polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious

FONOMO Music & Film Festival 2014
Miejskie Centrum Kultury | Bydgoszcz | 10-11.10.14

Trzecią już edycję bydgoskiego festiwalu, poświęconego zestawianiu form filmowych z szeroko pojętą muzyką, nazwałbym odpowiedzią na pytanie: „jak dobrze zorganizować kameralny, ambitny mini-festiwal?”. FONOMO z założenia jest imprezą łączącą dwie dyscypliny sztuki, dzięki czemu dociera do różnorodnego grona odbiorców (co było doskonale widoczne podczas festiwalu), prezentując interesujące przypadki przenikania się dźwięku i wizualności. Bydgoski festiwal ma charakter tematyczny, a jednocześnie – co nie zawsze idzie w parze – erudycyjny i programowy. Dodając do tego fakt, że FONOMO jest imprezą w całości darmową, której towarzyszą warsztaty muzyczne, otrzymujemy festiwal o prawdziwie kulturotwórczym potencjale.

Stosunkowo skromny ilościowo line-up (każdego wieczoru dwa filmy i dwa koncerty) okazał się optymalny i wpłynął zdecydowanie pozytywnie na przyswajalność prezentowanego materiału, z którym słuchacz/widz mógł się komfortowo zapoznać bez wrażenia zmęczenia, czy przesytu. Niestety nie udało mi się dotrzeć na wieczór otwierający festiwal, kiedy na scenie pojawiły się zagraniczne składy Radian i Demdike Star, a na ekranie zaprezentowane zostały filmy „Zaklęcie, które odpędza ciemność” i „Samotność dźwięku”.

Drugi dzień FONOMO upłynął pod znakiem tzw. muzyki filmowej, jednak ujętej w niestandardowym zestawieniu. Wieczór rozpoczęła projekcja filmu „Kamień organiczny” w reżyserii Kuby Suchara, perkusisty Mikrokolektywu. Była to dla wielu pierwsza okazja do zapoznania się z filmem pierwotnie prezentowanym na wystawie we wrocławskiej galerii Awangarda. Afabularny obraz Suchara można nazwać rodzajem widowiska na pograniczu koncertu improwizowanego i surrealistycznej opowieści science-fiction. Tytułowy kamień to bliżej niezidentyfikowany, czerwony obiekt o kosmicznym rodowodzie, który wprowadza ferment w harmonijnym, leśnym ekosystemie, angażując uwagę enigmatycznej grupy badawczej, a także… mrówek. W filmie równolegle, obok zarysowanej historii metafizycznego kamienia zostaje zaprezentowana rejestracja leśnego koncertu trio o znamiennej nazwie Forest Underground, w którym obok Suchara gra Rob Mazurek oraz Kazuhisa Uchihashi. W krótkim panelu dyskusyjnym po projekcji „Kamienia…” Kuba Suchar zdradził, że było to w ogóle pierwsze muzyczne spotkanie japońskiego gitarzysty z amerykańskim trębaczem. Gra zespołu była abstrakcyjna, najeżona szczegółami i pełna subtelnych niuansów brzmieniowych, dzięki czemu doskonale korespondowała z enigmatyczną historią i medytacyjnymi kadrami. W momentach gdy kamera skupiała się na przyrodniczych detalach przypominały one psychodeliczne wizualizacje o intensywnej ekspresji kontrastującej ze spokojem i głębią leśnego pejzażu. Z mojej perspektywy najciekawiej wypadały momenty, w których muzyka towarzyszyła obrazowi w charakterze tła – ograniczyłbym liczbę sekwencji stricte koncertowych na rzecz plastycznych ujęć. Niezależnie od tego „Kamień organiczny” broni się jako interesująca i bezprecedensowa na polskiej scenie próba mariażu muzyki improwizowanej i sztuki wideo w formie pełnometrażowej. Jak zapowiedział Suchar zarówno muzyka, jak i film doczekają się wydania - póki co - w bliżej nieokreślonej przyszłości.

Środkową część wieczoru wypełniło ostatnie dzieło Jima Jarmuscha, na które publiczność festiwalowa przybyła tłumnie. „Tylko kochankowie przeżyją” jest filmem swoich czasów, wykorzystuje popkulturowy renesans postaci wampira i zestawia go z teatralną dekadencją współczesnej, hipsterskiej kultury indywidualizmu w formie neogotyckiego melodramtu. Wszystko zaprezentowane w typowo przewrotnym, niepodrabialnym stylu Jarmuscha. W filmie obok świetnej gry aktorskiej i znakomitych zdjęć niszczejącego Detroit elementem najbardziej charakterystycznym jest nagrodzona na Festiwalu w Cannes muzyka lutnisty Jozefa van Wissema, który zagrał na festiwalu solo bezpośrednio po projekcji filmu. Był to już trzeci raz kiedy miałem przyjemność słuchać występu Holendra, dlatego nie stanowił on dla mnie specjalnego zaskoczenia, które w przypadku niekonwencjonalnego instrumentu artysty często determinuje pierwsze reakcje na kontakt z tą muzyką. Twórczość van Wissema określiłbym jako skrajnie hermetyczną, opartą na minimalnych środkach wyrazu, dzięki którym muzykowi udaje się wykreować na koncercie prawdziwie unikatową, wzniosłą, a zarazem kameralną i melancholijną atmosferę. Dobra akustyka Sali Kina Orzeł i skupienie publiczności pozwoliło zaistnieć muzyce van Wissema w pełnej krasie.

