polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
Técieu Miłość

Técieu
Miłość

Występującą pod trzema pseudonimami artystka zgłębia w swoisty sposób naturę muzyki noise, przenosząc barwowe myślenie wzięte z ambientu na grunt sztuki hałasu (szczegóły w wywiadzie publikowanym w tym numerze Popupmusic). Dziwna to sytuacja, bo debiutantka już dość dobrze osadzona w świecie muzyki ambient, proponuje bardzo interesujący album oscylujący wokół przeciwnego bieguna eksperymentalnej muzyki elektronicznej. Ponoć ta EPka to wynik eksperymentu, a wręcz zabawy z świeżo podpiętymi efektami w wirtualnym syntezatorze. Ponoć nie ma tu żadnych wirtualnych gitar, choć zamieszczone na tym miniCD trzy utwory brzmią jak Stara Rzeka, Sun O))) i Wagner zremiksowani przez Merzbowa. 

Pierwszy jest posępnym, wolnym, mrocznym, swobodnie rozchodzącym się dronem przywołującym raczej skojarzenia z muzyką poważną, orkiestrą wiolonczel i kontrabasów przepuszczonych przez filtry i efekty, absorbującą muzyką filmową, która chwyta momentalnie i prowokuje oczekiwanie na dalsze niespodzianki. Jest to utwór najdłuższy. Część druga – stosunkowo krótsza czasowo - brzmi już jak quasi-gitarowy riff z delayem, przesterem i kompresorem, choć… nie ma tu żadnych gitar. To „czysta” (cudzysłów, bo brzmieniowo przecież bardzo brudna) elektronika jątrząca gdzieś wewnątrz wyimaginowanego, wirtualnego, gitarowego wzmacniacza brzmienie i emocje już bardziej agresywne, choć jeszcze trzymające w niepewności. Prowokujące destrukcję. Część trzecia to już totalna apokalipsa. Eksplozja przesteru, kumulacja szumów, spotkanie niepokojów, drążenie ran i brzmień, nieustające zawijasy i eksploracja dźwięku, czarna msza czciciela hałasu.

Ucina się nagle. I tak kończy się album. Utworem pt. III (free). Czy to Freelove? Uwolnienie po przejściu przez mroki? W jaki sposób autorka, która dopiero co sięgnęła po tę estetykę zdołała wytworzyć tak dojrzałą wypowiedź artystyczną? I jak udało się jej w międzyczasie nagrać kilka albumów noise’owych i kilkanaście ambientowych (choć nie wszystkie na równym poziomie, nie wszystkie doskonałe)? Nie chcę wiedzieć, wolę podziwiać i czekać na kolejne albumy w stylu Miłości, czy recenzowanego w poprzednim numerze Popup Ceiling Stories.   

[Łukasz Folda]