polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
Mudbath Corrado Zeller

Mudbath
Corrado Zeller

Nadspodziewanie udany debiut płytowy zanotował francuski zespół Mudbath. Choć wydane w 2012 roku EP pt. Red Desert Orgy nie zwiastowało niczego wielkiego, to pierwsze, pełnowymiarowe dzieło grupy po prostu poraża. Muzycy postanowili na nim porzucić sludżowo–stonerowe zagrywki, przenosząc ciężar intensywności na rzecz rażącego siłą, tradycyjnie brzmiącego doomu, któremu przewodzi, kreujący niesamowitą przestrzeń, apokaliptyczny wokal. Efektem są trzy, fascynujące pozycje, w których doskonale zestawiono najlepsze elementy wszystkich mrocznych gatunków od downtempo, drone po death.

Zachwycająca surowość przekazu, obejmująca również cechy postmetalowej świeżości, znanej choćby z obozu Amenra, zaczyna się od dronowego potrzasku, krzyków, brutalnego rozkładu, powstałego z nawałnicy uderzeń perkusji, jazgotu gitar oraz masywnych plam basu. Rozdrapujące motywy od początku cudownie rzeźbią grunt, po którym odbiorca będzie poruszał się przez prawie 40 minut trwania płyty, a już na jej wstępie zaserwowano pierwszy z wielu dźwiękowych knock downów. Co ważne, połączone są one co jakiś czas z krótkimi, idealnie skrojonymi, wolniejszymi partiami. Kontrasty ścian hałasu i spokoju potęgują brzmienie kolosalnych riffów oraz gniotącego basu, bezpardonowo manewrując napięciem w całym jedenastominutowym „Thus I Saw The Destructive Voracity Of An Obsessive Ritual”. Kolejny „Shrim Alternative Healing Center” zawiera już cechy black metalowej rzezi, pełnej tnących riffów i galopad bębnów, które nagle zapadają się w katastroficznej pauzie. Wytworzona klaustrofobiczna głębia stanowi perfekcyjny pomost do dalszego rozwoju i intensyfikacji wątków. Rzecz absolutnie fenomenalna! Liczba dysonansów, przejść, powtórek oraz niespodziewanych zmian zaprezentowanych na tym wydawnictwie świadczy o ogromnej pomysłowości, znakomitej produkcji oraz niekonwencjonalnym warsztacie grupy. Mudbath wzbogaca dodatkowo te walory w osiemnastominutowym finale krążka. Miażdżący bezlitosną atmosferą i bezkompromisowymi repetycjami, skonstruowany w oparciu o crustową manierę, utwór z każdą minutą rośnie w siłę, zagłuszając monstrualnym zasięgiem wszystkie egzystencjalne szumy. Wykreowana w posępnej, wręcz cmentarnej mocy otchłań, w drugiej części zabiera ze sobą w upiornych zawołaniach wszystko, co dotychczas spisane i zapamiętane, pozostawiając umysł słuchacza w stanie tabula rasa.

Mudbath udało się stworzyć rzecz totalnie nieszablonową, wręcz unikatową. Skomplikowanie, różnorodność, ale przede wszystkim wyrazistość i odwaga zaprezentowana na Corrado Zeller nie pozostawią obojętnym nikogo, kto w muzyce metalowej szuka nowych rozwiązań oraz eklektyzmu, ukształtowanych jednak na bazie starego, tradycyjnego w formie, metalu.

[Dariusz Rybus]