polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
Piotr Damasiewicz Quartet Mnemotaksja

Piotr Damasiewicz Quartet
Mnemotaksja

Mnemotaksja to płyta z gatunku powrót do przeszłości – została nagrana sześć lat temu. Muzycy wówczas jeszcze nie tak znani jak dziś – Gerard Lebik (saksofon), Wojciech Romanowski (perkusja), Maciej Grabowski (kontrabas) i sam Damasiewicz (trąbka) – zrealizowali muzykę niezwykle złożoną, a zarazem dogłębnie przemyślaną, zdawać by się mogło na każdym kroku.
Pokuszę się o stwierdzenie, że artyści występujący na Mnemotaksji, choć niewątpliwie można ich było jeszcze wtedy uznawać za debiutantów (chronologicznie jest to pierwsza płyta Damasiewicza), brzmią na albumie niesłychanie dojrzale i samoświadomie. Być może jest to zasługa kompozytorskiego i aranżacyjnego talentu lidera, niemniej pod względem instrumentalnych możliwości każdy pokazuje na nagraniu imponujący talent i wyczucie. Wyczucie, ponieważ jest to płyta bardzo subtelna, w której nacisk położony został na niuanse aranży, dopełniające się sekcje dętą i rytmiczną, dialog Damasiewicza z Lebikiem, pulsujący kontrabas Grabowskiego wtapiający się zręcznie w niezwykle swobodną i otwartą grę Romanowskiego. Gdy słucham rozbudowanych kompozycji z Mnemotaksji, skojarzenie wiodą mnie w stronę klasycznego etapu Milesa, jeszcze zanim odrodził się wymyślając fusion. Na albumie można zauważyć świadome odniesienia do dawnych mistrzów, choć nie są one ortodoksyjne. Muzycy niezwykle szanują przestrzeń akustyczną i ich wypowiedzi są przemyślanymi, finezyjnymi monologami zgrabnie ze sobą połączonymi. Być może zaważył na tym mistyczny kontekst miejsca - materiał przygotowano w neobarokowy kościele Baptystów we Wrocławiu. 
Zdecydowanie Mnemotaksji powinno się słuchać w skupieniu i uwadze, ponieważ kompozycje mają charakter złożonych, zaskakująco rozwijających się układanek. Brawa należą się również produkcji dźwięku, która doskonale wydobywa barwę każdego z instrumentów – słychać to wyraźnie, kiedy muzycy grają wspólnie, a Grabowski traktuję kontrabas smykiem. Jest to płyta długa, w której można wręcz utonąć pod wpływem specyficznej, dobrej, jazzowej nudy – kiedy perkusja cyka miarowo, a pozostałe instrumenty wykazują niespieszną dokładność i dyscyplinę. Jak zaznaczyłem jest to nuda dobra, stan pozwalający na niezobowiązujący strumień świadomości.

[Krzysztof Wójcik]