



Choć tryumfalny masz Synów po scenach trwa już dobre kilka miesięcy, nie udało mi się ich wcześniej na żywo zobaczyć, zawsze coś wypadało. Ten mój pierwszy raz w Dziku był bardzo udany - panowie zabrzmieli potężnie, momentami wręcz apokaliptycznie, nie zatracając przy tym dość klasycznego posmaku bitów i ogólnej niejednoznaczności, w której oczywiście przewodził Piernikowski. Świetnie ułożony był też przebieg koncertu, z mocnym instrumentalnym otwarciem, kolejnym instrumentalem w środku koncertu, lekko rozpadającym się finałem ze skrawkami tekstów. Moc.
[zdjęcia: Piotr Lewandowski]