polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious

Liverpool Psych Fest 2015
Camp & Furnace | Liverpool | 25-26.09.15

Zmęczyły i znudziły mnie duże letnie festiwale, ale w Liverpool Psych Fest odkryłem kolejny kameralny, na który chce się wracać. Dwudniowa impreza w Camp & Furnace, miejscówce w po-portowym rejonie Liverpoolu, miała wyraźny rys programowy wyrażony w nazwie – w czterech salach rozbrzmiewały różne odcieni psychodelii ,przestrzennego odlotu, transu. Głównie gitarowe, ale czasem bardziej elektroniczne i odpowiednio różnorodne. Dwie główne sale mieściły około tysiąca osób (jak to w UK bywa czasem trzeba było stanąć w kolejce), dwie mniejsze ok. 400 i 200 osób, poza dwoma budynkami, w których były zlokalizowane, festiwal zajął też przestrzeń pod gołym niebem, gdzie było jedzenie, piwo, nieodłączny słodki dym. Atmosfera była bardzo przyjemna, trochę przypominała mi Incubate, a zaglądanie od sali do sali celem sprawdzenia jakiegoś wcześniej nieznanego zespołu przypominała mi stare, dobre czasy Dour.

Gwiazd właściwie nie było – główną było Spiritualized, na które zresztą nie dotarłem, bo (i) kolejka, (ii) było wtedy coś innego. Ale łatwo było sobie określić subiektywne atrakcje. Dla mnie jedną był miniszołkejs chilijskiego labelu Blow Your Mind, na którym zagrały grupy Vuelveteloca, The Ganjas i Chicos de Nazca. Najbardziej lubię pierwszą i ostatnią i tak też odebrałem koncerty. Vuelveteloca zagrali mocno, fajnie eksponując anglosaski gitarowy trzon i teksty po hiszpańsku ubrane w ciekawe melodie. Chicos de Nazca byli najbardziej poetyccy i równocześnie pustynni, mogliby grać chwilę dłużej, zwłaszcza, że zagrali może z połowę nowej płyty (i trochę rzeczy starszych). The Ganjas zagrali bardzo porządnie, dobrze się ich słuchało, ale jednak granie przez Chilijczyków akurat takiej muzyki w UK to trochę wożenie drewna do lasu. Szołjkejs BYM powiązany był z szołkejsem Sacred Bones (nie dostali w ostatniej chwili z programu zniknęli Holydrug Couple), w ramach którego zobaczyłem też Destruction Unit – dobry, krwisty koncert. Doskonały był koncert The Heads, którzy brzmieli potężnie, na jedną gitarę trzymającą riffy i drugą odlatującą w kosmos. Może nie był to koncert tak spektakularny jak Comets on Fire na ATP w 2013 roku, ale od tamtego czasu jeden z najlepszych w tej estetyce, jakie widziałem. Ciekawy był koncert Lumerians, połączeniem gitarowych i syntezatorowych brzmień, nutką kosmische i wymiarem wizualnym przypominający mi trochę Trans Am – choć bardziej na poziomie meta niż konkretnych utworów. W porządku, ale bez szału zagrała Noveller – utwory wpadały jednym a wypadały drugim uchem, może gdyby był to koncert na koniec, a nie na początek soboty, wszedłby lepiej.

PZYK (pod takim skrótem / hasztagiem funkcjonuje też festiwal) był dobrą okazją do zobaczenia różnych angielskich zespołów. Świetny koncert zagrali Hey Collossus, na który koncert w jednej z mniejszych sal była taka kolejka, że spokojnie mogli grać w jednej z dużych. Trochę w ich graniu było noise rocka a la Amphetamine Reptile, trochę The Fall, trochę math rocka – mocna rzecz. Świetnie wypadła też instrumentalna grupa Kogumaza, łącząca dobrze pojętego post rocka (zero ckliwości), drony i repetycje. Dobra dramaturgia, ciekawa różnorodność kompozycji przy konsekwencji brzmienia. Kogumaza to zespół z tego samego labela co Ex-Easter Island Head, którzy zagrali bardzo dobry koncert w pomieszczeniu, gdzie generalnie była część wizualna festiwalu. Zagrali ten sam materiał co wiosną w Polsce (z nadchodzącej płyty Twenty Two Strings), a dodatkową atrakcją były pół-analogowe wizualizacje, których autor faktycznie słuchał muzyki i dopasowywał je to pulsu i tempa. Podobał mi się też koncert duetu Throw Down Bones, który do automatu perkusyjnego tworzył dość chwytliwe, gitarowe konstrukcje. Na dłuższą metę może płycizny okazałyby się irytujące, ale przez pół godziny to działało. W jednej z większych sal zagrało trio Young Knives, uciekające od swoich indie-rockowych początków („We were a shitty band couple of years ago” rzucił po którymś z utworów ich wokalista) w stronę bardziej awangardowych, ale ciągle piosenkowych form. Niezły koncert, ale nie zostałem w pełni przekonany. Średnio wypadło też lokalne Sex Swing – fajne brzmienie z saksofonem barytonowym nałożonym na repetycje sekcji i gitary, ale pomysłów na kompozycje brakowało, a monodeklamujący wokalista bynajmniej nie miał charyzmy, która na Wyspach pozwoliłaby mu się wybić – pod tym względem poprzeczka w UK jest postawiona wysoko.

