polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
the body (+ the haxan cloak) i shall die here

the body (+ the haxan cloak)
i shall die here

Współpraca The Body z The Haxan Cloak przy wydanym właśnie I Shall Die Here stanowi najpotężniejszy duet producentów tego roku. Twórcy około doomowych eksperymentów przebywając w jednym studiu z objawieniem brytyjskiej sceny ambient stworzyli coś, co wymykając się wszelkim klasyfikacjom, porównaniom czy oczekiwaniom, wyznacza nowy poziom artystycznych koncepcji zawartych w muzyce eksperymentalnej, zwłaszcza jeśli chodzi o jej najcięższy gatunek. Sześć kompozycji powoli i spokojnie angażuje percepcję słuchacza, powodując swoisty rodzaj paraliżu łączącego strach z dezorientacją.

Ambientowy wojaż rozpoczyna się od prostych, perkusyjnych uderzeń, sludżowego, wolnego tempa oraz wyrazistych dronów. Rozluźnienie dość nagle zanika w połowie trwania premierowego utworu, kiedy pojawiają się charakterystyczne dla dotychczasowej działalności The Body, pochodzące gdzieś z oddali schizofreniczne piski, krzyki oraz echa. Ich obecność za każdym razem przyprawia o szybsze bicie serca, a intensywne tętno podtrzymuje drugi, zaczynający się monologiem „Alone All The Way”. Silnie skoncentrowany na basowym motywie powstałym z przesterowanych gitar i jednostajnej perkusji, przywołuje na pierwszy plan psychodeliczny ryk, którego z czasem zastępują coraz obfitsze uderzenia bębnów. Jest druzgocąco, a już po chwili w trzecim na płycie „The Night Knows No Dawn”, muzycy serwują gigantyczną, ciężką, migrenową plamę, niezmiennego i cudownie uporczywego dźwięku, który stanowi jednocześnie doskonałe oczyszczenie przed technicznym i agresywnym „Hail To Thee, Everlasting Pain”. Z doomowej, ponurej rzeczywistości wyłania się perfekcyjny elektroniczny wszechświat, który przepoczwarzając się we wstrząsający hałas niszczy jakiekolwiek wizje porządku, oddając coraz większe pole destrukcji. Genialna pozycja idealnie ukazuje kunszt wynikający z kooperacji talentów i muzycznych stylów pochodzących z różnych światów artystów. Piąty, zarazem przedostatni „Our Souls Were Clean” jest dopiero pierwszym, na którym można usłyszeć tradycyjnie brzmiące gitary. Warto jednak było czekać z tym wejściem aż do tego momentu. Industrialne wstawki, opętany jazgot, wiercący dziurę w umyśle intensywny bas plus uderzenia bębnów, które nagle przerywa bezduszna cisza to optymalnie dobrany szczytowy punkt płyty, którego swoim smyczkowym wstępem ciekawie skontrastuje bardzo natężony „Darkness Surrounds Us”.

Awangarda przyjmująca postać dość przerażającego i momentami niezidentyfikowanego hałasu robi ogromne wrażenie. Znakomicie wyważone proporcje stylów pozwoliły stworzyć na I Shall Die Here doskonały, bardzo bogaty kompozycyjnie organizm. Organizm, z którym spotkanie, zagwarantuje odczucia najgłębszych doznań i ekscytacji, jakie może nieść ze sobą muzyka.

[Dariusz Rybus]