polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious

At the Drive-In
Columbiahalle | Berlin | 04.04.16

Stało się już regułą, że reaktywowane zespoły na powrotnych trasach grają w większych salach niż przed zawieszeniem działalności. Jednak w przypadku At the Drive-In ta różnica jest wyjątkowo duża, bo na ostatniej trasie w 2001 w Berlinie grali w SO36 (500-600 osób), a teraz w wyprzedanej Columbia Halle (3 500 osób) i to wyprzedanej w tydzień oraz wypełnionej po brzegi. Takiego ścisku jeszcze tam nie przeżyłem. Nie przeżyłem też chyba takiego wspólnego śpiewania. Naiwnością byłoby się obrażać na kultowy status Relationship of Command – płyta idealnie wstrzeliła się w moment i połączyła chwytliwość i przystępność z zadziornością. Ale słuchanie tego materiału z akompaniamentem trzech tysięcy wrzeszczących gardeł jest jednak trochę dziwne – dla mnie to jednak zawsze był zespół, który się z punkowej sceny przebił do mainstreamu ale tego przebicia w pełni nie skonsumował i taka stadionowa egzaltacja trochę mi się gryzie z tym, jak sam tę muzykę zapamiętałem. Na to też naiwnością byłoby się obrażać, choć zignorować trudno.

Początek koncertu („Arcarsenal” i „Pattern Against User”) był słaby a przede wszystkim tragicznie nagłośniony – jednej gitary prawie wcale, z perkusji praktycznie jeden za głośno ustawiony werbel, dramat. Stopniowo to się poprawiło, od pierwszego minizestawu utworów z Vaya i In/Casino/Out zaczęło brzmieć lepiej a od połowy i „Invalid Litter Dept.” naprawdę dobrze. Setlista była zresztą bardzo, powiedzmy, przemyślana – co kilka hitów z RoC coś starszego, żeby publiczność odpoczęła, po numerach ostrzejszych jakiś spokojniejszy. Tak jak to otrzaskane rockowe zespoły robią. Znów, naiwnością byłoby się dziwić. Ale druga połowa koncertu była warta wyprawy i biletu. Wtedy wszystko już brzmiało dobrze, zagrane było ciasno, konkretnie, Omar Rodriguez nawet powstrzymał się od przesadnych solowych pokazów, właściwie tylko na koniec „Invalid Litter Dept.” i w „Quarantined” poleciał w marsvoltowe rejony. Podobnie jak w przypadku paru innych zespołów powracających po kilkunastu latach, zobaczyłem i posłuchałem z przyjemnością, nie będę sobie pluł w brodę, że przegapiłem, ale bez ekscytacji i euforii. Rzeki się kijem nie zawróci.

Ps. Zdjęć tym razem nie ma, bo niemiecki organizator okazał się bardzo trudny w rozmowach.

[zdjęcia: Piotr Lewandowski]

At the Drive-In [fot. Piotr Lewandowski]