polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
Horse Lords Andrew Bernstein i Owen Gaertner - wywiad

Horse Lords
Andrew Bernstein i Owen Gaertner - wywiad

Click here for the English version of this interview.

“Interventions” autorstwa zespołu Horse Lords to jeden z najciekawszych albumów ostatnich lat. Kwartet z Baltimore w bardzo świeży sposób ukazuje na nim swoje fascynacje minimalizmem i afrykańskimi polirytmiami, nadając im formę bliską math-rockowej precyzji spod znaku Battles. To także zespół jednoczący wielu wybitnych muzyków, którzy udzielają się w wielu projektach i nagrywają płyty solowo, eksplorując swoje awangardowe fascynacje. Horse Lords zwracają uwagę przystępnym charakterem, błyskotliwymi repetycjami i spójnym, wypracowanym w oryginalny sposób językiem. Zapraszamy do przeczytania rozmowy z Andrew Bernsteinem i Owenem Gaertnerem o tej właśnie płycie.

Jakub Knera: Wszyscy jesteście zaangażowani w różne projekty i nagrywacie pod różnymi szyldami. Jaki element muzyki Horse Lords jest dla was najważniejszy?

Andrew Bernstein: Wszyscy na różny sposób wprowadzamy elementy naszych solowych projektów do Horse Lords, a z drugiej strony zespół pozwala nam na eksplorowanie innych kierunków niż te, które chcielibyśmy lub moglibyśmy eksplorować samodzielnie. W moim odczuciu najważniejszym elementem muzyki Horse Lords jest współpraca z trzema pozostałymi członkami zespołu. Jej rezultat nie zawsze odpowiada temu, co każdy z nas zakładał na starcie – i dla mnie to właśnie jest najbardziej ekscytujące.

Wasz muzyczny język wywodzi się w równym stopniu z dziedzictwa radykalnie odmiennych technik regionalnych – od bluesa z Missisipi po ugandyjską polirytmię – i z akademickiej świadomości przemian, jakie zaszły w XX-wiecznym minimalizmie. Czy ta koncepcja leżała u podstaw Horse Lords? A jeśli tak, jak do tego doszliście?

AB: Wszyscy słuchamy dużo bardzo różnej muzyki, co od zawsze miało wpływ na to, co sami gramy, ale nie jestem pewien, czy od początku mieliśmy jasną wizję otwartego łączenia wszystkich tych wpływów. Kiedy założyliśmy zespół, wszyscy byliśmy zaangażowani w eksperymentalną scenę Baltimore (to się zresztą nie zmieniło). Dlatego w naturalny sposób przychodziło nam łączenie pomysłów, z którymi pracowaliśmy w tamtych kontekstach, z kontekstem „zespołu rockowego” – akurat w Baltimore to nie są nawet całkowicie odrębne sceny. Chyba nie uważamy zwyczajnie, że blues z Missisipi czy muzyka z Ugandy jakoś fundamentalnie różnią się od XX-wiecznego minimalizmu – to po prostu dobra muzyka z ciekawą formą, która zwyczajnie ma inny kontekst. 

W Baltimore działacie w High Zero Foundation – organizacji odpowiedzialnej za koncerty muzyki eksperymentalnej i improwizowanej odbywające się w klubie Red Room. Opowiedzcie mi coś więcej o tej idei.

AB: High Zero Foundation to kolektyw muzyków i artystów z Baltimore, w ramach którego przez cały rok organizujemy koncerty w Red Room, a raz do roku także High Zero Festival – festiwal poświęcony muzyce eksperymentalnej i improwizowanej, gdzie muzycy z całego świata grają razem z improwizatorami z Baltimore i okolic. Działanie w tej grupie jest bardzo inspirujące i dało nam wiele wsparcia, pracowaliśmy też z wieloma niesamowitymi artystami. Przez długi czas Max także mieszkał i organizował koncerty w klubie DIY The Bank, który był bardzo ważnym punktem na undergroundowej muzycznej mapie Baltimore. Moim zdaniem organizowanie koncertów albo wspieranie lokalnego środowiska artystycznego w jakiś inny sposób to szalenie ważny aspekt bycia artystą. Nie tylko wspiera się samą społeczność, ale korzystają na tym także twoje własne projekty, przez nawiązywanie nowych znajomości i szerzenie dobrej woli między artystami. 

