polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
Angles 9 / Martin Küchen Injuries / And Everything Inside Came Down As Dust

Angles 9 / Martin Küchen
Injuries / And Everything Inside Came Down As Dust

Muzyka Martina Küchena łączy w sobie niesłychany talent kompozytorski z eksperymentalnymi sonorystycznymi poszukiwaniami. Co ciekawe Szwed zwykle nie dąży do syntezy tych elementów, lecz prezentuje każdą ze swych twarzy na innym polu muzycznej aktywności. Kolektywne, bigbandowe Angles, czy niepokorny, free jazzowy Trespass Trio, to zespoły, w których Küchen zamyka muzyczną wizję w formy kompozycyjne o mniej lub bardziej luźnej strukturze, lecz ewidentnie opartej o jazzowe podstawy. Zupełnie inna filozofia grania, a może bardziej konceptualizacja brzmienia towarzyszy saksofoniście w projektach takich jak Looper, czy w nagraniach stricte solowych. Są to płaszczyzny, w których operuje rubieżami dźwięku saksofonu, grając zupełnie poza idiomem. W maju tego roku Küchen uzupełnił dyskografię o album solowy, oraz pierwszy studyjny materiał grupy Angles.

Angles to kolektyw, skupiający śmietankę skandynawskich improwizatorów, którzy pod wodzą Martina Küchen wykonują jego autorską muzykę. Skład nie ma stałej liczby członków, a obecna odsłona to zbiór 9 muzyków: Alexander Zethson (p), Andreas Werliin (d), Eirik Hegdal (bs), Goran Kajfes (cor), Johan Berthling (b), Magnus Broo (t), Martin Küchen (as/ts), Mats Aleklint (tb), Mattias Ståhl (vib). Imponujący zestaw nazwisk, z których właściwie każde odsyła do innych znakomitych projektów. Jednym, który sporą część muzyków Angles spaja jest znakomite Fire! Orchestra Matsa Gustafssona. Warto jednak zaznaczyć, że skład Küchena (notabene też członka F!O) prezentuje zupełnie inną, lecz niemniej fascynującą muzyczną wizję, nazwałbym ją bardziej cyrkularną.

Płyta Injuries wydana w prestiżowym, portugalskim Clean Feed, prezentuje 7 pasjonująco rozwijających się utworów. Angles 9 to big band w najlepszym tego słowa znaczeniu - zespół, który służy do realizacji kompozytorskiego zamysłu, grający z kolektywnie napędzaną werwą. Muzykę Küchena dla Angles charakteryzuje oparcie o specyficzne melodyczne tematy, często oparte o szalony, swobodny groove, niekiedy budując na nim cały utwór. Kompozycje rozwijają się dość przejrzyście, a bogactwo aranżacyjne, poukładanie poszczególnych sekcji sprawia, że muzyka kolektywu zyskuje imponujące, potężne brzmienie, do którego oszczędne, mało ekspansywne partie solowe doskonale pasują. Injuries z wyjątkiem utworu „In Our Midst” znanego z poprzedniego wydawnictwa, prezentuje kompozycje premierowe, a zarazem jedne z najlepszych utworów, jakie Küchen do tej pory dla Angles napisał. W dalszym ciągu zespół nie brzmi skandynawsko, wykorzystuje melodykę geograficznie zdecydowanie bliższą równikowi, niekiedy przypominającą charakterystyczne tematy Mulatu Astatke, czasami dźwięki z rejonów basenu morza śródziemnego. Z kolei instrumentarium odsyła słuchacza bezpośrednio do Nowego Orleanu. Tym razem brzmienie zespołu zostało w dużej mierze oparte na dźwiękach pianina, choć dotychczas dominujący wibrafon umiejętnie je dopełnia. Znakomita sekcja dęta gra bardzo rytmicznie, a zarazem swobodnie i z fantazją, nie uciekając od okazjonalnych dialogów. Perkusja i bas nie pozwalają kompozycjom rozlecieć się na drobne, napędzają całość jak dobrze rozgrzana lokomotywa, która niekiedy ulega pozytywnym, bardzo poukładanym wykolejeniom. Ogólnie rzecz biorąc strona rytmiczna jest dla mnie kluczowa w recepcji tego albumu. Utwory, zwykle ponad dziesięciominutowe, rozbudowane strukturalnie, wielowątkowe opowieści, zostały skomponowane przez Küchena z wyczuciem i wyobraźnią, która przez ponad godzinę nie pozwala słuchaczowi na spadek uwagi, a bardzo często wodzi ją za nos niestandardowymi rozwiązaniami. Injuries prezentuje cały wachlarz emocji, z których z pewnością jedna jest wspólna każdej kompozycji – intensywność, niepozwalająca przejść obok tej muzyki obojętnie. Najlepsza płyta dużego składu, jakiej w tym roku przyszło mi słuchać, a być może najlepszy album w całej dyskografii Angles.

Solowy album Küchena …And Everything Inside Came Down As Dust, został nagrany w Wiedniu pod koniec zeszłego roku w zabytkowej Expedithalle z 1912 roku. Porównując materiał z krążka do płyty Injuries Angles 9, ciężko uwierzyć, że za jednym i drugim wydawnictwem stoi ta sama osoba. Küchen na …And Everything Inside Came Down As Dust brzmi bardziej jak dźwiękowy abstrakcjonista, a nie saksofonista uprawiający muzykę jazzową. Artysta skupia się na powoli rozwijanych sonorystycznych tematach, które przywodzą na myśl muzykę eksperymentalną, subtelną, audiofilską, o nieco noise’owym, industrialnym sznycie. Saksofon w rękach Küchena zatraca swoje instrumentalne cechy dystynktywne, traktowany jest jako narzędzie do generowania immanentnej sonicznej przestrzeni pełnej szumów, rytmicznych sekwencji, przedęć i innych, niezidentyfikowanych odgłosów preparowanego dęciaka i okazjonalnych melodyjek. Te ostatnie brzmią trochę jak klawisze podpięte do zdezelowanego małego radyjka tranzystorowego i dorzucają do całości aurę tajemnicy - album nie wyjaśnia, czym owe odgłosy są w rzeczywistości. Właściwie w pewnym momencie słuchacz zapomina o źródle dźwięku, ponieważ wydaje się ono zbyt nieprawdopodobne i wtedy zaczyna się prawdziwa zabawa. Küchen wydobywa z instrumentu sonorystyczny potencjał kojarzony bardziej z subtelnym noise’m, choć potrafi z abstrakcyjnych elementów stworzyć również miniaturowe melodie, bądź rytm, który brzmi niemalże elektronicznie. Mikrostruktura dziwacznych, prymitywistycznych odgłosów pobudza wyobraźnię dalece bardziej niż skomplikowana saksofonowa solówka. Przestrzeń akustyczna nagrania – gigantyczna hala targowa – słyszalna jest okazjonalnie i tutaj widziałbym trochę niezrealizowany potencjał albumu. Gdy jednak pogłos zaczyna działać, nadaje nawet najdrobniejszym dźwiękom rangę sonicznych fenomenów. Album w pewnym sensie pokazuje granice możliwości saksofonu, jako instrumentu zdolnego do samodzielnego funkcjonowania. Nie jest to płyta porywająca, bardziej przypomina doświadczanie zdumiewającego eksperymentu, którego efekty powoli zaczynają fascynować i wciągać. Świadectwo dużej muzycznej fantazji, wpisujące się znakomicie w kontekst awangardowej sceny austriackiej, środowiska, w którym płyta została nagrana.

[Krzysztof Wójcik]