Wieczór zwieńczył udany występ Mikrokolektywu, podczas którego duet zaprezentował rozimprowizowane wersje kompozycji z albumu „Absent Minded”. Gardłowe, brudne brzmienie trąbki Artura Majewskiego zręcznie wwiercało się w perkusyjne struktury sklecone z typową dla Suchara precyzją i wyczuciem. Najciekawiej wypadały momenty, w których trąbka przedzierała się przez własny pogłos, podkręcony przez delay na tle ascetycznej, elektronicznej faktury i gęstej, niekiedy wytłumionej perkusji. Koncert spotkał się z dobrym przyjęciem, choć frekwencja była zdecydowanie mniejsza niż w wypadku dwóch poprzednich punktów programu.

Znaczna część ostatniego dnia festiwalu upłynęła również pod znakiem Jarmuscha, lecz tym razem mniej znanego z braci – Toma. Publiczność miała okazję zobaczyć dwa filmy reżysera – ośmiominutowego „Alfredo” i pełnometrażowy dokument poświęcony miastu rodzinnemu miastu Jarmuscha, Cleveland pt. „Sometimes City”. Pierwszy obraz ukazywał fascynację bronią palną współczesnego artysty Alfredo Martineza. Eksperymentalnie zmontowany film został pozbawiony dźwięku, którego brak podkreślał złowieszczość przedstawionej tematyki. „Sometimes City” składało się natomiast wyłącznie z opowieści mieszkańców Cleveland dotyczących ich stosunku do miasta, w którym żyją. Tom Jarmusch wybierając „grupę badawczą” nie stosował żadnych ograniczeń, dzięki czemu z filmu wyłania się względnie pełny obraz społecznego pejzażu Cleveland. Portret podupadającej, ogarniętej przez gangi amerykańskiej metropolii i ludzi w niej mieszkających został zarysowany dość pesymistycznie, chociaż większość bohaterów podkreślała, że mimo wszystko kocha Cleveland i zależy im na rozwoju miasta. Montaż pozwalający na stopniowe wejście w świat poszczególnych postaci nadał całości niezwykle wciągającą narrację, a surowa realizacja dokumentu idealnie korespondowała z przedstawianą tematyką. W obu filmach reżyser objawił się jako wnikliwy obserwator rzeczywistości o dużym zmyśle socjologicznym i psychologicznej wrażliwości. Ponadto w „Sometimes City” między wierszami została zaprezentowana muzyka Cleveland, przez pryzmat jej twórców (np. ulicznego saksofonisty). Po projekcji zaproszony na festiwal Jarmusch ochoczo odpowiadał na pytania festiwalowiczów w panelu dyskusyjnym.

Ostatnim prezentowanym na FONOMO filmem było „20 000 dni na Ziemi”, fabularyzowany quasi-dokument poświęcony postaci Nicka Cave’a. Tytuł odnosi się do liczby dni, które artysta spędził na Ziemi w momencie rozpoczęcia nagrywania ostatniego albumu „Push the Sky Away”. Cave gra w filmie główną rolę i jest zarazem narratorem całości, przez co obraz nabiera cech nieco konfesyjnych. Artysta w licznych rozmowach (m.in. z psychoanalitykiem, Blixą Bargeldem, Warrenem Ellisem i Kylie Minogue) zastanawia się nad swoim dotychczasowym życiem artystycznym i prywatnym. Chociaż Cave zdradza wiele zaskakujących szczegółów ze swojej przeszłości, to bardzo wycyzelowana forma filmu sprawia, że właściwie ani razu widz nie zostaje dopuszczony dalej niż Cave by sobie tego życzył. „20 000 dni na Ziemi” staje się przez to bardziej stylizowanym autoportretem, czy autorefleksją gwiazdora w średnim wieku. Nawet jeśli dialogi utrzymane zostały w dosyć naturalnej, swobodnej formie, to już z narracji Cave’a nie trudno było wyłapać duże pokłady megalomanii (do której muzyk raz nawet sam się przyznaje). Jakkolwiek pseudofilozoficzne, patetyczne refleksje artysty mogły momentami irytować, film broni się jako interesujący rodzaj autobiografii kultywującej mit Nicka Cave’a, statecznego, samoświadomego rockmana po przejściach. Obszerne fragmenty sesji nagraniowej ukazujące proces twórczy artysty są bez wątpienia dużą wartością dodaną całego projektu.

