polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
Nueva Costa / The Ganjas Ave del Paraíso EP - Gran Espiritu / After Dark

Nueva Costa / The Ganjas
Ave del Paraíso EP - Gran Espiritu / After Dark

Wspominana przez Marka Sawickiego w recenzji La Hell Gang scena psych-rockowa z Chile wydaje się bardzo tajemnicza (dlaczego akurat tam?) do czasu aż się wyląduje na miejscu i pójdzie na pierwszy spacer – od tego momentu jej istnienie wydaje się oczywiste. Santiago, siedmiomilionowa stolica położonej w niecce otoczonej z jednej strony Andami a z drugiej kordylierą pacyficzną, specyficznie oświetlona i rano, i wieczorem słońcem załamującym się i odbijającym na szczytach, ciągle nieco zamglona (niestety często smogiem), ma w sobie coś nieodłącznie psychodelicznego, wibrującego, rozmytego. Fluidy w piosenkach Holydrug Couple albo puls Föllakzoid wydają się tam bardzo naturalne, wręcz konieczne. W przypadku niewystarczającej więzi z wibracją zawsze można albo wyjechać z miasta, albo sięgnąć po, jak to określił Domingo z Föllakzoid, „ancient medicine” (albo jedno i drugie). Psychodeliczna scena Santiago skupiona jest wokół studia i wytwórni Blow Your Mind aka BYM, gdzie powstały i ukazały się też opisywane tutaj płyty.

Duet Nueva Costa brzmieniowo bliski jest Holydrug Couple – rozmycia, syntezatory, automat perkusyjny – z tym, że piosenki są po hiszpańsku i w jeszcze większym stopniu tworzą soundtrack do gapienia się na Andy albo jazdy samochodem w ich stronę. Ubiegłoroczna płyta Gran Espiritu wręcz takimi polaroidowymi, latynosko leniwymi pejzażami epatowała, w dobrym słowa znaczeniu i ze świetnym skutkiem. Było na niej parę hitów, był też rzadki przypadek nieirytujących piosenek śpiewanych po hiszpańsku, było parę upalonych instrumentali. To był bardziej projekt niż zespół (materiał najpierw ukazał się na kasecie), płyta miała kilka totalnych strzałów, ale była trochę nierówna mimo krótkiego czasu trwania. Na tegorocznym singlu Ave del Paraíso słychać już wyraźnie, że panowie mają potencjał – dostajemy dwie rozmarzone, ale inteligentnie zaaranżowane piosenki i obrazowy instrumental. Brzmienie jest bogatsze, ma więcej warstw i lekko kosmicznych częstotliwości. Dobra robota. Winylowa wersja wydawnictwa przygotowana została na pierwszą w historii trasę zespołu po Europie (oczywiście zachodniej).

The Ganjas (bardzo wyszukana nazwa) łączą w sobie dwie fascynacje muzyką anglosaską, dość zresztą w Chile częste – z jednej strony brytyjska psychodelia, z drugiej strony hard-rock czy stoner. To doświadczona kapela, jedna z pierwszych na tej scenie i grająca od ponad 10 lat. Prezentuje solidne rzemiosło – wokalista prawie wyzbył się akcentu, riffy są dobrze ułożone, sekcja pilnuje porządku, a mimo tego atmosfera jest odpowiednio wyluzowana. Jednak The Ganjas niepotrzebnie moim zdaniem sięgają po cięższe granie – estetyka Jesus and Mary Chain bardziej im leży. Z dokładnością do charakterystycznych dla kapel z Santiago klawiszy, The Ganjas są jednak bardzo anglosascy. W rezultacie, mimo paru naprawdę udanych numerów, jest to raczej ciekawostka lokalna i z perspektywy półkuli północnej rzecz dość wtórna. Choć z widokiem na Andy lub „ancient medicine” może zyskiwać w odbiorze.

[Piotr Lewandowski]