polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious

Avant Art Festival 2014
Wrocław | 07-18.10.14

7. edycja Avant Art Festivalu we Wrocławiu gościła wyśmienitych muzyków. W tym roku organizatorzy zrezygnowali z dotychczasowego skoncentrowania programu na wybranym kraju, ale nadal tym, co wyróżnia AAF, jest jego interdyscyplinarność. Filmy, spektakle, sztuki wizualne i muzyka, która zajmuje szczególne miejsce.

Na otwarcie organizatorzy wybrali Ryoji Ikedę, który z ukrycia zaprezentował swoje Datamatics. Szczypało i gryzło w uszy, zatoki zaczynały puchnąć od ekstremalnie wysokich lub niskich tonów, a przed oczami na ekranie przewijały się różnokształtne formy. Występ bardzo ciekawy i jakkolwiek dziwnie to zabrzmi, aż chciało się potańczyć w rytmie pstrykania. Datamatics to muzyka całkiem klubowa lub do galerii sztuki nowoczesnej, ale i w siedzącej sali się obroniła, a niektóre sekwencje dźwięków potrafiły bardzo wciągnąć słuchacza w ten dziwny, miejscami oniryczny świat.

Zeitkratzer okazał się być wersją "&Guests". Początkowo zapowiadany jako prezentacja Metal Machine Music z towarzyszeniem Keijiego Haino, został rozszerzony o dodatkową część, w której śpiewała Svetlana Spajic. Wspólnie z serbską wokalistką w pierwszej części koncertu zespół przeszedł przez album Songs. Było i pieśniowo i amplifikowanie i organicznie, a w końcu burleskowo w rytmie szalonego walczyka, podczas którego Svetlana Spajic śpiewała po serbsku jak to "jesienią noce są długie". Świetny początek koncertu, a to dopiero wstęp. Po krótkiej przerwie MMM. Najpierw sami muzycy w akustycznie-filmowym klimacie, aż do momentu, gdy na scenę wszedł Keiji Haino i swoim śpiewem, a raczej zwierzęcym warkotem, przerażał i wciągał jednocześnie. Otoczony przez trzy mikrofony i z czwartym kontaktowym w ręku, ze świetnym imagem scenicznym z białymi włosami, wychudzony i w czarnych okularach, dominował na scenie. Ponad dwie godziny (nie licząc przerwy) i chciało się więcej.

Niestety o Supersilent, któremu towarzyszyli John Paul Jones i Stian Westerhus, można raczej powiedzieć, że chciało się mniej. Koncert okazał się sztampowy i nudnawy, a na dodatek niewiele różniący się i niezaskakujący w porównaniu z tym z 2011 roku, również we Wrocławiu. Ceni się, że muzyka była bardziej intensywna niż na ostatnich pejzażowych albumach grupy. Niestety, przede wszystkim było cicho-głośno-cicho, a od takiego koncertu można oczekiwać czegoś więcej, niż po prostu długiego tonowania i narastania emocji przez natężenie dźwięku. Fragmentarycznie ciekawy, z dużą ilością interesujących tekstur, uwagę przykuwał choćby operujący noisem gitarzysta Stian Westerhus lub Arve Henriksen, który wcale nie jest wirtuozem perkusji, ale potrafi (a)rytmicznie zaskoczyć. Koniec końców był to jednak koncert, który nie składał się w całość. Dodatkowo do tego stopnia za długi, że muzycy zaczęli powtarzać już zagrane pomysły.

