polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
Sun Kil Moon Universal Themes

Sun Kil Moon
Universal Themes

W zaledwie przeciągu roku, Kozelek zdążył nagrać jedną wspaniałą płytę, wywołać małe zamieszanie w branżowym półświatku (afery i kłótni z The War on Drugs nie przytaczam, wystarczy, że pitchfork zrobił z tego aferę bliską brukowcom), narazić się bardzo mocno żeńskiej stronie dziennikarstwa (zainteresowanych odsyłam do recenzji Bartka Chacińskiego na Polifonii) oraz, co mnie najbardziej interesuje, wydać kolejny album. Każdy, kto słuchał Benji a wcześniej Red House Painters, wie, że Mark to wspaniały gawędziarz, obdarzony charyzmatyczną barwą głosu, a jego quasi-autobiograficzne historie, jak mało które potrafią przyciągać oraz najzwyczajniej w świecie chwytać za serce i wzruszać. W nagraniach Kozelka nawet opowieści o prostych czynnościach domowych czy codziennej rutynie bliskiej każdemu z nas urastają do rangi wielkich – chociaż na usta wręcz ciśnie się to jakże przepiękne słowo „epickich” – poematów: wystarczy posłuchać „The Possum” by zobaczyć jak piosenka, która zaczyna się od opowieści o zobaczeniu oposa podczas pracy w ogródku, przemienia się w trochę mitologiczną narrację o życiu.

Niestety na Universal Themes są momenty, w których Kozelek nie robi już tego z taką samą aurą jak na Benji. Na ubiegłorocznym albumie, który nadal wzbudza we mnie zachwyt oraz jakiś rodzaj bliskości i więzi z obecnymi tam historiami i przeżyciami, całość miała doskonałą spójność i idee, które były odpowiedzialne za siłę przekazu. Na Universal Themes chwilami brakuje właśnie tego spokoju i skupienia, przez co płyta lekko nuży powtarzalnością. Jednak nie powiedziałbym, że jest to płyta zła czy nawet przeciętna, bo to byłoby duże nadużycie: po prostu z najnowszym wydawnictwem Kozelka potrzeba więcej czasu na oswojenie, przesłuchanie i wychwycenie tych najbardziej udanych fragmentów, które mogłyby się równać z zawartością Benji. Sam album ma o wiele większe i mocniejsze brzmienie (być może za sprawą Steve’a Shelley’a) oraz zdecydowanie mniej akustyczny charakter, co można usłyszeć w świetnym, bardzo gitarowym „With A Sort of Grace I Went to the Bathroom to Cry”, które przypomina kompozycje znane z płyt Red House Painters. Zresztą, sam Mark w jednym z wywiadów powiedział, że dużo rzeczy w jego życiu uległo zmianie, więc nowy album też będzie różnił się od wcześniejszego. Być może to jest odpowiedź, jak odbierać Universal Themes – po prostu nie nastawiać się jakby to miał być drugi Benji, podejść do niego bez wygórowanych oczekiwań i nie wyciągać pochopnych wniosków po pierwszym przesłuchaniu.

[Mateusz Nowacki]