Owen, często grasz na gitarze jak na banjo – interesujesz się amerykańskim folkiem i bluesem? Czy muzykę kojarzącą się raczej z akustycznym brzmieniem można przełożyć na język math-rockowego zespołu?

Owen Gaertner: Amerykański folk od zawsze był moją największą muzyczną pasją, a zwłaszcza to, w jaki sposób syntetyzował techniki instrumentalne pochodzące z Afryki i Europy. Tyle że celem jest tutaj raczej nauka tego języka i rozszerzanie go za pomocą współczesnych narzędzi muzycznych (podobnie jak miało to miejsce w latach 40. w muzyce bluegrass), a nie jakikolwiek rodzaj przekładu czy fuzji; wszelkie podobieństwo do math rocka jest czysto przypadkowe. Jako muzyka bogata w tony harmoniczne i zdecydowanie taneczna, moim zdaniem świetnie nadaje się do nagłośnienia przez wzmacniacz, były nawet pewne próby jej elektryfikacji podejmowane przez mniej skrępowanych „folkowców”, choć w chwili, gdy elektryczność dotarła do większości artystów z obszarów wiejskich, ten rodzaj muzyki mocno stracił już na popularności. Elektryczna muzyka folk nie jest dobrze udokumentowana, zarówno ze względu na to potknięcie historii, jak i ze względu na to, że osoby współcześnie zajmujące się tym rodzajem muzyki postanowiły ograniczyć ją wyłącznie do przeszłości. Pod tym linkiem jest świetne nagranie elektrycznego zespołu tanecznego w skądinąd dość tradycyjnym kontekście.

Interesują cię różne afrykańskie techniki finger-style (fingerpicking, blues finger-style) i zaadaptowanie ich do muzyki Horse Lords?

OG: Bardzo lubię afrykańskie techniki finger-style, a zwłaszcza ich związki z amerykańskimi stylami (i vice versa). Interesują mnie zwłaszcza bardziej skomplikowane techniki paznokciowe używane przez griotów z ludów Mande i Mauretanii (niektórzy dostrzegają w nich dalekie echa clawhammer, czyli afroamerykańskiej techniki grania na banjo), ale znam jedynie absolutne podstawy. Lepiej szło mi uczenie się nieco mniej zawiłego (choć i tak trudnego) stylu Jeana Bosco Mwendy z DRK i Kenijczyka George’a Mukabi, ale zanim miałbym świadomie zaadaptować tę technikę na potrzeby mojej gry w Horse Lords, musiałbym się upewnić, że posiadłem już całą mądrość ich prawej ręki.

Z kolei ty, Andrew, uczyłeś się gry na afrykańskich bębnach. Naprawdę słychać te wpływy w twojej grze, zwłaszcza ze względu na rytm, który radykalnie zmienia percepcję twojej muzyki. 

AB: Uczyłem się różnych technik rytmicznych z Afryki Zachodniej, Indii i Bliskiego Wschodu u perkusisty z Baltimore, które specjalizuje się w tych rodzajach muzyki. Z całą pewnością było to dla mnie bardzo inspirujące i dało mi podstawę do eksperymentowania. Poza tym klasyczna muzyka minimalistyczna, która była dla mnie sporą inspiracją, kiedy byłem młodszy – Reich, Young, Riley i Glass – często czerpała z tych tradycji muzycznych. Jeśli dodać do tego afroamerykański rodowód bluesa i rock’n’rolla, to można powiedzieć, że Horse Lords sporo zawdzięczają muzycznym innowacjom, które narodziły się w Afryce. 