Kolejną atrakcją festiwalu był szumiący wieczór. Rozpoczął go koncert norweskiego tria Staer. Przeciwstawienie szybkości zapętlanej perkusji i powolności przesterowanych gitar dało doskonałe rezultaty. Małe pomieszczenie, trójka muzyków blisko publiczności, ale też od niej odcięta. Gitarzysta i basista zwróceni w stronę perkusji, tworzyli razem krąg i zapętlali się w łączeniu noise'u i free-jazzu, który intensywnie wypełniał przestrzeń i uszy słuchaczy. Po przerwie, już na dużej scenie, pojawili się Keiji Haino i Stephen O'Malley. Najpierw każdy z osobna zagrał krótkie solo. Haino, na swoistej perkusji z blaszanych talerzy ustawionych na drewnianych podstawkach, oczyścił przestrzeń ze zbędnych dźwięków. W taką aurę O'Malley wszedł ze swoimi ciężkimi i niekończącymi się brzmieniami, aby w końcu obaj muzycy z pomocą gitar mogli stworzyć ścianę dźwięku. Mimo gigantycznego szumu i hałasu, nie zakłócali się nawzajem, ale każdy pozostawał świetnie słyszalny. Haino czasami podchodził do mikrofonu, recytując, zwierzęco wywrzaskując albo śpiewając rozmaite frazy. Koncert zdawał się trwać wieczność, ale nie nudził. Dawał natomiast czas na stawianie pytań o granice muzyki i szukania odpowiedzi, dlaczego lubimy te wszystkie szumy, piski, syki i wrzaski.

ZS, zbzikowane trio z Nowego Jorku, zagrało lekko i niemal nonszalancko. Zdawało się, że muzyka chichocze, a i publiczności przypadała do gustu, co było widać z uśmiechów na twarzach. Dżunglowa perkusja, krótkie free-jazzowe jazgoczące fragmenty, bez wirtuozerii, ale za to z całą masą pomysłów. Stylistycznie gdzieś w okolicach albumu New Slaves. No i świetna stopa perkusisty, szybka jak z prog-rocka.

Jednym z ostatnich koncertów AAF był FIRE!, któremu towarzyszył Martin Hederos na instrumentach klawiszowych i przede wszystkim Mariam Wallentin, dzięki czemu mieliśmy też obecne na scenie całe W&P. Było trochę z Orchestry, a trochę z tria, ale swoim szamańskim i elektryzującym śpiewem uwagę skupiała przede wszystkim Mariam. Piękne było, gdy wtórowała saksofonowi, jak choćby na bisie, który brzmiał jak coś z okolic współpracy Fire! i Jima O'Rourka. Mariam śpiewając, a Gustafsson grając na saksofonie, doskonale się uzupełniali. Drwal Gustafsson w wysokiej formie zarówno jako muzyk jak i showman, a sama muzyka, mimo iż przedstawiona w trochę bardziej przystępnej formie, to jednak nadal na bardzo dobrym poziomie.

Na zakończenie parafraza zdania, które Zeitkratzer przytacza na swojej stronie internetowej, a które mogłoby być mottem AAF, że poszukując „czystego smaku”, trzeba kierować się niechęcią wobec tego, co wzbudza w nas przyjemność, a jednocześnie trzeba zwracać się ku temu, co na pozór wydaje się odrzucające.

[zdjęcia: Bartosz Sokołowski]

Zeitkratzer [fot. Bartosz Sokołowski]
Zeitkratzer [fot. Bartosz Sokołowski]
Zeitkratzer [fot. Bartosz Sokołowski]
Zeitkratzer [fot. Bartosz Sokołowski]
Zeitkratzer [fot. Bartosz Sokołowski]
Zeitkratzer [fot. Bartosz Sokołowski]
Zeitkratzer [fot. Bartosz Sokołowski]
Supersilent [fot. Bartosz Sokołowski]
Supersilent [fot. Bartosz Sokołowski]
Supersilent [fot. Bartosz Sokołowski]
Supersilent [fot. Bartosz Sokołowski]
Staer [fot. Bartosz Sokołowski]
Staer [fot. Bartosz Sokołowski]
Keiji Haino + Stephen O'Malley [fot. Bartosz Sokołowski]
Keiji Haino + Stephen O'Malley [fot. Bartosz Sokołowski]
Keiji Haino + Stephen O'Malley [fot. Bartosz Sokołowski]
ZS [fot. Bartosz Sokołowski]
ZS [fot. Bartosz Sokołowski]
ZS [fot. Bartosz Sokołowski]
ZS [fot. Bartosz Sokołowski]
Fire! [fot. Bartosz Sokołowski]
Fire! [fot. Bartosz Sokołowski]
Fire! [fot. Bartosz Sokołowski]
Fire! [fot. Bartosz Sokołowski]
Fire! [fot. Bartosz Sokołowski]
Fire! [fot. Bartosz Sokołowski]