polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious

Playback Play 2014: Adwent
Warszawa | 12-14.12.14

Siódma już edycja warszawskiego festiwalu Playback Play upłynęła pod hasłem „adwent”. Nie będzie dużą przesadą stwierdzenie, że precyzyjnie skonstruowany program wydarzenia miał w sobie coś z artystycznych, połączonych tematycznie świeckich rekolekcji. Punktem wyjścia dla tegorocznej edycji była powieść „Melancholia sprzeciwu” autorstwa László Krasznahorkaia, węgierskiego pisarza ściśle współpracującego z reżyserem Bélą Tarrem, którego film (na podstawie wspomnianej książki) „Harmonie Werckmeistera” zainaugurował siódmy Playback Play.

Dzieło Béli Tarra przez 14 lat od momentu premiery doczekało się statusu filmu kultowego i przez wielu postrzegane jest dzisiaj jako arcydzieło europejskiej kinematografii. Znakiem szczególnym twórczości Tarra jest niezwykle poetycka warstwa wizualna. Bardzo długie, wręcz medytacyjne ujęcia, precyzyjnie skomponowane czarno-białe kadry połączone ze specyficzną, senną narracją i nastrojową muzyką, składają się na szalenie hermetyczną wypowiedź artystyczną, która jednych może uwieść, a w innych pozostawić wrażenie pretensjonalności. Osobiście skłaniałbym się ku pierwszej reakcji, ponieważ oniryczna estetyka, mająca w sobie wiele z schulzowsko rozumianego realizmu magicznego jest mi bardzo bliska. Niekiedy jednak koncentracja na wizualnym wysmakowaniu podkręcona sugestywną muzyką dawała uczucie wodzenia widza za nos i projektowania oczywistych reakcji emocjonalnych.

„Harmonie Werckmeistera” opowiadają historię anonimowego miasteczka, do którego przybywa cyrk z gigantycznym, martwym wielorybem i enigmatycznym księciem, rozpalającym wyobraźnię mieszkańców. Pojawienie się tego obcego elementu powoduje zachwianie relacji społecznych, ogólny niepokój, poczucie niedefiniowalnego zagrożenia, które ostatecznie prowadzi do wszczęcia zamieszek – chaos wdziera się w dotychczasowe społeczne status quo. Natomiast tytułowe harmonie stanowią metaforę cywilizacyjnego kodyfikowania naturalnych zjawisk – w tym wypadku muzycznych – co prowadzi do wykluczenia elementów niemieszczących się w ustalonym, tzw. normalnym porządku. W tym sensie tytuł filmu Tarra jest kluczem do parabolicznego odczytania przedstawionej historii, a melancholia sprzeciwu odnosi się do zakwestionowania arbitralnie narzuconych podziałów, zasad zarówno muzycznych, jak i szerzej rozumianych. I właśnie tak potężny, wieloznaczny kontekst teoretyczny stał się kanwą wydarzeń festiwalowych, których rdzeniem była próba muzycznej interpretacji dzieła Krasznahorkaia, odczytywanie „Melancholii sprzeciwu” na scenie przez zaproszonych artystów.

Pierwszy dzień Playback Play był naładowany (o ile nie przeładowany) treścią. Po projekcji filmu na publiczność czekały jeszcze trzy koncerty, w swoim charakterze szalenie różnorodne. Część muzyczną festiwalu otworzył DJ Lenar dekonstruując ścieżkę dźwiękową „Harmonii Werckmeistera”. Soundtrack oparty głównie na klasycznym brzmieniu skrzypiec i fortepianu wzbogacały różnego rodzaju szumy, szmery, odgłosy kroków głównego bohatera, dźwięk śmigieł helikoptera – wszystkie te elementy zostały poukładane przez Lenara w ciekawą narrację, która wychodząc od konwencjonalnych motywów muzycznych z każdą minutą coraz bardziej dryfowała w stronę eksperymentu. Nastrojowe harmonie skrzypiec i fortepianu rozjeżdżały się, najpierw przeobrażając się w zniekształcone drone’y, by następnie ustąpić miejsca noise’owi, który DJ czerpał z muzyki konkretnej, rozmaitych pozamuzycznych odgłosów występujących w filmie. Jednocześnie motywy znane z filmu kilka razy powracały jako odległe wspomnienie prefabrykatu, który Lenar poddał interesującej i dość radykalnej obróbce. Ciekawym doświadczeniem byłoby obejrzenie filmu Tarra właśnie z muzyką zdeformowaną przez warszawskiego DJa.

