polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious

5 Nights with Peter Brötzmann
Pardon To Tu | Warszawa | 06-10.03.16

Pięć, a właściwie dla PopUp cztery noce z Brötzmannem z okazji jego 75 urodzin, gdyż pierwszą we właściwe urodziny i z filmem "Rohschnitt Peter Brötzmann" odpuściliśmy. Pierwszy dzień koncertowy przyniósł długi wieczór i nie zdziwię się, jeśli w czwartek okaże się, że przyniósł najlepszy i najgorszy koncert całej imprezy. Początek w wydaniu duetu Toshinori Kondo (trąbka) / Heather Leigh (gitara slide) nie był udany. Rozmazana, przepuszczona przez efekty, pełna echa trąbka Kondo i leniwe szarpnięcia Leigh były brzmieniowo nieco przewrotnym otwarciem tygodnia z twórcą Machine Gun. Ale nie o to chodzi, muzyka to muzyka, ale tej niestety treści brakowało. Duetu, interakcji, wspólnie tworzonej sytuacji, praktycznie nie było, raczej para muzyków próbujących niby coś zrobić i drugiemu nie zepsuć wieczoru. Po przerwie intensywność, głośność i wrażenia gwałtownie się wzmocniły. W programie był koncert kwartetu Peter Brötzmann / Jason Adasiewicz / John Edwards / Steve Noble, niespodziewanie poszerzonego do kwintetu z Hamidem Drake'm na drugiej perkusji. I to był koncert wspaniały. Buzujący huraganem dwóch perkusji, na mocnym trzonie kontrabasu Edwardsa, błyszczący wibrafonem Adasiewicza i żarliwy, ale też liryczny grą Brötzmanna. Ten ostatni jest tu szefem, to on podjął decyzję, że Drake zagra na drugich bębnach (prawdopodobnie jedyny koncert w takim składzie w historii), ale bynajmniej nie był na tym koncercie postacią pierwszoplanową. Kwintet był jak jeden żywioł, fantastyczny koncert. Na zwieńczenie wieczoru pojawił się Han Bennink, najpierw na krótkim perkusyjnym solo, a potem w dwóch zwięzłych duetach z Jasonem Adasiewiczem. To były trzy szybkie, celne, żywiołowe strzały. Mimo marnego początku, wieczór udał się doskonale.

Na otwarcie dnia drugiego znów zagrał Toshinori Kondo, tym razem z Johnem Edwardsem i Hanem Benninkiem. W tej dość klasycznej formule trio wybrzmiało mocno i gęsto, i był to porządny koncert - spójny, płynny i dynamiczny, z nieodłącznym pogłosem i przetworzeniami trąbki Kondo grającym w pierwszej odsłonie dość lekko i swobodnie, operującym często wysokimi tonami, w drugiej (podczas jedynego tego wieczora bisu) z większą ostrością i szorstkością. Zaskoczenia nie było, ale zdecydowanie dobre otwarcie. Najwięcej wątpliwości wzbudził koncert drugi, oryginalnie skonfigurowany, ale trochę przy tym męczący. Peter Brötzmann i Heather Leigh grali długo, bo prawie godzinę, i chyba o te kilka/naście minut zbyt długo. Odniosłem nawet wrażenie, że kilkukrotnie główny bohater zamierzał kończyć, kiedy Leigh rozpoczynała swoje kolejne pasaże, co było nawet irytujące. Zabrakło wyczucia i nieco lepszej płynności przebiegu, choć na przestrzeni tej wielowątkowej godziny niezłych momentów nie brakowało - z gitarą slide tworzącą chłodne dronowe tło (w większej dawce może zbyt banalne) i zmieniającym nastroje (też instrumenty) Brötzmannem, mocnym i głębokim, ale w wielu fragmentach gorzkim i refleksyjno-lirycznym, i to w wymiarze, w jakim nie miałem okazji słyszeć go bodaj nigdy wcześniej. Emocji w sumie trochę było, ale oczekiwania były na pewno większe. Na zakończenie w półgodzinnym secie zagrali Alexander von Schlippenbach, John Edwards i Steve Noble. Zwieńczeniem był bardzo dobrym, pełnym werwy i intensywności, tworząc tym samym wraz z koncertem otwarcia swoistą klamrę. Tę intensywność napędzała zwłaszcza kapitalnie zgrana sekcja rytmiczna, ruchliwości i gęstości której dotrzymywał z dobrym efektem debiutujący podczas urodzinowej rezydencji von Schlippenbach, bezustannie meandrujący w tej lekko szalonej, ale zwartej i świetnie rozegranej partii. Koncertowe wieczory osiągnęły tym samym półmetek.

