polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
Wojtczak NYConnection Folk Five

Wojtczak NYConnection
Folk Five

Folk Five jest niby tylko kolejnym spotkaniem w stylu "kooperacja polskiego muzyka z zagranicznymi gośćmi", jak i kolejną - także w przypadku samego Irka Wojtczaka - interpretacją muzyki tradycyjnej. Jest jednak świeżym, twórczym na nią spojrzeniem, także (a może przede wszystkim) dzięki dialogowi podjętemu z artystami z zupełnie innego kręgu, grającymi w swoim języku, bez klękania i ślepego zapatrzenia w kanon. I z całkiem dobrym efektem, zdecydowanie przebijającym wydany przez Wojtczaka kilka lat temu Direct memory access, na którym liczba zaproszonych muzyków nie do końca poszła w parze ze spójnością i siłą przekazu. Punktem wyjścia znów stały się łęczyckie oberki, kujawiaki i inne ludowe tematy objęte mentorską kuratelą Tadeusza Kubiaka (skrzypka i badacza tamtejszego folkloru), ale powierzone tym razem jednorodnemu składowi: grają z Wojtczakiem trębacz Herb Robertson, pianista Michael Stevens, kontrabasista Joe Fonda i perkusista Harvey Sorgen. Grają tu po swojemu, bez rygorów i ograniczeń, ale nieźle oddając słowiańskiego ducha i to dzięki temu muzyka brzmi żywo i bezpretensjonalnie, a efekt końcowy pozostawia tak dobre wrażenie. Dość czytelny rozkład albumu przynosi oparte na mocnym, żwawym tempie kompozycje uzupełnione (zdominowanymi głównie przez pianino) melancholijnymi, balladowymi impresjami. Jedyny mój zarzut, że proporcje nie wygrały wyraźniej na rzecz tych pierwszych, materiału źródłowego z porywającymi, żywiołowymi tematami pewnie przecież nie brakuje. Tym bardziej, że solą nagrania są w znacznej mierze dialogi Wojtczaka z Robertsonem, wlewające w kompozycje sporo swobody i freejazzowego ognia. I mimo rozłożenia środka ciężkości na dwóch osobnych biegunach, słuchamy spójnej, z wyczuwalną z miejsca finezją zagranej płyty. Jeśli w masie fortune'owych wydawnictw chcieć wyszukać coś naprawdę wartościowego, Folk Five powinien być (obok płyt Charlesa Gayle'a i Malerai) jednym z bardziej oczywistych wyborów.

[Marcin Marchwiński]