polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
Faxada Cohost

Faxada
Cohost

Trzeba nam muzycznych szaleńców, chciałoby się powiedzieć, bo przecież nie tylko Mik Musik nad Wisłą da radę rzeczywistość miksować, pokazywać w krzywym zwierciadle, ekscentrycznie eksperymentować i łączyć wpływy pozornie do siebie nieprzystające. Wydaje się, że w ślad za nimi lub też ich filizofią “wszystko i dużo” idzie Przemysław Wojtaszek pod pseudonimem Faxada. Trochę penetruje rejony mikowe, częściowo czerpie z obszarów opisywanego w ubiegłym roku Catapulto, a jego metodologia bliska jest temu co w Gagarin Records wydaje Adi Gelbart. “Cohost” to muzyczna mozaika najróżniejszych dźwięków, w której każdy kolejny element nie powinien odstraszać, a jest sukcesywnie wchłaniany. Początkowo ten ogrom pomysłów może razić, podobnie jak liczne zmiany wątków i pozornie chaotyczne skakanie pomiędzy stylistykami, ale jest w tym metoda i czujne podejście do kompleksowego spojrzenia na muzykę. Bardzo prawdopodobne, że ci którzy hołdują minimalizmowi, repetycjom i oszczędności w komponowaniu, nie przełkną tego nagrania. Ale warto zachować symetrię. Faxada się nie oszczędza i upycha na tym albumie maksimum swoich pomysłów, które brzmią soczyście i zgrabnie, dyskotekowo z jednej strony, a z drugiej niczym dźwiękowa szkatułka, z której wypadają najróżniejsze nagrania. To taki przegląd różnych taśm i nagrań, podanych w zaskakująco spójnej i chwytliwej formie. Solidny rytm, chwytliwe melodyjki i połamana rytmika. Zmielone instrumenty, przerzute dźwięki i wyrzeźbione osobliwe twory. Soniczna mieszanka wybuchowa. Nie jest to bynajmniej działanie fasadowe, bo zamysł jest bardziej niż konsekwentny. Oby tak dalej.

[Jakub Knera]