polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
Made To Break Cherchez La Femme

Made To Break
Cherchez La Femme

Cherchez La Femme to już trzeci album kwartetu Made To Break, dowodzonego przez Kena Vandermarka, a zarazem pierwsza studyjna płyta w dorobku formacji. Zespół niekiedy określany jest jako przedłużenie sławetnego Vandermark 5, jednak pomysł przyświecający chicagowskiemu saksofoniście przy okazji nowego projektu jest zgoła inny. Koncepcja Made To Break zasadza się na mariażu eksperymentalnej elektroniki z jazzowym instrumentarium w dość przejrzystych (choć zaskakujących) kompozycyjnych formach, niepozbawionych swobody nieidiomatycznej improwizacji. Brzmi to być może dość zwyczajnie, jednak muzyczny efekt jest znakomity i bardzo oryginalny nie tylko w perspektywie dotychczasowych wydawnictw Vandermarka.

Płyta składa się z trzech kilkunastominutowych utworów, w których muzyczna przestrzeń jest wykorzystywana w pełni demokratycznie i w odróżnieniu do poprzednich, koncertowych wydawnictw, znacznie większą rolę odgrywa Christof Kurzmann, odpowiedzialny na albumie za elektronikę. Brzmienie syntetyczne zostało wykorzystane tym razem w równej mierze co saksofon. Elektronika jeśli nie asystuje Vandermarkowi tworząc futurystyczne tło, to wychodzi na pierwszy plan, podporządkowując sobie całość muzycznej struktury, do czasu ponownego wejścia dęciaka, bądź sekcji. W „Sans Serif” po energicznym wstępie obdarzonym mocnym, basowym groovem i riffowymi, krótkimi frazami saksofonu, Kurzmann bierze nagle we władanie całą centralną część kompozycji, konstruując powoli pączkujący noise’owy mini-utwór. Do wariacji elektronicznych każdorazowo dołączają się żywe instrumenty, jednak wówczas jest to często już zupełnie nowy utwór. Dużą zaletą wydawnictwa jest gra sekcji rytmicznej, jednak biorąc pod uwagę nazwiska Tim Daisy i Devin Hoff, to ciężko mówić o zaskoczeniu. Środkowa, najdłuższa kompozycja ma w sobie trochę frywolności duetowych nagrań Vandermarka i Daisy’ego, ale szybko przeistacza się w wyciszoną mantrę, podbudowaną drone’ami i drobnymi szmerami, które w pewnym momencie zupełnie przejmują kontrolę nad całością. Kurzmann wplata w duszną, elektroniczną zawiesinę powracające, przetworzone zadęcia saksofonu, które narastają wraz z powoli gęstniejącą perkusją. W dalszej części Vandermark gra szybkie, porwane frazy z nałożonym na saksofon delayem, który później zaczyna się zapętlać - fenomenalny efekt. Utwór „Capital Black” chyba najlepiej kondensuje wszystkie asy, które nieustannie wypadają z rękawów kwartetu.

Mógłbym analizować Cherchez La Femme bardzo długo, jednak z perspektywy czytelnika nie ma to sensu – lepiej żeby od razu chwycił za płytę. Vandermark objawia się na tym krążku jako wybitny kompozytor o niesłychanej wyobraźni i wrażliwości na brzmienie, a reszta muzyków dotrzymuje mu kroku świetnym, kreatywnym wykonaniem. Bardzo współczesny, awangardowy, a zarazem stosunkowo przystępny album o wręcz punkowej sile rażenia, który zaintryguje nie tylko zwolenników free impro, ale po prostu zwolenników dobrej muzyki. Bez wątpienia jedna z ciekawszych i bardziej zróżnicowanych płyt podpisanych w ostatnich latach przez Kena Vandermarka.

[Krzysztof Wójcik]