polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
Torres Sprinter

Torres
Sprinter

Sprinter Mackenzie Scott to płyta, po którą naprawdę warto sięgnąć, bo młoda Amerykanka nagrała album zaskakująco dojrzały i wyrazisty, przypominający – o czym więcej za chwilę – najbardziej udane kompozycje PJ Harvey oraz Cat Power. Zaskoczenie nad zawartością i poziomem drugiego krążka Scott nie jest wyrazem powątpiewania nad wcześniejszymi dokonaniami, lecz wynika z tego, że zaledwie po dwóch latach od ukazania się debiutu, Mackenzie stworzyła płytę, która tak wspaniale rozwija wątki zarysowane na poprzednim albumie. Wydany w 2013 roku Torres był niezwykle zgrabnym zbiorem dziesięciu kawałków zahaczających o wspominaną już Harvey, lecz w przeciwieństwie do najnowszego albumu, miewał słabsze, nieco rozwlekłe momenty rzutujące na odbiór całości. Natomiast słuchając Sprinter mamy możliwość obcowania z wydawnictwem bardzo kompletnym oraz pozbawionym lekkiej cukierkowatości (muszę przyznać, że mimo wszystko, kiedy ponownie przesłuchałem Torres wciąż tę cukierkowatość kupuję) debiutu: Scott na nowej płycie o wiele bardziej skoncentrowała się na własnej historii i przeżyciach związanych z dorastaniem w społeczności związanej ze światopoglądem Kościoła Baptystów. Sprinter zyskał w ten sposób charakter intymnego rozliczenia z własną przeszłością oraz poszukiwaniem własnej tożsamości, ale ta mała wycieczka do lat 90. – tematycznie i muzycznie – naprawdę wypadła świetnie. Brzmieniowo dostaliśmy płytę perfekcyjnie zaaranżowaną i wyprodukowaną, jednak trudno się dziwić skoro pojawiają się tutaj odpowiedzialny za produkcję i brzmienie lwiej części albumów PJ Harvey Rob Ellis oraz Adrian Utley z Portishead przez co na Sprinter słychać wyraźne echo Stories from the City, Stories from the Sea oraz klimat kapeli z Bristolu. To połączenie plus charyzma Scott zaowocowały znakomitą płytą.

[Mateusz Nowacki]