Kolejny występ był właściwie zwrotem estetycznym o 180 stopni. Joanna Halszka Sokołowska solo, a capella wykonała pieśni Franza Schuberta i Wilhelma Müllera “Winterreise”. Występ trwał nie dłużej jak 40 minut, a sekwencje śpiewane imponującym, czystym, operowym głosem kontrastowały z pauzami pomiędzy kolejnymi częściami. Była to najbardziej klasyczna, a zarazem stosująca minimum środków, cześć programu festiwalu, czym dość mocno się wyróżniała. W pewnym momencie Sokołowska powtarzając „haus” kilkukrotnie mocno uderzyła w werbel perkusji. To drobne złamanie konwencji występu całkowicie zmieniło jego charakter, skierowało go w stronę eksperymentu i ostatecznie zadecydowało o performatywnej sile przedsięwzięcia. Niestety nie udało mi się zobaczyć występu artystki z chórem kolejnego wieczoru.

Wreszcie przyszedł czas na wykonanie pierwszego rozdziału „Melancholii sprzeciwu” pt. „Stany nadzwyczajne” przez specjalnie skomponowane na tę okazję trio w składzie Jean-Hervé Péron, Zsolt Sőrés Ahad, Jerzy Rogiewicz. Tytuł rozdziału zdecydowanie zainspirował muzyków do przełożenia go na postawę artystyczną - był to najbardziej nieokrzesany, intensywny i dziki koncert tej edycji festiwalu. Osobą nadająca ton „Stanom nadzwyczajnym” był Péron, który poprzez bardzo bezpośrednią interakcję z publicznością i żywiołowy sceniczny temperament skierował występ bardziej w stronę chaotycznego performansu. Współzałożyciel legendarnej krautrockowej grupy Faust stał się naturalnym frontmanem tria, a swa żywiołowość wykorzystywał grając na basie, śpiewając, melorecytując, rysując komiksowe ilustracje do „Melancholii sprzeciwu” rzutowane na ścianę nad sceną, biegając po wódkę do baru, szukając szczurów na podłodze, zagadując publiczność, wchodząc w dialog ze współmuzykami… To adhd w wydaniu Pérona było tego wieczoru niezwykle potrzebne, ponieważ pierwsze trzy części programu utrzymane były w stosunkowo wyciszonym, żeby nie powiedzieć sennym tonie. Charyzmę basisty uzupełniła bardzo czujna i równie ekspresyjna gra reszty zespołu. Jerzy Rogiewicz brzmiał niezwykle potężnie, a jednocześnie przemycał dużo kolorystycznych drobiazgów jak na przykład grę na dzwonkach, czy marakasach, którymi w momencie największej kulminacji walił w perkusję z całą brutalnością. Widać było, że czerpie z koncertu dużą frajdę. Z kolei Zsolt Sőrés Ahad odpowiedzialny był za przeszywające muzyczne tło, generowane przy pomocy skrzypiec i elektroniki do nich podłączonej. W dużej mierze to właśnie Węgier miał decydujący wpływ na brzmienie tria. Péron sięgał po bas stosunkowo rzadko, a gdy już to zrobił skupiał się na głębokich, garażowo przybrudzonych riffach nadających całości groove i delikatny pierwiastek melodyczny. Był to koncert bardzo wybuchowy, widowiskowy, prestidigitatorski i chaotyczny w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Dużym plusem występu okazała się część wizualna rzutowana na ścianę, która stanowiła często jedyny względnie stały punkt zaczepienia, zarówno dla muzyków, jak i słuchaczy zgromadzonych w Dwa Osiem.