Bardzo ciekawy jest też psychofizjologiczny efekt polirytmii – twoje ciało i umysł starają się wyczuć jeden dominujący rytm, ale drugi, rywalizujący z nim rytm, powoduje coś w rodzaju zwarcia. Chętnie stosujemy też modulacje metryczne między różnymi częściami danego utworu – metrum pomiędzy nimi jest podobne, i można wciąż wyczuć rytm z poprzedniej części na tle nowego bitu. 

Jeszcze inną inspiracją dla waszej muzyki jest minimalizm i to, że słuchacie dużo Xenakisa i Stockhausena. Jakie jest wasze podejście do muzyki współczesnej? Jestem ciekawy, bo w 2014 roku zaprezentowaliście bardziej współczesny set w ramach The Creative Alliance, grając nawet pałeczkami na cytrach. Poza tym Owen grał też na wiolonczeli i studiował muzykę turecką.

AB: Jesteśmy świadomi kontekstu, w jakim funkcjonuje nasza muzyka, ale z naszej perspektywy utwór taki jak ten, który zaprezentowaliśmy na Creative Alliance nie odbiega jakoś znacząco od tego, co gramy na większości naszych koncertów. Przez większość czasu występujemy w klubach i innych salach, gdzie aby utrzymać uwagę słuchaczy, muzyka musi być głośna – i dlatego gramy głośno. To nie jedyny powód, ale jeden z powodów. The Creative Alliance zamówiła u nas utwór, który miał zostać wykonany w ich przestrzeni galeryjnej – dzięki temu mogliśmy zagrać coś, co działało w takim kontekście, ale niekoniecznie byłoby dobrze przyjęte w klubie. Ten utwór, który nagraliśmy i wydaliśmy na „Mixtape Vol. 3”, opiera się jednak w dużym stopniu na tych samych koncepcjach, co reszta naszej muzyki.

Jak wpadliście na pomysł głównych utworów i przerywników? Taki format miały zarówno „Interventions”, jak i „Hidden CIties”.

AB: Na obu płytach, chociaż chyba nawet bardziej na „Interventions”, chcieliśmy umieścić coś więcej niż tylko zbiór piosenek czy singli. Interludia pomagają nadać kształt całemu albumowi. Moim zdaniem podkreślają zmienność tych nagrań w sposób, który wysuwa na pierwszy plan bardziej zwarte kawałki z udziałem całego zespołu. Poza tym w przeciwieństwie do tych głównych utworów pozwalają nam one używać studia jako instrumentu.

Ważnym elementem waszej muzyki jest trans. Jak wpadliście na pomysł oparcia waszej muzyki właśnie na tej formie? Sama koncepcja repetycji – bicie serca, rytm fal na brzegu morza – jest bardzo naturalna, ale w muzyce często brzmi jak coś mechanicznego i niezwiązanego z człowiekiem.

AB: Może to coś w stylu nadmiaru informacji. Nawet gdy muzyka jest bardzo repetycyjna, zawsze dużo się tam dzieje, w każdej połączonej ze sobą części są jakieś wariacje i trudno to wszystko naraz przyswoić. Przekracza to poziom intelektualny i trzeba to przetworzyć na jakimś głębszym, fizycznym poziomie. Tak jak wcześniej mówiłem o polirytmii, tu też następuje pewne konstruktywne dla mózgu zwarcie i czuje się ten rytmiczny dysonans. Chyba że w pewnym momencie naszego życia wypaliliśmy za dużo trawy i teraz po prostu nasz umysł nie działa tak, jak powinien.

Podoba mi się, że gracie w niemal tanecznej formule. Możecie sobie wyobrazić Horse Lords na imprezie tanecznej? Ja tak, bo wasza muzyka, z jej rytmem, repetycjami i bitem, czasem wręcz kojarzy mi się z techno.