Koncertowa część ostatniego dnia festiwalu była już dużo mniej związana z pokazywanymi wcześniej filmami. Solowy występ Raphaela Rogińskiego łączyło z obrazami Jarmuscha pewnego rodzaju estetyczne pokrewieństwo. Warszawski gitarzysta-etnomuzykolog doskonale porusza się po terytoriach rdzennej muzyki amerykańskiej, a styl jaki prezentuje na scenie jest oryginalną wypadkową rozmaitych inspiracji czerpanych z badań nad muzycznymi tradycjami. Koncert Rogińskiego był do pewnego stopnia bardziej energetycznym i zróżnicowanym odpowiednikiem występu van Wissema. Nad każdym z setów unosił się eteryczny, transowy klimat, choć w przypadku Rogińskiego miał on wymiar bardziej pierwotny i mniej okiełznany. Gitarzysta imponował znakomitym opanowaniem instrumentu, co przełożyło się na bardzo spójny, a zarazem różnorodny występ. Grę Rogińskiego oprócz charakterystycznego podejścia do melodii, cechuje znakomite opanowanie warstwy rytmicznej, która nadaje kompozycjom niezwykle hipnotyczny potencjał. Nastrojowy, wciągający koncert.

Na zamknięcie trzeciej edycji FONOMO wystąpiła tradycyjnie, jak co roku stworzona na tę okazję FONOMO Orkiestra. Trzydniowe warsztaty lokalnych artystów pod przewodnictwem zaproszonego muzyka wieńczą festiwal finałowym występem. Tym razem rolę lidera orkiestry objął trębacz Tomasz Dąbrowski silnie związany z duńską sceną muzyki improwizowanej. Orkiestra łącznie z Dąbrowskim liczyła 13 muzyków, co siłą rzeczy przełożyło się na potężne brzmienie i rozmach. Kompozycja, którą artyści zaprezentowali miała dosyć czytelną strukturę, wykorzystującą motywy ilustracyjne, nieco filmowe sekwencje melodyczne, płynnie przeplatając je bardziej złożonymi fragmentami granymi w podgrupach, czy wspólnymi, energetycznymi erupcjami. Muzycy nie uciekali również od przyjemnego big bandowego groove’u, który w przeciągu występu pozwalał artystom na złapanie większej swobody wykonawczej, chociaż w dalszym ciągu była to gra bardzo zdyscyplinowana. Dąbrowski jako lider sprawiał wrażenie jakby miał bardzo wyraźną wizję całości i precyzyjnie prowadził skład, a jednocześnie nie dominował nad zespołem jako solista, stawiając bardziej na demokratyczną relację pomiędzy artystami. Zgranie muzyków zrobiło na mnie duże wrażenie, a różnorodność brzmień jaką zaprezentowali w przeciągu około godzinnego występu nie dopuszczała wrażenia nudy. Zdumiewająco dobry rezultat biorąc pod uwagę stosunkowo krótki okres wspólnej pracy. Osobne brawa należą się Adamowi Krukowi odpowiedzialnemu za niekonwencjonalne, groteskowe wizualizacje towarzyszące występowi orkiestry (co ciekawe zadedykowane Jacques’owi Lacanowi). Artysta świetnie wpisał się w muzykę kilkunastoosobowego składu, nadając jej ciekawy, narracyjny background.

Z organizacyjnego punktu widzenia FONOMO prezentuje się naprawdę dobrze, za co zasługi należy przypisać Fundacji Nowej Sztuki Wet Music. Informacja wizualna w postaci plakatów, czy ulotek była w Bydgoszczy łatwo dostępna i czytelna, a przestrzeń Miejskiego Centrum Kultury w pełni sprostała rozmiarom wydarzenia. Chociaż była to moja pierwsza wizyta w mieście nie miałem właściwie żadnych problemów z dotarciem na imprezę. Program z roku na rok przybiera coraz ciekawszą formułę, która przy zachowaniu mimo wszystko dość kameralnego charakteru i konsekwencji tematycznej czyni z FONOMO imprezę atrakcyjną i odświeżającą, a jednocześnie bardzo esencjonalną. Jeśli tylko będę miał okazję chętnie wrócę do Bydgoszczy przy okazji kolejnej edycji.

[zdjęcia: Krzysztof Wójcik]

Kuba Suchar [fot. Krzysztof Wójcik]
Kuba Suchar [fot. Krzysztof Wójcik]
Jozef van Wissem [fot. Krzysztof Wójcik]
Jozef van Wissem [fot. Krzysztof Wójcik]
Mikrokolektyw [fot. Krzysztof Wójcik]
Mikrokolektyw [fot. Krzysztof Wójcik]
Tom Jarmusch [fot. Krzysztof Wójcik]
Raphael Rogiński [fot. Krzysztof Wójcik]
Raphael Rogiński [fot. Krzysztof Wójcik]
Fonomo Orkiestra [fot. Krzysztof Wójcik]
Fonomo Orkiestra [fot. Krzysztof Wójcik]
Fonomo Orkiestra [fot. Krzysztof Wójcik]
Fonomo Orkiestra [fot. Krzysztof Wójcik]
Fonomo Orkiestra [fot. Krzysztof Wójcik]