polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
sumac the deal

sumac
the deal

Zaledwie trzy miesiące po opublikowaniu wyśmienitej, podwójnej płyty Old Man Gloom pt. Ape of God, Aron Turner znów zachwycił metalowy świat wydając debiutancki album grupy Sumac, którą współtworzy z Braianem Cookiem grającym w Russian Circles i These Arms Are Snakes oraz z Nickiem Yacyshynem znanym z Baptists.

Wydawnictwo formalnie składa się z sześciu pozycji, ale po odłożeniu na bok, było nie było dość nietuzinkowej otoczki, czyli trzyminutowego wstępu oraz ponad pięciominutowego outro, na pierwszy plan wysuwają się cztery bardzo soczyste utwory, z których najkrótszy trwa ponad osiem, a najdłuższy prawie czternaście minut. To właśnie długość kompozycji odgrywa na The Deal bardzo znaczącą rolę. Ich ewolucyjna struktura skupiona na ciągłym kreowaniu i pogłębianiu przestrzeni, a także rozwijaniu powracających wątków przykuwa największą uwagę oraz potęguje koncentracje. Turnerowi, któremu za sterami produkcji towarzyszył tradycyjnie Kurt Ballou, udało się stworzyć dzieło mniej intensywne i mniej brutalne niż w przypadku Old Man Gloom, ale za to zawierające więcej trików, zaskoczeń oraz surowości. Bardzo wielowarstwowe i bogate w fabułę utwory zostały nagrane tak jakby nie były w żaden sposób zaplanowane, przycięte czy wcześniej wyreżyserowane, w wyniku czego oldschoolowy jamming już od pierwszego odsłuchu rozchwytuje i rozgniata ścianą uzyskanego dźwięku. Plątaniny uderzeń, porozrzucane plamy gitar, perfekcyjnie zmiany tempa oraz rewelacyjnie dobrane pauzy prowadzą słuchacza przez świetnie skrojony świat z pogranicza sludge/ doom, zawierając również wstawki znane z takich gatunków jak funeral, black metal czy ambient.

Spore wrażenie wywołuje już na początku płyty, przypominający wczesne dokonania Isis, genialnie połamany „Thorn In The Lion's Paw”, który został umiejętnie wzbogacony o obfite formy charakteryzujące przedstawicieli nowej fali ciężkiego grania, najbardziej przywołujące na myśl manierę KEN Mode. Kompozycja mozolnie z sekundy na sekundę intensyfikuje się, rozwijając wątki najpierw poprzez wbijający w ziemię bas, potem coraz mocniejsze cięcia gitar, ale i również obecność klawiszy. Kiedy nagle i niespodziewanie za sprawą perkusyjnej energii utwór potężnie wybucha i wydaje się, że ma się ku końcowi, w oparciu o efekt drugiego dna, w szóstej minucie jego trwania, rozpoczyna się cudownie zbalansowany, kilkuminutowy, bardzo harmonijny trans. Stanowi on jednocześnie przygotowanie do nadejścia najlepszego w zestawie, brutalnego „Hollow King”. Miażdżące riffy, bestialskie wokale, idealnie wychwycone zmiany tempa tworzą dla odmiany pełne chaosu pejzaże, powodujące odczucie niedopowiedzenia, które przeradza się raz w nieokiełznane niczym poczucie siły, innym razem we wszechogarniające zwątpienie. Najlepszy jest moment w okolicach 6:40, w którym Turner agresywnie wybudza utwór z letargu, a na pierwszym plan wysuwają się nachodzące na siebie gitary oraz schizofreniczny krzyk. No właśnie. Każdemu z motywów zawartych na tej płycie towarzyszy zawsze ukryty drugi wątek, co czyni ją wyjątkową, a próby jej sklasyfikowania doskonale wpisują się w definicję avantgardowego metalu najwyższych dostępnych lotów. Czwarty „Blight's End Angel” wyróżnia zachwycające prawie trzyminutowe gitarowe wejście, ale przede wszystkim skrajnie obłąkana hybryda hałasu mająca miejsce w finałowej jego części. W nieszablonowo brzmiącej całości można się delikatnie przyczepić jedynie do nieco przekombinowanego, tytułowego „The Deal”, który niepotrzebnie zapada się w zbyt mocno rozciągnięte i momentami zbyt czytelne formy znane z ostatniego, dość przeciętnego wydawnictwa wspomnianego wcześniej Isis.

Reasumując zawartość The Deal można uznać Sumac za następny niebywale wartościowy projekt ludzi powiązanych z Profound Lore Records. Oto kolejny album, z grupy tych, które pozwalają w pełni skoncentrować uwagę na muzyce, dając w zamian sporo niesamowitej energii.

[Dariusz Rybus]