AB: Jasne. Czasem ludzie do tego tańczą i to jest super. Koncert, który zagraliśmy w Gdańsku był siedzący, co też jest w porządku, ale nie było ani okazji, ani miejsca na taniec. Ale sam lubię tańczyć i lubię, kiedy ludzie tańczą do naszej muzyki.

ENGLISH VERSION

"Interventions" released by Horse Lords is one of the most interesting albums of recent years. The quartet from Baltimore in a very fresh way show its fascination with minimalism and African polyrhythms, giving them form a close-precision math-rock under the sign of Battles. It is also a group uniting many outstanding musicians who provide the many projects and solo records, exploring its avant-garde fascination. Horse Lords highlight accessible character, brilliant and consistent repetitions is developed in an original way the language. We invite you to read the conversation with Andrew Bernstein and Owen Gaertner about this particular album.

Jakub Knera: All of you are involved in different projects and release music under different names. What element of Horse Lords’ music is the most important for you?

Andrew Bernstein: We all bring elements of our solo practices to Horse Lords in different ways, but also the band allows us to push in different directions than we would or could on our own. I think the most important element of Horse Lords' music to me is the collaboration with my three bandmates. What emerges is not always what one of us might have set out to do, and for me, that is the most exciting part.

Your musical language derives equally from a lineage of disparate regional techniques ranging from Mississippi blues to Ugandan polyrhythms, as from an academic awareness of the shifts in 20th-century minimalist composition. Was this idea the foundation of the Horse Lords and, if so, how did it happen?

AB: We all listen to a lot of different music and that has always had an influence on what we play, but I'm not sure we started out with a clear vision to mix all of those influences in an overt way. At the time the band began we were all involved, and continue to be involved, in the Baltimore experimental music scene, so naturally we were bringing ideas we had been working with in those contexts to this context of the "rock band", which in Baltimore are not totally separate scenes. I guess we don't think of Mississippi blues or Ugandan music as fundamentally different from 20th-century minimalist composition, it's all good music with an interesting form, just a different context. 

You are involved in Baltimore’s High Zero Foundation, an organization that puts on experimental improvised music shows at a venue called the Red Room. Tell me more about that idea.

AB: The High Zero Foundation is a collective of Baltimore musicians and artists who organize concerts all year round at the Red Room as well as the annual High Zero Festival, which focuses on experimental improvised music and brings musicians from around the world to play with improvisers from the Baltimore area. It has been a really inspiring and supportive group to be a part of, and has given us the opportunity to meet and work with some amazing artists. For a long time Max also lived at and organized concerts at a DIY venue called The Bank, which was a vital part of the Baltimore underground music scene. I think organizing events, or in some way helping to support your local art community, is a really important part of being an artist. Not only does it make your community stronger, it benefits your own practice, making connections and spreading good will among other artists. 

Owen, you very often play the guitar like a banjo – are you interested in American folk and blues? Can music associated with a more acoustic sound be translated into the language of a math-rock band?

Owen Gaertner: American folk and blues is and has always been my greatest musical interest, particularly its synthesis of African- and European-derived instrumental techniques. Learning and extending this language using the fullness of the modern musical toolkit (as bluegrass did in the 1940s) is the goal here, more than any sort of translation or fusion; any similarity to math rock is coincidental. As overtone-rich, driving dance music, I think it is very well-suited to amplification and there was in fact a move toward electrification among less self-conscious "folks”, although the music was already in steep decline by the time electricity would have reached a lot of rural musicians. Electrified folk music isn't well-documented both because of this accident of history and because of the folk revivalists' insistence on freezing it in the past. Here's a great video of an electric dance band in an otherwise traditional context.

And are you into different African finger-style techniques (fingerpicking, blues finger-style guitar) and adopting them in Horse Lords’ music?

