polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
Kristen LAS

Kristen
LAS

Czapka z głowy dla zespołu, który funkcjonuje niemal dwie dekady, a ciągle jest w stanie się rozwijać. Kristen po tchnięciu nowego życia w swoją twórczość wydaniem w 2010 roku albumu Wester Lands pokazują, że nie tylko chcą dalej grać, ale mają na to pomysł, który konsekwentnie na każdej kolejnej płycie zmienia ich oblicze. Bo po pierwsze słuchając LAS i chociażby Please Send Me A Card, jednego z moich ulubionych wydawnictw tej grupy, słychać że grają obecnie muzykę diametralnie inną, mniej piosenkową, cały czas poszukującą. Wcześniej trio, a teraz kwartet wsparty grą Macieja Bączyka, coraz mocniej przesuwa się w kierunku instrumentalnego brzmienia, a jednocześnie grupa nie traci charakterystycznego dla siebie języka, który ewoluuje, a który słychać najlepiej na koncertach. Zastanawiam się na ile nacisk na repetycje i gitarowy ukłon w stronę minimalizmu, należy powiązać z działalnością Łukasza Rychlickiego w Lotto, ale nowe oblicze Kristen, często bliskie The Ex czy nawet Konono no 1 jest z jednej strony zwrotem w nowym kierunku, gdzie transowość i powtarzalne elementy, będące prawdopodobnie efektem wspólnych sesji zarysowują się mocno na pierwszym planie, ale równie istotne jest to co dzieje się dalej. Znaczącą warstwę tej sonicznej ścieżki buduje wszakże wspomniany Rychlicki na gitarze elektrycznej, w której jest wyrazisty i trudno go z kimkolwiek pomylić. Do tego Bączyk, odnajdujący się z syntezatorem zarówno w tych spokojniejszych momentach jak w otwierającym album “Salto” ale też w chwilach eksplozji - vide finał “Amra”. Całość zręcznie osadza się na rytmicznej sekcji Bieli i Mateusza Rychlickiego. Wspólnie muzycy badają inne terytoria - o ile The Secret Map było albumem na rozdrożu pomiędzy poszukiwaniem ale jednocześnie stopą zespół tkwił w piosenkowatości, jakby nie do końca chcąc a może bojąc się od niej oddzielić, o tyle teraz jest to sugestywny i wyrazisty przekaz, a także budowany przez lata język. Kristen jest marką samą w sobie, być może obecnie na polskiej scenie tak mocną jak swego czasu trójmiejska Ścianka.

[Jakub Knera]

Przez lata trudno było wskazać w Polsce zespół, który grałby tak jak Kristen w danym momencie, a już na pewno nie tak dobrze. Ogólny kontekst, rodowód muzyki Kristen można było rozpoznać, ale w stosunku do krajowych mód i podjarek Kristen z reguły byli krok do przodu – albo raczej krok z boku. W ich ósmej płycie najbardziej dziwi mnie więc to, jak mocno wpisuje się ona w lokalny zeigeist – minimalizm, repetycje, kosmische trans. To jest bardzo dobry zespół, więc i w tym formacie radzi sobie sprawnie, budując kilkuminutowe formy z mikrozmian oraz inteligentnego dodawania i odejmowania bodźców. Charakterystyczny styl poszczególnych muzyków wyekstrahowany został do elementów modułowej architektury, co największe wrażenie robi w „Salcie” i „Tonym”. Wtedy też najlepiej słychać, że Maciek Bączyk i jego syntezator jest dla Lasu niezbędny. Jednak per saldo ten zwrot Kristen jest dla mnie rozczarowaniem. Brakuje mi tego, co najbardziej cenię w tym zespole – nieprzewidywalności wewnątrz utworów i wyjątkowego talentu do nieoczywistego rozładowywania napięcia. Brakuje mi nieliniowości, dwuznaczności. Dlatego najciekawszym momentem płyty staje się dla mnie utwór najmniej dla niej typowy, czyli zamykający całość tytułowy numer. Jedyny numer z tekstem, na dodatek pierwszy w ogóle po polsku. Gęściejszy brzmieniowo od wcześniejszych czterech, z przebiegiem i finałem, którego nie można łatwo przewidzieć, nadaje płycie tak potrzebnej nieoczywistości.

[Piotr Lewandowski]

[Jakub Knera, Piotr Lewandowski]