Przedstawienie drugiego rozdziału pt. „Harmonie Werckmeistera” zyskało kontekst najbardziej adwentowy, ponieważ rozegrało się w Bazylice Najświętszego Serca Pana Jezusa, pokaźnych rozmiarów budynku sakralnym. Swoją interpretację przedstawiło tym razem trio w składzie Phil Minton, Gerard Lebik, David Maranha. Usytuowanie koncertu Mintona w takiej przestrzeni akustycznej było kuratorskim strzałem w dziesiątkę. Skład oscylował pomiędzy transowymi syntezatorami Maranhy, a bardziej szorstkim, noise’owym brzmieniem Lebika. Minton siedzący pośrodku był w pewnym sensie naturalnym łącznikiem pomiędzy muzykami, jego wokalna improwizacja operowała niesamowicie szerokim spektrum dźwięków. Sens śpiewanych słów był uchwytny z rzadka, jednak nie miało to zbyt wielkiego znaczenia przy intensywności ekspresji i charyzmie artysty. Brytyjczyk z niesłychaną precyzją mieszał niski, gardłowy śpiew z rozmaitymi, przeszywającymi świstami, gwizdami, pomrukami, dźwiękami wręcz perkusyjnymi. Dzięki temu mógł wchodzić w bezpośredni dialog zarówno z psychodelicznymi organami Maranhy, jak i bardziej abstrakcyjną grą Lebika, który do generowania noise’u wykorzystywał m.in. dezodoranty. Całość miała charakter bardzo mroczny, niosący skojarzenia z rytualnymi fragmentami soundtracku do „Oczu szeroko zamkniętych” Kubricka, a kontekst bazyliki jedynie potęgował ogólnie surrealny efekt. Pasjonujący, hipnotyczny występ. Świetnie by było gdyby ukazał się na krążku. Żałuję, ale niestety nie udało mi się dotrzeć na poniedziałkowy duet Mintona z Lebikiem.

Finał „Melancholii sprzeciwu” został powierzony w ręce Davida Thomasa, kolejnego artysty dysponującego wielkimi pokładami charyzmy, która wzrastała wprost proporcjonalnie do konsumowanego na scenie przez wokalistę wina. Liderowi Pere Ubu towarzyszyli muzycy z poprzednich wieczorów - Zsolt Sőrés Ahad, Jerzy Rogiewicz, David Maranha i DJ Lenar. Właściwie w zestawieniu z poprzednimi wieczorami, to pod względem klarowności przekazu treści książki był to chyba najbardziej klasyczny występ, w związku z tym scena Teatru Powszechnego była znów dobrze dobranym kontekstem. Thomas skrupulatnie czytał tekst z kartek, jednak wokalne manipulacje jakim poddawał słowa były imponujące. Wrzask, farmerska intonacja, rytmiczne skandowanie tekstu z wręcz hip hopowym flow nadawały wyśpiewywanym treściom bardzo intensywną moc, pokazywały, że wokalista jest prawdziwym mistrzem w operowaniu słowem. Thomas również jako jedyna z zaproszonych na festiwal gwiazd dyrygował innymi muzykami, jednak robił to w specyficzny sposób np. prosił o pogrzebową perkusję, o melodię zwycięstwa na skrzypcach, albo o „sound of death”. Z pewnością był to występ bardziej uporządkowany niż żywiołowe trio z Péronem, dzięki czemu można było lepiej skupić uwagę na niuansach poszczególnych instrumentów, które budowały improwizacje raczej spokojnie i z wyczuciem, chociaż ogólnie rzecz biorąc był to występ wyciszeń i potężnych erupcji energii. Skład również jako jedyny podczas festiwalu wyszedł na bis i wykonał ad hoc piosenkę o… kukurydzy. Bardzo teatralny, dekadencki i zapadający w pamięć koncert.

