polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
Datashock Keine Oase in Sicht

Datashock
Keine Oase in Sicht

Krautrock obecnie zbyt często jest nadmiernie eksploatowany w formie długich, rozwijających się suit, których struktura przypomina prostą linearną formę. Od ciszy, przez motoryczne narastanie, po eksplodujący finał – to zazwyczaj zjadanie własnego ogona, a etykietka tego gatunku bardzo często sugeruje z czego składa się kompozycja. Niemiecki skład Datashock z płyty na płytę coraz ciekawiej obala tę tezę. Po pierwsze, słychać, że to kolektyw, w większym stopniu razem jammujący, improwizujący, który buduje aranżacje na bazie zróżnicowanych brzmień i bogatego instrumentarium, z jednej strony mocno czerpiącego z dorobku muzyki rockowej, z drugiej efektownie pobudzającego ucho folkowymi wpływami. Po drugie, Datashock zdają się więcej przyjemności czerpać we wspólnym dialogowaniu, miarowo rozwijających się utworach, leniwie snując swoje muzyczne partie, które w zasadzie – jak znajdująca się w tytule oaza – czasem jawią się trochę bez celu, a kiedy indziej efemerycznie i punktowo zaznaczają swoją obecność. To stanowi o trzecim elemencie, bowiem próżno szukać tutaj efektownych, eksplodujących utworów. Owszem, takich momentów nie brakuje, ale już otwierający płytę "Mudschahidin der Liebe" pokazuje, że nie to jest najważniejsze: nie liczy się cel, znaczenie maimprowizowanie i budowanie transu. Datashock jest niczym muzyczna karawana, przetaczająca się przez wydmy pustyni, ospale zmierzająca w obranym kierunku, łącząc jedenaście lat swojej działalności: kolektywne doświadczanie, budowaną skrupulatnie własną wersję freak-folku i elementy prostych, narastających struktur. Czasem wplatają w to bardziej powariowane brzmienia jak w new age’owskim "Ekstase der Wahrheit" gdzie buzujący syntezator jest kontrapunktowany przez free jazzowy saksofon. Ale ten zespół może wiele i te muzyczne kolaże okazują się bardzo dobrymi posunięciami. 

[Jakub Knera]