Środa była pierwszym dniem rezydencji ograniczonym z trzech do dwóch koncertów. Jak przystało na czwarty wieczór warszawskiego „Brötzmann-festu”, na scenie zabrzmiały dwa kwartety, każdy w zupełnie innym składzie. Pierwsza część należała do zestawienia Heather Leigh /Jason Adasiewicz / John Edwards / Steve Noble. Słychać było, że sekcja rytmiczna, do której zaliczam także Adasiewicza (wibrafon to jednak instrument perkusyjny, a już szczególnie w jego wydaniu), ma doskonałe porozumienie, wypracowane dzięki współpracy w zespole Brötzmanna. Leigh początkowo nie mogła się odnaleźć w konfiguracji, potem trochę zagłuszała resztę muzyków, ostatecznie dopiero mniej więcej od połowy pierwszego z dwóch setów kwartet zaczął grać do jednej bramki. W roli znakomitych rozgrywających wystąpili muzycy najstarsi – ekspresyjny Edwards i niesłychanie precyzyjny Noble. Tej dwójki słuchałem z największą przyjemnością. Koncert miał swoje lepsze i gorsze momenty, koniec końców te pierwsze przeważyły. Ciekawie było obserwować jak muzycy się docierają. Drugi kwartet zagrał już pod wodzą Petera Brötzmanna, któremu towarzyszyli Alexander von Schlippenbach, Toshinori Kondo i Han Bennink. Krótko mówiąc czterech weteranów sceny impro, z których zaledwie jeden (Kondo) jest przed 70 rokiem życia. W tej części wieczoru również perkusista rozdawał karty. Bennink zagrał bardzo żywiołowo i intuicyjnie, czasami wręcz teatralnie, acz w granicach przyzwoitości. Obok Brötzmanna był najjaśniejszym punktem występu. Schlippenbach tworzył dosyć złożone tło dla reszty muzyków, ale duża ilość wygrywanych dźwięków nie przekładała się specjalnie na ich wagę i siłę rażenia. Kondo był nierówny – trochę za bardzo tonął w pogłosach, ale kiedy podbijał trąbkę elektroniką, to udawało mu się tworzyć wraz z Brötzmannem interesujące dialogi i przesilenia. Niemniej odniosłem wrażenie, że każdy z muzyków był trochę w swoim świecie, krzyżowały się one sporadycznie, ale nawet dla tych incydentalnych kolizji warto było koncertu posłuchać. Najbardziej zapamiętam krótki, wyluzowany anty-bis, w którym Brötzmann sięgnął na chwilę po moje ulubione tarogato. Wydaje mi się, że jakby muzycy zagrali występ na podobnie niższym biegu, to całość wypadłaby ciekawiej, a tak po prostu każdy silnie zaakcentował swoją osobowość. Co oczywiście też miało swój niepowtarzalny urok.

Ostatni dzień rozpoczął się od duetu Alexander von Schlippenbach / Han Bennink. Ponownie imponujący był Bennink, który zagrał po prostu na jednym werblu (i stołku na bis). To był wręcz radośnie jazzowy koncert, zagrany przez muzyków emanujących erudycyjym zrozumieniem gatunku i wspaniale nim się bawiącym w skromnym instrumentarium. Przychodząc ostatniego dnia do Pardon wiele osób pewnie nastawiało się na zapowiadany duży zespół, mnogość bodźców, a tymczasem hitem wieczoru okazała się ten frapujący duet. Duży zespół oczywiście się pojawił, w składzie Peter Brötzmann / Jason Adasiewicz / John Edwards / Toshinori Kondo / Steve Noble / Alexander von Schlippenbach plus dwóch wcześniej nie występujących Polaków: Mateusz Rybicki i Zbigniew Kozera. Siła uderzenia była spora, lecz nie tak wielka jak pierwszego dnia w wydaniu kwintetu z Hamidem Drake'm. To był dobry koncert, ale jak to w takich sytuacjach bywa - obok momentów błyskotliwych były też słabsze. Na zakończenie zagrał kwartet Peter Brötzmann /Han Bennink / Toshinori Kondo / Heather Leigh. Po pierwsze, ponownie motorem był Bennink. Po drugie, przy wysokich tempach narzucanych przez perkusistę i podejmowanych przez instrumentalistów dętych, powłóczyste frazy Leigh wtapiały się w całość lepiej niż np. pierwszego dnia. Niemniej jednak, po całym tym quasi-festiwalu można było już mieć wrażenie przesytu, mimo świadomości, że przez kilka dni uczestniczyliśmy w czymś wyjątkowym i niektóre składy mogą się więcej nigdy na scenie pojawić.