Ostatnim wydarzeniem tej edycji Playback Play jakie widziałem było wykonanie kompozycji „Advent” Richarda Youngsa w asyście Davida Maranhy i Wacława Zimpla. Bardzo nastrojowe i minimalistyczne zamknięcie festiwalowej narracji. Przez cały występ Maranha grał na pianinie dosłownie na dwóch akordach, jedynie delikatnie modulując ich intensywność. Z tak molowym, hipnotycznym podkładem kolejno wybrzmiały duety. Najpierw Youngs zaśpiewał bardzo emocjonalną partię wokalną mającą w sobie coś ze Scotta Walkera z okolic albumu Climate of Hunter. Następnie na scenę wkroczył Zimpel z klarnetem. Muzyk zagrał ekspresyjną, powoli rozwijającą się improwizację, znakomicie odnajdując się w minimalistycznym podkładzie Maranhy. W kontekście twórczości Zimpla zdawać by się mogło, że podobny duet jest wręcz skrojony pod transową, mistyczną estetykę jaką klarnecista eksploruje we własnych projektach. Na zakończenie na scenę powrócił Youngs, tym razem z gitarą elektryczną, na której zagrał smyczkiem. Było to ciekawe zakończenie trzyczęściowej kompozycji, jednak w moim odczuciu wybrzmiałoby z większą siłą gdyby artysta skrócił improwizacje o dobrych kilka minut.

Playback Play jest festiwalem ambitnym, wymagającym od odbiorcy erudycji, a przynajmniej otwartości na to, co nowe. Pasjonującym doświadczeniem było trzydniowe podążanie za spójną, literacką myślą kuratorską, a niuansowanie lokalizacji imprezy dobrze komponowało się z charakterem poszczególnych wydarzeń. Myślę, że dobrym pomysłem byłoby skonstruowanie jakiegoś tekstu teoretycznego rozwijającego wątki festiwalowe (przy kameralnym charakterze imprezy nie byłoby to dużym kosztem). Jednak z drugiej strony przerzucenie tej aktywności na widza okazało się być może nawet lepszym, a w każdym razie bardziej stymulującym rozwiązaniem. W końcu zwiększenie refleksyjności to zdaje się jeden z adwentowych postulatów. W moim przypadku został osiągnięty.

[zdjęcia: Krzysztof Wójcik]

DJ Lenar [fot. Krzysztof Wójcik]
Joanna Halszka Sokołowska [fot. Krzysztof Wójcik]
Jean-Hervé Péron, Zsolt Sőrés Ahad, Jerzy Rogiewicz [fot. Krzysztof Wójcik]
Playback Play 2014: Adwent [fot. Krzysztof Wójcik]
Phil Minton, Gerard Lebik, David Maranha [fot. Krzysztof Wójcik]
David Thomas, Zsolt Sőrés Ahad, Jerzy Rogiewicz, David Maranha, DJ Lenar [fot. Krzysztof Wójcik]
David Thomas, Zsolt Sőrés Ahad, Jerzy Rogiewicz, David Maranha, DJ Lenar [fot. Krzysztof Wójcik]
David Thomas, Zsolt Sőrés Ahad, Jerzy Rogiewicz, David Maranha, DJ Lenar [fot. Krzysztof Wójcik]
Richard Youngs, David Maranha, Wacław Zimpel [fot. Krzysztof Wójcik]
Richard Youngs, David Maranha, Wacław Zimpel [fot. Krzysztof Wójcik]
Richard Youngs, David Maranha, Wacław Zimpel [fot. Krzysztof Wójcik]
Richard Youngs, David Maranha, Wacław Zimpel [fot. Krzysztof Wójcik]