polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
Sefff Coats

Sefff
Coats

Niewiele wiadomo o anonimowym kalifornijskim artyście, kryjącym się pod pseudonimem Sefff, oprócz tego, że tworzy niesłychanie intrygującą muzykę z pogranicza dubu, lo-fi, tropicalii, fieldrecordingu, instrumentalnego hip-hopu i ambientu. Coats, jak przystało na kasetę, ma strukturę podwójną, stronę A i B, a każda to około 20 minut wciągającej, psychodelicznej muzyki opartej o szalenie kreatywny, choć oldschoolowo brzmiący sampling. Tutaj nośnik wydawnictwa doskonale pasuje do uwodzicielsko surowej estetyki zawartości. Tak dobra pozycja skłania również ku bacznemu przyjrzeniu się małemu labelowi SICKONASTY, na którego bandcampie debiutancka kaseta Sefff ukazała się w opcji „name your price”.

W zasadzie tytułowe płaszcze zostały uszyte, jak mi się zdaje, tylko i wyłącznie ze znakomicie poukładanych, wymieszanych i zmodulowanych dźwięków znalezionych. Sefff tworzy dwa pasjonująco rozwijające się kolaże, w których niespodzianki kryją się na każdym kroku. Już na początku wydawnictwa słuchacz wskakuje w samo centrum intensywnego szumu. Niebawem okazuje się, że jest on dźwiękiem wody, wodospadu, a po chwili spod gęstej warstwy tego organicznego noise’u wydostają się odgłosy krakania papug. Ta miniaturka dźwiękowa, niczym audio pocztówka z tropikalnych wakacji mija dość prędko, acz niepostrzeżenie – Sefff zdecydowanie nie lubi pozostawać w jednej przestrzeni dłużej niż to potrzebne do uchwycenia wyjątkowości klimatu. Coats to kalejdoskop rozmaitych brzmień, któremu jednak daleko do przytłaczania swą różnorodnością. Wszystko jest płynne, spójne, choć pełne niespodziewanych drobnostek absorbujących uwagę i kierujących samą narrację na nowe, zaskakujące tory. Materiał na Coats ma wręcz przygodowy potencjał, kasety chce się słuchać dalej z czystej ciekawości, przyjemności z odkrywania kolejnych konstrukcji. Natomiast słoneczny, parny, a jednocześnie bardzo przestrzenny i niespieszny klimat tej muzyki, sprawia wrażenie dźwiękowego ekstraktu wakacji, zapętlonego i przeniesionego wprost na taśmę magnetyczną. Zdecydowanie warto spróbować – najlepiej na słuchawkach.

[Krzysztof Wójcik]