polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
Yoschio Machida Music for the Synthi

Yoschio Machida
Music for the Synthi

Ostatnio wśród muzyki tworzonej na syntezatorach modularnych, trafiam przede wszystkim na kompozycje głośne, brzmiące potężnie, na swój sposób obezwładniające. Takie są dokonania Keitha Fullertona Whitmana, rytmiczne, gęsto wypełnione strukturami utwory Pawła Kulczyńskiego, czy najmocniejsza, płyta-rzeźba Lincoln Sea Roberta Piotrowicza. Dlatego bardzo mocno kontrastuje z nimi Music for the Synthi Japończyka Yoschio Machida, album subtelny, dryfujący na granicy ciszy, zaledwie raz wybuchający z impetem. Tytułowe Synthi to podręczny analogowy syntezator, stworzony na początku lat 70., jak na owe czasy odróżniający się rozmiarem (jego starsi koledzy byli wielkości trzydrzwiowej szafy) oraz matrycą modulacyjną, zupełnie inną od typowych klawiatur używanych w ówczesnych moogach. Machida, który z gatunkami i formą eksperymentować lubi już od ponad dekady, nie wyciska ze swojego urządzenia wszystkich możliwości, a raczej oszczędnie cedzi dźwięki, budując skromne, delikatne pasma, wykorzystujące pojedyncze sygnały, rzadko kiedy w bardziej złożonej i rozbudowanej formie. Brak tej płycie zwięzłej narracji, raczej usypiająco się tli, prezentując mało wyraziste faktury, mikrotony, przypominające instalację, delikatnie buzujące pola magnetyczne, w których trudno o dramaturgię i zwięzłą fabułę. Machida komponuje trochę tak, jakby się tym instrumentem bawił, korzystał z niego jak z zabawki, ale taka forma jednocześnie uwodzi i interesuje. Naciskiem na detal, współbrzmienie ciszy i bardzo oszczędnym, minimalistycznym wykorzystaniem tej podręcznej walizki.

[Jakub Knera]