polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious

Red Bull Music Academy: Sonic A/Vantgarde
La Gaîté Lyrique | Paryż | 28.10.15

Paryska odsłona Red Bull Music Academy odbywa się w ciągu niemalże miesiąca w różnych lokalizacjach miasta, prezentując zróżnicowaną muzykę - jest więc miejsce na bardziej klubowe brzmienia, jazzowe (Floating Points w wersji z ensemble) czy nawet metalowe (Sunn O))) ). Odbywająca się w ostatnią środę października Sonic A/Vantgarde był wieczorem muzyki elektronicznej, jak jednak wskazuje tytuł o często bardziej awangardowym niż klubowym zacięciu, pomimo tego, że była utrzymana w większości przypadków w dosyć łatwo przyswajalnej formie. Dodatkowym efektem wzmacnijącym odbiór była sala w La Gaîté lyrique w której znalazły się rzutniki, wyświetlające wizualizacje na całej ścianie w zakresie 360 stopniu. W związku z czym powstało wrażenie bycia w audiowizualnym kubiku - obraz nie narzucał się, a jednocześnie nie był banalny, więc ciekawie uzupełniał warstwę muzyczną.

Grający na otwarcie Noahs Heark zaprezentował set najkrótszy, a jednocześnie najbardziej zwarty narracyjnie. Utrzymany trochę w rozbujanym tonie w klimacie Flying Lotus albo wczesnych nagrań Anticon, bazował na chwytliwych bitach i frapujących partiach elektroniki - był pełen różnych muzycznych wątków, często bardziej do słuchania niż tańczenia.

Jego całkowitym przeciwieństwem był koncert Ingi Copeland (niegdyś Hype Williams), który momentami brzmiał mocno metalicznie i industrualnie, ale często funkcjonował bardziej na zasadzie słuchowiska, pełnego dźwiękowych niuansów. Za bardzo improwizowany i chaotyczny, jak chociażby moment odczytywania tego co znalazło się na wizualizacjach, a były to pola brytyjskiej wersji gry Monopoly. W zasadzie po kwadransie całość osiadła na mieliźnie. Laurel Halo dla odmiany zagrała żywiej, najbardziej tanecznie, ale jednocześnie monotonnie. Sala bujała się w najlepsze, ale brakowało dynamiki, czegoś ożywczego - Halo praktycznie cały czas budowała kompozycje w podobnej formie, nudnawo wręcz serwując klubowy, transowy, ale bardzo mdły set.

Żywo zrobiło się kiedy za konsoletami pojawił się Vessel, po mniej więcej 10 minucie grający bez koszulki. Zdecydowanie najlepszy występ wieczoru miał w sobie elementy punkowej zadziorności, skrupulatnie budowanej narracji, która często za trzon utworów brała mroczny i rozpędzony trip hopowy bit. Wyrazista była także dramaturgia, dzięki której przez cały koncert dało się odczyć na scenie napięcie i kompleksowy pomysł na cały set. Swoje zrobiły też czasem mocno erotyczne ale i sugestywne wizualizacje Pedro Mai (współpracującego m.in. z Jacaszkiem czy występującego na teogrocznej odsłonie Unsound).

Pochodzący z Francji Mondkopf solową płytę zatytułował Hades i muzycznie faktycznie jest to zejście do poziomu piekieł - bardzo mroczne utwory zdominowała koncert. Na naszywce jego kurtki wypatrzyłem logotypy metalowych zespołów w tym m.in. Goldflesh i ciężko było nie odnieść wrażenia że tę metalową estetykę muzyk prezentuje wykorzystując narzędzia elektroniczne i post-rockowe. Z jednej strony za sprawą noisowych, nawarstwiających się elektronicznych pasaży, z drugiej przy udziale gitarzysty, który dopełniał brzmienie gitarą, podbitą masą efektów, a z trzeciej przez pełne zniekształceń wokale, czy raczej "metalowy" ryk do mikforonu. Czasem jednak w zbyt za bardzo przewidywalnej formie linearnie prowadząc od wyciszonych fragmentów do crescendo uzupełnionych bitami. 

Bardzo fajny muzyczny wieczór, prezentujący różne spojrzenia na elektronikę, niekoniecznie odkrywcze, ale też nie sztampowe. Kto w Paryżu w ciągu najbliższego miesiąca będzie, o któryś z wieczorów Red Bull Music Academy powinien zahaczyć obowiązkowo.

[zdjęcia: Jakub Knera]

Noahs Heark
Noahs Heark
Noahs Heark
Inga Copeland
Inga Copeland
Laurel Halo
Laurel Halo
Vessel
Vessel
Mondkopf
Mondkopf
Mondkopf