polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
Second Exit Spoon

Second Exit
Spoon

Płyta Spoon to już 26 muzyczny produkt uzupełniający katalog stajni For Tune Records i jak przystało na warszawskie wydawnictwo zrealizowany został z pietyzmem: tradycyjną już dbałością o czarno-białą okładkę i różowe obrandowanie. W momencie wciśnięcia „play” kończy się jednak przewidywalność, a zaczynają niespodzianki. Second Exit na papierze wygląda prawie jak klasyczny jazzowy kwartet i początkowo nawet brzmi jak skład jeden z wielu. Pozory jednak mylą, a im dłużej słucham Spoon, tym bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że konwencja jest dla muzyków tylko pretekstem do jej zręcznej modyfikacji, podważania bądź łamania.
W składzie Second Exit pojawiają się muzycy polscy: Piotr Łyszkiewicz (saksofon tenorowy i sopranowy), Michał Trela (perkusja), Piotr Zabrodzki (bass, syntezator, pianino) oraz gość z zagranicy Ove Volquartz (basklarnet i saksofon sopranowy). Album został podzielony na trzy kompozycje, a każda z nich posiada dość dużą muzyczną gęstość, jest to jednak gęstość klarowna i umiejętnie budowana. Utwór „Well Ride” otwierający zestaw przechodzi ciekawą ewolucję. Od powoli rozkręcających się dęciaków Łyszkiewicza i Volquartza na tle delikatnego, hipnotycznego podkładu Zabrodzkiego, poprzez solo Treli, wpadając nagle w dialog saksofonów sopranowych, które niepostrzeżenie stają się esencją całego kawałka. Furia prześcigających się instrumentów wytwarza specyficzny, psychodeliczno-kakofoniczny efekt. Kolejna, blisko półgodzinna kompozycja „Mysterious Colours” jest o wiele bardziej wyciszona, subtelna, a poszczególne jej elementy budowane są niespiesznie, w skupieniu i poszanowaniu ciszy. Muzycy z dość udanym skutkiem starają się zbudować immanentne dźwiękowe uniwersum, które po pewnym czasie zbacza jednak na bardziej jazzowe, konwencjonalne tory. Tradycyjne brzmienie jest nieustannie rozpuszczane specyficzną grą Zabrodzkiego, która nadaje całości bardziej współczesny charakter. Utwór zamykający płytę oparty został na dźwiękach fortepianu utrzymanych w stylistyce retro. Powoli na ich kanwie melancholijną improwizację buduje perkusja i saksofony. Kawałek brzmi jak przewrotny hołd złożony tradycyjnym jazzowym bandom, przygrywającym w latach 50. w eleganckich, nowojorskich lokalach.
Spoon to płyta ciekawa, nieprzegadana, na której dzieje się bardzo wiele. Muzycy sprawiają wrażenie jakby bawili się konwencją muzyki jazzowej, delikatnie eksperymentując z psychodelicznym brzmieniem i transowymi rozwiązaniami aranżacyjnymi. Szkoda, że album prawdopodobnie nie zostanie uzupełniony koncertami - jest raczej rodzajem dokumentu upamiętniającego zamknięty etap. Z mojej perspektywy dalszą współpracę z Ove Volquartzem polscy muzycy mogliby rozwinąć w coś jeszcze bardziej interesującego niż Spoon.

[Krzysztof Wójcik]