OG: I am very interested in African finger-style techniques, particularly in the ways they relate to American styles (this goes in both directions). The more intricate, fingernail-oriented techniques of the Mande and Moorish griots (which some believe is distantly related to African-American clawhammer banjo technique) are of particular interest to me, though I have the most basic grasp of them. I've had more success learning the more straightforward (but still difficult) styles of Jean Bosco Mwenda (from the DRC) and George Mukabi (from Kenya), but I would like to be sure that I have fully internalized their right-hand wisdom before consciously adapting them to my playing in Horse Lords.

On the other hand, Andrew, you studied how to play African drums. I can really hear this influence in how you play, especially because of the rhythm, which radically changes the perception of your music. 

AB: I studied different West African and Indian and Middle Eastern rhythmic techniques with a local Baltimore percussionist who specializes in those kinds of music. That definitely gave me a lot of inspiration and a foundation to experiment with. Likewise, a lot of the classic minimalist music I was really inspired by as a young man, that of Reich, Young, Riley, and Glass, drew inspiration from those musical traditions. Add to that the African American lineage of blues and rock ’n' roll, and I would say that our music owes a great debt to musical innovations that originated on the African continent. 

The psycho-physiological effect of polyrhythm is something I find really interesting, that your mind and body try to feel one dominant rhythm, but gets sort of short-circuited by this other competing rhythm. We also like to play with metric modulations between different sections of a piece, where the meter between sections is related, and you might still feel a rhythm from a previous section against the new beat. 

And then another influence on your music is minimalism as well as the fact that you listen to a lot of Xenakis and Stockhausen. What is your approach to contemporary music? I am curious, because in 2014 you played a more contemporary set within the framework of The Creative Alliance, even using sticks to play on cithers. Plus, Owen played the cello and studied Turkish music.

AB: We're conscious of the context in which our music exists, but I don't think we view a piece like the one we performed at the Creative Alliance as fundamentally different from what we play at most of our concerts. Most of the time we perform in clubs and venues where to hold attention the music has to be loud, and so we play loud music. That's not the only reason, but it's one of the reasons. The Creative Alliance commissioned us to write a piece to be performed in their gallery space and it was an opportunity to do something that could succeed in that context where it might struggle in a club. But that piece, which we recorded and released on Mixtape Vol. 3, is working with a lot of the same ideas as all of our music.

How did you arrive at the idea of main songs and interludes, which was the format of both Interventions and Hidden Cities?

AB: On both records, though maybe more so on Interventions, we set out to make more than just a collection of songs or singles. The interludes help give shape to the album as a whole. I think they accentuate the ebb and flow of the records in a way that highlights the more focused full band pieces. Also, they let us play with the studio-as-instrument in a way that the full band pieces don't.

An important element of your music is trance. How did you arrive at the idea to base your music on it in this particular form? The idea of repetition – the heartbeat, the rhythm of the waves on the beach – is very natural, but in music it very often sounds like something mechanic and unhuman.

AB: Maybe it is kind of like information overload. Even when the music is very repetitive, there is always a lot happening, slight variation in each interlocking part, that it is hard to take in all at once. So it transcends an intellectual level and you have to process it at a deeper physical level. Like what I was talking about with polyrhythm earlier, it short circuits your brain in a constructive way and you feel the rhythmic dissonance. Or maybe at one time in our lives we smoked too much weed and now our brains are broken.

I like the fact that you play music in an almost dance formula. Can you imagine Horse Lords playing at a dance party? I could, as your music, with its rhythm, repetitions and beat, sometimes even reminds me of techno.

AB: Sure. Sometimes people dance, and it's great. The concert we played in Gdansk was seated, which is fine too, but there wasn't really any opportunity or place to dance. But I like to dance and like it when people dance to our music.

[Jakub Knera]

recenzje Horse Lords, Horse Lords / Andrew Bernstein / Max Eilbacher w popupmusic