polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
Schloss Mirabell Ghosthour Diary

Schloss Mirabell
Ghosthour Diary

Florina Speth już w wieku 6 lat zaczęła uczyć się gry na fortepianie i wiolonczeli. Pięć lat później poszła do University Mozarteum Salzburg, a później regularnie koncertowała z orkiestrami i muzycznymi ensemblami. W między czasie zaczęła interesować się muzyką współczesną, miała także w swoim wykształceniu epizod naukowy, aż wreszcie postanowiła samodzielnie tworzyć pod szyldem Schloss Mirabell. Ghosthour Diary nie jest płytą łatwą – jeśli wierzyć że powstała późną nocą, przed snem, jak wskazuje tytuł, to dobrze oddaje jej charakter: jest trochę chaotyczna, koncentruje bardzo wiele brzmień i form muzycznych. Ta muzyczna chimera ma jednak charakter opowieści, pomimo najróżniejszych muzycznych zlepek. To album o błądzeniu, lawirowaniu na krawędzi; muzyczne wątki pojawiają się tu zawsze na chwilę, szmery i nagrania terenowe łączą się z dostojnym brzmieniem wiolonczeli. Elektroniczne sample są szatkowane i na nich Speth dokonuje jukstapozycji – zestawia ze sobą niepasujące do siebie elementy, nie pozwala im trwać, ale momentalnie je urywa, w większym stopniu narrację prowadząc w formie strumienia świadomości, aniżeli trwale wypracowanej, linearnej formy. Powracający "Promenade" strukturyzuje jej muzykę, trzymając w ryzach tę specyficzną ścieżkę dźwiękową, gatunkowego mutanta, który mimo industrialnych i metalicznych brzmień, zachowuje kameralny charakter. Ghostour Diary zdaje się być próbą zwaśnienia znalezionych dźwięków, ich strzępków i zużytego materiału, który zyskuje nowe życie i formę. Speth eksperymentuje niczym naukowiec, miesza w genotypie utworów, usilnie umieszczając utworach jak najwięcej swoich pomysłów. Często bardzo cichych i otwartych na eksperymenty, a zaraz melodyjnych, z zarysowanym lekko bitem czy bardziej dobpracowaną kompozycją. To płyta dziwna, niejednoznaczna, ale przez zlepkową formę, ciekawie sformatowaną, interesująca, pokryta mnóstwem ornamentów i łącząca wiele kierunków. Nie brakuje jej jednak dramaturgii i jej opowieściowy charakter trzyma całość w ryzach jako bardzo ciekawy album.

[Jakub Knera]