polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious

Soundrive Festival 2016
Gdańsk | 1-3.09.16

Festiwal Soundrive już po raz piąty odbył się w Trójmieście, a po raz czwarty w Gdańsku w salach klubu B90 i jego okolicach. Te przestrzenie miały podczas tegorocznej edycji niebagatelne znaczenie, ponieważ to właśnie stoczniowy charakter przestrzeni stanowi o największym atucie tego wydarzenia. 

Gdańska impreza obraca się przede wszystkim wokół muzyki gitarowej, na dodatek raczej piosenkowej, rzecz można by, że pasującej do radia, niż bardziej awangardowej, otwartej na eksperymenty i poszukiwania. Często zahacza o rejony elektroniki czy innych gatunków, jednak są to zazwyczaj skromne wyjątki na tle głównego trzonu programu. W tym roku ten rozrzut stylistyczny był może trochę większy, na co wpłynęły przede wszystkim hale, w których odbywały się koncerty. Ogromną W4 zapełniła seria koncertów akustycznych, zazwyczaj składów jedno-dwuosobowych, które w miejscu pełnym pogłosów wybrzmiały bardzo dobrze – naturalny i delikatny dźwięk Daniela Spaleniaka, Philipa Brackena czy Teddy Jr. dobrze łączył się z chłodną halą i jej pogłosem. Nic innego by tu raczej nie pasowało, a kameralne koncerty przy subtelnym oświetleniu nadawały wydarzeniu uroku. 

Z kolei w wyglądającej niczym basen, niemal dwukrotnie większej B64, będącej dawną kotłownią każdego dnia prezentowany był jeden artysta. Bionulor zagrał na pograniczu muzyki i słuchowiska, Pictorial Candi w duecie wypadła komicznie, niczym diva śpiewająca do karaoke, co – znając jej wcześniejsze odsłony – wypadło kiepsko, a jednocześnie drętwo z powodu odległości od publiczności. Najlepiej w tej przestrzeni wybrzmiała muzyka Johna Lake – mroczne wizualizacje z filmu „Haxan” z 1922 roku doskonale współgrały z bardziej lub mniej rytmiczną elektroniką, zahaczającą także o wątki industrialne. Szkoda, że niestety nie była to przestrzeń na tego typu muzykę – pogłos w pewnym momencie wziął górę. No i leżaki zdecydowanie do jego setu nie pasowało, bo przecież – cytując klasyka – „do techno się kurde nie siedzi”.

Na Soundrive, tak jak na wielu festiwalach można wybrać sobie własną ścieżkę koncertów, niezależnie od tego, kto występuje na scenie w festiwalowym prime-time. Mi w tym roku do gustu najbardziej przypadły polskie zespoły, których procentowo było najwięcej z dotychczasowych edycji, a jednocześnie oferowały najbardziej zróżnicowany rozrzut stylistyczny. Zdecydowanie najciekawiej wypadło JAAA!, którzy swoje pomysły z płyty w wydaniu koncertowym bardzo rozwinęli – czasem w kierunku rytmicznych i tanecznych utworów, kiedy indziej wielogłosowych wokali spod znaku Animal Collective, a jeszcze kiedy indziej poprzez wielowarstwowe kompozycje, ukazujące mnogość ich pomysłów – od brzmienia gitary Kamila Patera, Bębna Marka Karolczyka czy elektronicznych sampli Mirona Grzegorkiewicza.

Ten koncert zamykał dzień trzeci, a na drugim biegunie był hardcore’owo-metalowy Calm the Fire, którzy zagrali na finał dnia drugiego – intensywnie i krótko. Ich kompozycje wahają się w okolicach 1-2 minut i tyle w zupełności wystarczy, żeby zapaść w pamięci. Pozornie zespół może i niepasujący do programu – przez pędzące na łeb i na szyję utwory i ryk Krzysztofa Paciorka – ale finalnie ciekawie urozmaicający program.

