polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
Melvins + Le Butcherettes chaos as usual

Melvins + Le Butcherettes
chaos as usual

The Melvins co jakiś czas, za sprawą splitów, dokonują rytuału namaszczenia potencjalnych następców, zapraszając do współpracy tych, którzy cieszą się ich największym szacunkiem oraz uznaniem. Była więc m.in. Nirvana, Fu Manchu, Isis, Jon Spencer Blues Explosion, Mudhoney oraz Fantomas. Teraz tego zaszczytu dostąpiło Le Butcherettes.

Mało komu na ledwie trzynastominutowym wydawnictwie udaje się w tak przekonujący i błyskotliwy sposób zaprezentować swoje największe walory, jak czynią to przedstawiciele Ipecac Recordings. Składający się z czterech utworów split rozochoca i pozostawia nutkę niedopowiedzenia, z miejsca ustanawiając Chaos As Usual pozycją kultową (nie tylko dla kolekcjonerów płyt) w świecie undergroundowego rocka. Tytani gitarowej alternatywy, mający na kącie ponad 20 albumów, rozpoczynają całość zmutowaną wersją brata bliźniaka zarejestrowanego na Hold It In „Bride of Crankenstein”. Psychodeliczne wejście, piszcząca solówka, wybijające się z otchłani wokale, mocna, oldschoolowo brzmiąca gitara oraz charakterystyczne przyspieszenie „Captain Comedown” cudownie inaugurują, przypominający pojedynek najlepszych breakdancerów popis. Ku pewnemu zdziwieniu, Buzz niespodziewanie szybko przechodzi w drugiej jego odsłonie do chilloutowego, nieco defensywnego, bo niegitarowego „Industrial Art”, wywołując tym samym na plac boju nieokiełznaną Teri Gender Bender. Wykonany przez nich wspólnie niesamowity „We No Owe” z przewodnim motywem błądzących organków ma w sobie tyle energii i ciekawych wątków, co niejedna płyta! Na zasadzie gwałtownego wstrząsu całość zamyka, tym razem indywidualny, mistrzowski pokaz Le Butcherettes. Rewelacyjny, kołyszący się, zaczepny, pełny baśniowych wokali oraz gitarowego flow „The Devil Lived” miażdży, zachęcając w najlepszy z możliwych sposobów do nowego, trzeciego krążka amerykańsko-meksykańskiej grupy, zatytułowanego A Raw Youth.

Połączenie luzu, talentu, pomysłowości, a nade wszystko charyzmy liderów obu zespołów mogłoby w dalszej perspektywie zapowiedzieć jakże niebagatelną w treści płytę lub choćby epkę. Póki co, bardziej realnym i równie wielkim wydarzeniem wydaje się powtórzenie wspólnej trasy The Melvins+Le Butcherettes jaka miała miejsce w USA w zeszłym roku, tyle, że u nas, na Starym Kontynencie. Do zobaczenia?

 

[Dariusz Rybus]