polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
Total Control Typical System

Total Control
Typical System

Gdyby nie Henge Beat nie byłoby całej sprawy. Total Control miał być projektem bardzo pobocznym, odskocznią właściwie, dla Mikeya Young'a i Daniela Stewarta. W 2008-mym obaj grali w uznanych australijskich niezależnych zespołach (kolejno: Eddy Current Suppression Ring i Straightjacket Nation) i obaj potrzebowali odmiany. Założyli TC, gdzie obaj bawili się w synth-punk, psuli covery Swell Maps i tak dalej. Stewart wreszcie mógł pisać osobiste teksty, których nie musiał wykrzykiwać, a Young z gitary przesiadł się na syntezatory i zajął się programowaniem bitów. Wszystko to zostało uwiecznione na pierwszych czterech siedmiocalówkach: http://hengebeat.bandcamp.com/album/7s

Później do składu dołączyła jeszcze jedna duża osobowość niezależnej sceny australijskiej - Al Montford z UV Race. Total Control przestał być projektem, stał się pełnoprawnym zespołem, który zajął się nagrywaniem albumu. Krótko mówiąc: Henge Beat uważam za najlepszy album roku 2011 i jeden z najlepszych albumów tego dziesięciolecia. Nie jestem też w tym osądzie odosobniony, płyta zebrała doskonałe recenzje - chwalono powszechnie, od zinów undergroundowych po większe publikacje. To rzecz perfekcyjnie zbierająca wszystko, co TC wyćwiczyli (niby dla żartu) na wspomnianych siedmiocalówkach - analogowe syntezatory, prymitywne bity, doskonałe linie gitarowe Young'a. Stewart popełnił z okazji albumu najlepsze teksty w swojej karierze (refreny pokroju: "taking pills to remember to take pills to forget" przeplatane historiami o byciu śledzonym przez Palmera Eldritcha). To naprawdę niesamowita rzecz - planety się tak ułożyły, szamani odpalili odpowiednie kadzidła, dosłownie wszystko się na tym albumie udało, od początku do końca.

Typical System tymczasem to całkiem udany album, ale w żaden sposób nie sięga wyżyn poprzednika. Chłód zastąpiono tu zagrywkami wręcz popowymi (pierwsze przecieki wskazywały, że album ma się nazywać "Tropical System"), to rzecz znacznie przystępniejsza, ale też i bezpieczniejsza. Gdyby ktoś miał dopiero zaczynać znajomość z Total Control, tu właśnie upatrywałbym najlepszego punktu początkowego. Zespół nie narzuca już tak dużego tempa, przeskoki stylistyczne nie są tak nagłe. Zdecydowanie najlepiej wypadają kawałki oparte na syntezatorach (doskonałe The Ferryman i Hunter przywołujące siedmiocalówki zespołu z lat 2010-2011. Partie gitarowe są niespecjalnie niestety ciekawe (nieudany Safety Net zamykający całość). Trudno jednak zwalczyć wrażenie, że zespołowi brakuje energii, jakby dobili do pewnej ściany. Prasa australijska zresztą już zauważyła, że w tej mierze TC przypominają Eddy Current Suppression Ring na swojej ostatniej płycie. Mikey Young w wywiadach przyznaje, że nie chce koncertować i boi się wyczerpania formuły, tak jak bał się tego przed kilku laty w ECSR. W Eddy Current skończyło się rozpadem zespołu, podejrzewam, że działalność Total Control też nie potrwa długo.

[Marek J. Sawicki]