polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
WIDT Live in Edinburgh

WIDT
Live in Edinburgh

WIDT można nazwać rodzinnym projektem audiowizualnym, tworzonym przez siostry Antoninę Nowacką i Bogumiłę Piotrowską, z których pierwsza odpowiada za muzykę, druga za oprawę wideo. Formuła duetu, wykorzystującego dwa środki przekazu jest - jak na razie - najpełniej realizowana w przestrzeni internetowej. Debiutancka płyta WIDT to rejestracja improwizowanego koncertu, jaki Nowacka zagrała w styczniu 2014 w Edynburgu. Album właśnie ujrzał światło dzienne dzięki warszawskiemu Circon Int. i prezentuje niezwykle nastrojową, oryginalną muzykę wokalno-elektroniczną.
Głównym muzycznym narzędziem eksponowanym na krążku jest bardzo charakterystyczny wokal, a właściwie wokalizy, ponieważ w zasadzie żadne słowo z ust Nowackiej nie pada – głos traktowany jest jak instrument, tworzący oniryczne pejzaże dźwiękowe. Gdyby nie warstwa elektroniczna, można by było zarzucić płycie WIDT pewną archaiczność, bądź monotematyczność środku wyrazu, jednak niepokojące, odrobinę old-schoolowe syntezatorowe podkłady idealnie uzupełniają śpiew Nowackiej, a zarazem nadają całości bardziej nieoczywisty wymiar. Znakomicie słychać to już na samym początku albumu, kiedy wokal płynnie wplata się w hipnotyczną strukturę nieco industrialnej elektroniki. WIDT tworzy dźwięki w czasie rzeczywistym, przetwarzając śpiew, nakładając na niego pogłos, delay, zapętlając niektóre fragmenty i tworząc kanon. Prawdopodobnie album mógłby zostać nagrany bez asysty elektronicznych podkładów i maszyny perkusyjnej, wykorzystując jedynie imponujące możliwości głosu Nowackiej, jednak właśnie zespolenie wokalno-elektroniczne nadaje płycie tak ciekawy, oryginalny styl – z jednej strony delikatny, ulotny, z drugiej natomiast duszny, miejski, dziwaczny, surrealistyczny. Improwizacja został potraktowana przez artystkę z dużą wyobraźnią i dbałością o spójność przekazu, który choć nie można mu odmówić jednorodności, nie pozwala na nudę. W pewnym momencie wokal przestaje być postrzegany jako głos sensu stricte, a staje się integralną częścią muzycznej impresji, którą można śledzić z uwagą, bądź po prostu zatopić się bezmyślnie w psychodelicznym klimacie, popłynąć z dźwiękiem.
Ciekaw jestem rozwinięcia formuły wypracowanej przez WIDT w postaci albumu studyjnego, jednak z drugiej strony zbyt duża konceptualizacja mogłaby pozbawić muzykę spontaniczności, leniwego, marzycielskiego charakteru, który postrzegam jako czynnik zdecydowanie pozytywny. Szkoda, że płyty nie dopełnia część wizualna, deklarowana jako integralna część projektu. Póki co musi ją zastąpić wyobraźnia, ewentualnie zagadkowa, szkatułkowa strona internetowa. Niezwykła, senna muzyka, z którą zdecydowanie warto się zmierzyć.

[Krzysztof Wójcik]