polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
Hakon Stene Lush Laments For Lazy Mammal

Hakon Stene
Lush Laments For Lazy Mammal

Hakon Stene to norweski perkusista mający w dorobku współpracę z Pantha Du Prince czy Nilsem Oklandem, muzykiem grupy 1982, której album recenzujemy w niniejszym numerze. Punktem wyjścia dla jego najnowszego – wcale nie perkusyjnego – solowego albumu, który niedawno ukazał się w Hubro Records, są kompozycje Gavina Bryarsa, Christiana Wallumroda, samego Stene i wreszcie Laurence’a Craine’a, autora sześciu z dziewięciu wypełniających płytę utworów. Fortepian, gitara, wibrafon, marimba i wiolonczela wykorzystane przez Hakona Stene i czwórkę gościnnie pojawiających się muzyków mogłyby zwiastować bogatą, kwiecistą całość, ale mamy tu do czynienia z cierpliwie budowanym, chłodnym, medytacyjnym minimalizmem, z unoszącym się gdzieś nad nim duchem Mortona Feldmana. Prostota wolno wybrzmiewających pojedynczych dźwięków wibrafonu, statyczne fortepianowe pasaże, maźnięcia strun gitary i wiolonczeli, ambientowe linie i dronowe harmonie szczelnie domykające gdzieniegdzie dźwiękową przestrzeń – wszystko jest dawkowane z właściwą oszczędnością i bez pośpiechu (kilkusekundowe przerwy między utworami to pewnie nie przypadek), wprowadza w delikatny trans, chwilami (zwłaszcza przedostatnia kompozycja) gdzieś na granicy rozedrgania i neurotyczności. I mimo zbyt czytelnego, nieco banalnego zamknięcia trzyma w napięciu i pełnej koncentracji. Pierwsza przygoda z płytą przyniosła przyjemne załamanie upływającego czasu sprawiając, że prawie godzina muzyki minęła w niemal bezustannej kontemplacji tego ascetycznie tkanego pejzażu – hipnotyczna moc albumu z czasem jednak gdzieś trochę ucieka i w ostatecznej ocenie całości pozostawia rozdartym. Niemniej, klimatowi Lush laments for lazy mammal warto dać się ponieść.

[Marcin Marchwiński]