polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
Helena Hauff A Tape

Helena Hauff
A Tape

Aż trzy lata od wydania pierwszej epki trzeba było czekać na pełny debiutancki album Heleny Hauff, jednej z najciekawszych i najbardziej utalentowanych przedstawicielek eksperymentalnej sceny techno. Każda z pięciu, jakże różnych od siebie epek, świadczyła o niesamowitym kunszcie i ogromnym potencjale Niemki, jednak w każdej z nich zawsze brakowało tego czegoś – ducha, przestrzeni, tej energii, która przenosiłaby produkcje na najwyższy poziom zaangażowania.

A Tape teoretycznie zawiera wszystkie zasłyszane dotychczas u Hauff pierwiastki, od delikatnych form acidowych, darkwave, industrial po elementy tech house. Na podstawie ich natężenia można podzielić go na cztery części. Następują one po sobie w przemyślany i spójny sposób, lecz jakby za dotknięciem czarodziejskiej różdżki wywołują niezwykłe i niespotykane wcześniej poczucie głębokiej kompleksowości oraz nasycenia.

Całość rozpoczyna para „l#+#l”/ „c45p”, będąca hołdem dla okresu lat 80-tych i 90-tych zeszłego stulecia, która w swojej niespodziewanej lekkości wybudza pozytywne wspomnienia z oldschoolowych, różnorodnych i jakże barwnych czasów. Energetyczny, wielowątkowy, bogaty w doznania shake, łączy undergroundową surowość electro ze świeżością i przebojowością, charakteryzującą pierwszych przedstawicieli nurtu Love Parade. Po subtelnym intro oraz najdynamiczniejszym w zestawie „c45p”, Hauff dla równowagi serwuje trzeci, natrętnie twistowy „29acid3”, prezentując tym samym najbardziej nieprzewidywalne i druzgocące wejście, jakie tylko można było sobie wyobrazić. Drumowy miszmasz zamyka pierwszą mocną część wydawnictwa, z której harmonijnie wydobywa się skrajnie psychodeliczna, potęgująca natężenie przekazu i duszności para utworów „pps”/ „for i am dead”. Piski, wcięcia, zajawki kreują niesamowity efekt pola magnetycznego. Są one świetnie skontrastowane z ambientowym wyciszeniem oraz bardzo wyszukanymi i skomplikowanymi wtrąceniami. Pełnia katastrofizmu nadchodzi w szóstym „yyh”, wywołując tym samym przyjemne poczucie lęku. Maestria Niemki ukazuje się w całej okazałości. Wizja ciemności zawarta w drugiej partii krążka w płynny sposób przeobraża się w idealny zestaw - siódmy w kolejności „tape7” oraz ósmy „split scission”. Mocne bity, czysta techniczna siła, zwroty akcji oraz klarowność, przerywane organowymi motywami w spokojnym finiszu, na zasadzie konsonansu przeradzają się w dziewiąty, stojący w miejscu „hdowed”, po którym następuje obficie wypełniony szelestami, migawkami oraz przyklaskami, skrojony w rytmie dubtechno „ff297-3”. Ta część płyty, pełna luzu i różnorodności ma na celu rozproszyć uwagę słuchacza, po to by końcowa faza produkcji mogła go znowu zaskoczyć i efektownie dobić. Finał pełen finezyjnych podbić, zakręconych, bardzo kąśliwych wstawek oraz przetworzonych jęków wgniata w ziemię. Z ostatniej pary utworów bazujących na matematycznej równowadze zwraca uwagę zwłaszcza pierwszy z nich. Najlepszym na płycie okazuje się wywołujący niesamowicie ogromny przypływ adrenaliny „btdr1123”.

A Tape to wydawnictwo doskonałe, łączące przestrzeń, głębię, intensywność z lekkością oraz cudownym skomplikowaniem. To jedna z tych płyt do których chce się wracać, o której się myśli, i która z każdym kolejnym odsłuchem zaskakuje na nowo swoim bogactwem, stając się zarazem mocnym kandydatem do tytułu elektronicznej płyty roku 2015.

[Dariusz Rybus]