Z różnych koszy stylistycznych były Pokusa, Oly i Lor. Pierwsi hołdują free-jazzowi, mocno zahaczając o wątki poruszane przez szwedzkie Fire! Brzmi to bardzo dobrze, ale do tego typu muzyki niezbędna jest aura – scena kontenerowa, wprowadzająca dystans w stosunku do publiczności, nie zadziałała na korzyść. Oly, tak jak Bokka, mimowolnie kojarzyła się z zachodnimi zespołami, których jest na pęczki: delikatna elektronika, klawisze, perkusjonalia z wyraźnym rytmem i dziewczęcy głos. Ale skoro wydaje ich Nextpop, który wiedzie prym w odtwarzaniu zachodnich trendów, trudno się dziwić. Tylko na festiwalu na taką muzykę szkoda trochę czasu. Lor to trzy dziewczyny (a w zasadzie cztery, bo jedna z nich na scenie jest odpowiedzialna za konferansjerkę, teksty i muzykę, o których opowiada między utworami), które grają delikatną i subtelną muzykę, na połączeniu folku i song-singerwritingu. Urocze, niekoniecznie porywające – na pewno lepiej wypadłaby im zamiana z chociażby Johnem Lake – on na Soundrive sprawdziłby się lepiej, a dziewczyny w klimatycznej hali B64.

Soundrive konsekwentnie zaprasza zespoły mało znane, czym wypełnia lukę na festiwalowym rynku, a jednocześnie nie poddaje się trendom, raczej je wyprzedzając. W tym roku był trochę festiwalem site-specific, bo jego stoczniowy charakter definiuje to wydarzenie, a koncerty w halach zdecydowanie wpływają na ich odbiór. Brakuje mi tylko na nim muzyki bardziej poszukującej, ale też gitarowych rzeczy spod znaku chociażby Shellac, Deerhoof czy kapeli zogniskowanych wokół Northern Spy Records. Byłyby ciekawsze niż Dilly Dolly, które przywołały archaicznie brzmiącą dziś muzykę grunge spod znaku L7, a w pamięci częściej zapadają rzeczy odkrywcze, wyróżniające się, niż piosenkowe. W poprzednich edycjach takich punktów w programie nie brakowało, by wspomnieć chociażby Islet czy Adult Jazz. A jeśli już pojawiło się więcej scen, to może właśnie one powinny wyraźniej zaznaczać muzyczne stylistyki? Soundrive to kameralna impreza, w której uczestniczy około tysiąca osób dziennie i rozwija się cały czas, czego tegoroczna edycja jest dobrym potwierdzeniem. Wiele pomysłów i nowych rozwiązań może się jeszcze na niej pojawić.

[zdjęcia: Jakub Knera]

JAAA! [fot. Jakub Knera]
JAAA! [fot. Jakub Knera]
JAAA! [fot. Jakub Knera]
JAAA! [fot. Jakub Knera]
JAAA! [fot. Jakub Knera]
Calm the Fire [fot. Jakub Knera]
Calm the Fire [fot. Jakub Knera]
Calm the Fire [fot. Jakub Knera]
Calm the Fire [fot. Jakub Knera]
Daniel Spaleniak [fot. Jakub Knera]
Daniel Spaleniak [fot. Jakub Knera]
Daniel Spaleniak [fot. Jakub Knera]
Pokusa [fot. Jakub Knera]
Pokusa [fot. Jakub Knera]
John Lake [fot. Jakub Knera]
John Lake [fot. Jakub Knera]
John Lake [fot. Jakub Knera]
Pictorial Candi [fot. Jakub Knera]
Pictorial Candi [fot. Jakub Knera]
Pictorial Candi [fot. Jakub Knera]
Lor [fot. Jakub Knera]
Lor [fot. Jakub Knera]
Lor [fot. Jakub Knera]
Lor [fot. Jakub Knera]
Bionulor [fot. Jakub Knera]
Bionulor [fot. Jakub Knera]
Formation [fot. Jakub Knera]
Petit Noir [fot. Jakub Knera]
Petit Noir [fot. Jakub Knera]
Petit Noir [fot. Jakub Knera]
Philip Bracken [fot. Jakub Knera]
Philip Bracken [fot. Jakub Knera]
Teddy Jr. [fot. Jakub Knera]
Oly [fot. Jakub Knera]
Oly [fot. Jakub Knera]
Oly [fot. Jakub Knera]