polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
Harold Rubin / Mikołaj Trzaska / Nadav Masel Ten Chamber Kingdoms

Harold Rubin / Mikołaj Trzaska / Nadav Masel
Ten Chamber Kingdoms

Rok 2014 w kontekście Mikołaja Trzaski to dla mnie czas interesujących i miłych zaskoczeń. Najpierw surowa, nagrana w duecie z Timem Daisy'm i wydana za oceanem płyta, dwie kolejne, w tym Riverloam Trio, też wydane za granicą, po drodze m.in. trasa z Elizabeth Harnik i Martinem Brandlmayrem ze świetnym koncertem w Warszawie, całkiem niedawno mocna płyta z Rafałem Mazurem i Balazsem Pandim i wreszcie (prosto z Izraela) Ten Chamber Kingdoms. To nietuzinkowe spotkanie ze starszym o pokolenie Haroldem Rubinem i niemal o pokolenie młodszym Nadavem Maselem. To już czwarta w tym roku płyta Trzaski nagrana w trio, tym razem z muzykami, z którymi wcześniej nie grał i w konfiguracji też wcześniej niespotykanej. Klarnetowy (rzadziej klarnetowo-saksofonowy) duet wsparty kontrabasem stworzył znakomitą całość, z tegorocznych nagrań z udziałem gdańskiego muzyka w mojej ocenie, obok niedawnej Tar & Feathers (o niej w innym miejscu tego numeru), bezsprzecznie najlepszą.

Naturalnym rdzeniem jest tutaj dialog Rubina i Trzaski, wielopłaszczyznowy i kompletny, spoglądający i w stronę swobodnego free, i trochę w kierunku kameralistyki. Dialog kapitalnie skomunikowany i reagujący na siebie nawzajem, błyskotliwie ścierający, ale i uzupełniający się, dopowiadający przedstawiane historie i podążający wspólnie, bez pośpiechu, w jednym kierunku. Przestrzeń, oddech, intymna liryka i zaduma, ale również dramatyzm, lament i furia - w długiej, dobrze ponad godzinnej przygodzie z tą płytą doświadczamy wszystkiego w dobrych proporcjach. Dramaturgia budowana jest znakomicie i z naturalną swobodą, czego niewycięta rozmowa muzyków po jednym z utworów jest wymownym przykładem. Grzechem byłoby nie wspomnieć o Maselu, świetnie z drugiego planu dopełniającym dialog klarnecistów i z wyczuciem podkreślającym falujące na przestrzeni całej płyty nastroje. Może to tylko dokument spotkania, ale spotkania ważnego i niecodziennego, pełnego autentycznych emocji i pasji, obok których trudno przejść obojętnie. Dobrze, że ten album ujrzał światło dzienne, szczerze cieszę się z jego przeżywania i mam nadzieję, że przykuje uwagę, na jaką zasługuje.

[Marcin Marchwiński]