Chilijska inwazja nie była jedynym nieanglosaskim elementem, ale była zdecydowanie najciekawszym. Portugalska grupa Gala Drop ocierała się o world music, a rosyjskie Pinkshinyultrablast było pustawe – próbowało łączyć shoegaze z jakimiś zagrywkami w stylu Dave’a Longstreth, ale było to nieporadne a wokalistka fałszowała okrutnie. Amerykańska grupa Dengue Fever też eksponowała element nieanglosaski, a konkretnie kambodżański, ale jak dla mnie w banalno-hipsterski sposób, może za dużo się nasłuchałem w życiu Sun City Girls.

W programie elektronicznym wyróżniała się Karen Dwyer, która zagrała i zabrzmiała świetnie. Andy Votel z Kleksploitation, oderwany od kontekstu polskiego źródłowego materiału, zdawał się pozbawiony treści, przypadkowy. Zaskoczeniem, ale jednak negatywnym, był występ Factory Floor. Nic Colk Void i Gabe Gurnsey, wcześniej grający odpowiednio na gitarze i perkusji (oraz elektronice) w FF jako trio, zagrali jako duet stricte elektroniczny. Co prawda sam miałem wrażenie, że formuła FF w trio się trochę wyczerpała, ale jednak grające czystą elektroniką FF zatraciło swój wyróżnik, potężny, grany na żywo rytm i fale gitarowego hałasu. Parę momentów w trakcie koncertu było, lecz w tej formule FF stali się po prostu jednym z wielu elektronicznych projektów. Żywy rytmiczny element zapewniło trio K-X-P, które zagrało na zamknięcie festiwalu. Dwie perkusje były po prostu bezlitosne w swoim rytmicznym pietyzmie, a elementem glamrocka w strukturach gitarowych, syntezatorowych i kompozycjach nadawał całości wyjątkowości. Doskonały koncert na zamknięcie bardzo fajnego, nie nadętego i przystępnego (60 funtów za dwa dni) festiwalu.

[zdjęcia: Piotr Lewandowski]

Vuelveteloca [fot. Piotr Lewandowski]
Vuelveteloca [fot. Piotr Lewandowski]
Vuelveteloca [fot. Piotr Lewandowski]
Chicos de Nazca [fot. Piotr Lewandowski]
Chicos de Nazca [fot. Piotr Lewandowski]
Chicos de Nazca [fot. Piotr Lewandowski]
The Ganjas [fot. Piotr Lewandowski]
The Ganjas [fot. Piotr Lewandowski]
The Ganjas [fot. Piotr Lewandowski]
Destruction Unit [fot. Piotr Lewandowski]
Destruction Unit [fot. Piotr Lewandowski]
Destruction Unit [fot. Piotr Lewandowski]
The Heads [fot. Piotr Lewandowski]
The Heads [fot. Piotr Lewandowski]
The Heads [fot. Piotr Lewandowski]
Lumerians [fot. Piotr Lewandowski]
Lumerians [fot. Piotr Lewandowski]
Lumerians [fot. Piotr Lewandowski]
Noveller [fot. Piotr Lewandowski]
Noveller [fot. Piotr Lewandowski]
Hey Collossus [fot. Piotr Lewandowski]
Hey Collossus [fot. Piotr Lewandowski]
Hey Collossus [fot. Piotr Lewandowski]
Hey Collossus [fot. Piotr Lewandowski]
Kogumaza [fot. Piotr Lewandowski]
Kogumaza [fot. Piotr Lewandowski]
Ex-Easter Island Head [fot. Piotr Lewandowski]
Ex-Easter Island Head [fot. Piotr Lewandowski]
Ex-Easter Island Head [fot. Piotr Lewandowski]
Throw Down Bones [fot. Piotr Lewandowski]
Throw Down Bones [fot. Piotr Lewandowski]
Sex Swing [fot. Piotr Lewandowski]
Gala Drop [fot. Piotr Lewandowski]
Gala Drop [fot. Piotr Lewandowski]
Pinkshinyultrablast [fot. Piotr Lewandowski]
Pinkshinyultrablast [fot. Piotr Lewandowski]
Dengue Fever [fot. Piotr Lewandowski]
Dengue Fever [fot. Piotr Lewandowski]
Dengue Fever [fot. Piotr Lewandowski]
Young Knives [fot. Piotr Lewandowski]
Young Knives [fot. Piotr Lewandowski]
Young Knives [fot. Piotr Lewandowski]
Karen Dwyer [fot. Piotr Lewandowski]
Andy Votel "Kleksploitation" [fot. Piotr Lewandowski]
Factory Floor [fot. Piotr Lewandowski]
Factory Floor [fot. Piotr Lewandowski]
K-X-P [fot. Piotr Lewandowski]
K-X-P [fot. Piotr Lewandowski]