polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
Daniel Avery  Drone Logic

Daniel Avery
Drone Logic

Jednym z największych objawień tegorocznego festiwalu Primavera Sound był angielski didżej Daniel Avery. Jego premierowy album nie pozostawi obojętnym nikogo, kto w muzyce elektronicznej poszukuje odrobiny eksperymentu, nutki psychodelii oraz intensywności utrzymanych w stylistyce techno/ deep house.

O Drone Logic można powiedzieć, iż jest zaadresowany przede wszystkim dla cierpliwych. Różnorodność, porządek, bogactwo bardzo przemyślanych wątków przy pierwszych podejściach może zmęczyć zwłaszcza tych, którzy lubią didżejów jasno i klarownie osadzonych w konkretnej manierze oraz stylu grania. Avery'emu udało się uniknąć zaszufladkowania, przez co do odsłuchu płyty niezbędne są duża uwaga oraz zaangażowanie.

Siłą każdego ponadprzeciętnego czy choćby bardzo dobrego debiutu jest rzucający na kolana wstęp. Tutaj taką rolę pełni wybuchający niczym wulkan „Water Jump”, w którym udało się znaleźć idealny punkt łączący trudną do okiełznania żywotność z nostalgią. To jeden z tych utworów, w których flow zdaje się nie mieć końca, w związku z czym mógłby on trwać nawet ze dwa kwadranse, a nie „tylko” dziewięć minut jak ma to miejsce w tym przypadku. Przeplatające się wzajemnie bas, prężne bity, sample, falujące pogłosy, zapętlony wokal hipnotyzują, a nagromadzone w większej ilości uderzenia eksplodują cierpliwie dopiero w okolicach piątej minuty, tworząc jeden z najlepszych housowych kawałków obecnego sezonu koncertowego. Techniczny majstersztyk. Następujące po nim, bardzo energetyczny i wielowątkowy „Free Floating” oraz dla odmiany oszczędny w środkach, jednostajny, transowy „Drone Logic”, zamykają pierwszą część krążka, którą wyróżnia wielowarstwowość struktur oraz dynamizm.

Od czwartego „These Nights Never End” usłyszymy już produkcje, w których większy nacisk położono na intensywność, nie na energię. Odnotowujemy harmonijne przejście w acidową psychodelię. Natrętność motywów pozytywnie rozluźnia, szczególnie na tle rozbudowanych dotychczas kompozycji. Nie traci na tym napięcie, które w mistrzowskim stylu utrzymane jest choćby w piątym „Naive Response”. Genialnie zestawiono w nim przesterowania, gongi oraz wpleciony w całość kobiecy szept. Punktem kulminacyjnym tej części wydawnictwa są jednak siódmy „Need Electric” oraz ósmy „All I Need”. Pierwszy z nich stanowi najtrudniejszy i najmocniej natężony utwór na płycie. Charakteryzuje go duszący klimat oraz ciągłe budowanie przestrzeni. Drugi z nich na zasadzie kontrastu jest pełen prostoty i surowości. Znakomite zestawienie.
Moment wytchnienia przychodzi dopiero w połączonych ze sobą ambientowym „Spring 27” oraz minimalistycznym „Simulrec”. Następuje idealne wyciszenie. Wyciszenie, które przerwie dance’owo–chilloutowe zakończenie w postaci najbardziej orzeźwiającego i rozluźniającego w zestawie „New Energy (Live Through It)” oraz wkręcającego w parkiet „Knowing We'll Be Here”.

Ogromna pomysłowość, talent oraz wyczucie spinają w całość jakże różnorodne i bogate w wątki, partie Drone Logic. Świetnie dobrane i rozbudowane elementy detroit techno, acid house, minimalu powodują, iż na odbiorcę czeka prawie 70 minutowa moc wrażeń, pozbawionych jakichkolwiek słabszych momentów czy przestojów. Wydawnictwo doskonale nadaje się zarówno do słuchania w klubie jak i w domu.

[Dariusz Rybus]