[zdjęcia: Piotr Lewandowski, Marcin Marchwiński, Krzysztof Wójcik]

Toshinori Kondo / Heather Leigh [fot. Piotr Lewandowski]
Toshinori Kondo / Heather Leigh [fot. Piotr Lewandowski]
Toshinori Kondo / Heather Leigh [fot. Piotr Lewandowski]
Toshinori Kondo / Heather Leigh [fot. Piotr Lewandowski]
Peter Brötzmann / Jason Adasiewicz / John Edwards / Steve Noble / Hamid Drake [fot. Piotr Lewandowski]
Peter Brötzmann / Jason Adasiewicz / John Edwards / Steve Noble / Hamid Drake [fot. Piotr Lewandowski]
Peter Brötzmann / Jason Adasiewicz / John Edwards / Steve Noble / Hamid Drake [fot. Piotr Lewandowski]
Peter Brötzmann / Jason Adasiewicz / John Edwards / Steve Noble / Hamid Drake [fot. Piotr Lewandowski]
Peter Brötzmann / Jason Adasiewicz / John Edwards / Steve Noble / Hamid Drake [fot. Piotr Lewandowski]
Peter Brötzmann / Jason Adasiewicz / John Edwards / Steve Noble / Hamid Drake [fot. Piotr Lewandowski]
Han Bennink / Jason Adasiewicz [fot. Piotr Lewandowski]
Han Bennink / Jason Adasiewicz [fot. Piotr Lewandowski]
 [fot. Marcin Marchwiński]
Toshinori Kondo / John Edwards / Han Bennink [fot. Marcin Marchwiński]
Toshinori Kondo / John Edwards / Han Bennink [fot. Marcin Marchwiński]
Toshinori Kondo / John Edwards / Han Bennink [fot. Marcin Marchwiński]
Toshinori Kondo / John Edwards / Han Bennink [fot. Marcin Marchwiński]
Peter Brötzmann / Heather Leigh [fot. Marcin Marchwiński]
Peter Brötzmann / Heather Leigh [fot. Marcin Marchwiński]
Peter Brötzmann / Heather Leigh [fot. Marcin Marchwiński]
Peter Brötzmann / Heather Leigh [fot. Marcin Marchwiński]
Alexander von Schlippenbach / John Edwards / Steve Noble [fot. Marcin Marchwiński]
Alexander von Schlippenbach / John Edwards / Steve Noble [fot. Marcin Marchwiński]
Alexander von Schlippenbach / John Edwards / Steve Noble [fot. Marcin Marchwiński]
Alexander von Schlippenbach / Han Bennink [fot. Piotr Lewandowski]
Jason Adasiewicz / John Edwards [fot. Krzysztof Wójcik]
Steve Noble / Heather Leigh [fot. Krzysztof Wójcik]
Alexander von Schlippenbach / Toshinori Kondo / Han Bennink / Peter Brötzmann [fot. Krzysztof Wójcik]
Toshinori Kondo / Han Bennink / Peter Brötzmann [fot. Krzysztof Wójcik]
Han Bennink / Peter Brötzmann [fot. Krzysztof Wójcik]
Alexander von Schlippenbach / Toshinori Kondo [fot. Krzysztof Wójcik]
Alexander von Schlippenbach / Han Bennink [fot. Piotr Lewandowski]
Peter Brötzmann / Jason Adasiewicz / John Edwards / Toshinori Kondo / Steve Noble / Mateusz Rybicki / Zbigniew Kozera [fot. Piotr Lewandowski]
Peter Brötzmann / Jason Adasiewicz / John Edwards / Toshinori Kondo / Steve Noble / Mateusz Rybicki / Zbigniew Kozera [fot. Piotr Lewandowski]
Peter Brötzmann / Jason Adasiewicz / John Edwards / Toshinori Kondo / Steve Noble / Mateusz Rybicki / Zbigniew Kozera [fot. Piotr Lewandowski]
Peter Brötzmann / Jason Adasiewicz / John Edwards / Toshinori Kondo / Steve Noble / Mateusz Rybicki / Zbigniew Kozera [fot. Piotr Lewandowski]
Peter Brötzmann / Jason Adasiewicz / John Edwards / Toshinori Kondo / Steve Noble / Mateusz Rybicki / Zbigniew Kozera [fot. Piotr Lewandowski]
Peter Brötzmann / Han Bennink / Toshinori Kondo / Heather Leigh [fot. Piotr Lewandowski]
Peter Brötzmann / Han Bennink / Toshinori Kondo / Heather Leigh [fot. Piotr Lewandowski]