyjne pętle, migrenowe riffy, obezwładniający bas wywołują korytarzowe eksplozje prowadzące ostatecznie do emocjonalnego błogostanu i wszechogarniającego wyciszenia. Atmosferę opanowania w największej dawce, muzycy serwują jednak w balladowym, wręcz baśniowym wejściu, kolejnego w zestawie „Clutch of Oblivion”. W ciągu tych trzydziestu minut, w ledwie trzech pozycjach zgromadzono dziesiątki fantastycznych, pełnych skrajności wątków, a już po chwili nadchodzi najbardziej bezkompromisowy z całości „Blackout”. Surowe uderzenia, bezwzględne wokale, zrodzone z nich dysonanse tworzą niezwykłą konstrukcję, bedącą źródłem bardzo silnych odczuć. 

Pisałem wyżej, że płyta zawiera trzy doskonałe propozycje, a tutaj zachwycam się już nad czwartą. No właśnie. Od ósmej minuty ów idealny i miażdżący „Blackout”, zupełnie niepotrzebnie przeobraża się w zbędne na tym wydawnictwie, ośmiominutowe, zbyt delikatne i nieznośnie prostolinijne rockowisko. Okazuje się, że jeden przydługawy fragment potrafi zniweczyć pracę i energię, jaką do tego momentu z wielką konsekwencją i wytrwałością wypracował zespół. Pewnie udałoby się ten stracony czas jakoś przeżyć, przemilczeć, lecz niestety finałowy „Will to Reach” pozostawia jeszcze gorsze wrażenie. Ślepy tasiemiec bez konkretnego kierunku, przesadnie flegmatycznie i jednostajnie zmierza donikąd. Pozbawiony myśli przewodniej jamming, podobnie jak zamknięcie debiutanckiego The Deal kończy się niedopracowanym miksem stylów zagarniętych z macierzystych kapel każdego z członków grupy. Trochę szkoda.

Odsłuch What One Becomes wymaga dużego skupienia i koncentracji. Awangardowe mistrzostwo zawarte w dłuższej jego części wywołuje silne emocje, i tak jak najlepszy film czy przeczytana książka, najmocniej oddziałuje przy pierwszych kontaktach. Koncert Sumac to dla ceniących eksperymentalny metal pozycja z absolutnego topu, a jedna z niewielu okazji by zobaczyć trio na żywo już wkrótce (trasa po Europie startuje w kwietniu).

[Dariusz Rybus]