polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious

Fennesz
Pardon To Tu | Warszawa | 19.08.14

Kluczowym wydarzeniem pierwszego z dwóch koncertów Fennesza w Pardon To Tu było bezprecedensowe (i dość widowiskowe jeśli stało się blisko) spalenie się wzmacniacza po kilkunastu minutach koncertu. Choć natychmiast zamilkły monitory sceniczne i muzyk stracił odsłuchy (także dźwięk na sali uległ wyraźnej zmianie), Fenesz nie przerwał koncertu i to było błędem. Kolejne 10 minut, zanim podłączony został nowy wzmacniacz, na pechowej linii wróciło napięcie i monitory znów zagrały, kontynuował występ, nawet intonując (jeśli pamięć mnie nie myli) tytułowy utwór z Becs "Liminality". To zniechęcone, wymuszone granie bez monitorów rzuciło cień na resztę koncertu, w której dotarcie do końca zdawało się głównym celem, zwłaszcza, że brzmienie po tej awarii było dość kwadratowe, wzmagając wrażenie, że występ polega przede wszystkim na łączeniu gitarowych melodii ze ścieżkami przygotowanymi w laptopie. Bynajmniej nie był to najgłośniejszy koncert w Pardon, ani najbardziej zawiły dźwiękowo, ale na pewno najbardziej pechowy i swąd spalonych kabli będzie chyba najbardziej trwałym z niego wspomnieniem. Po tym wieczorze muzyka Fenesza jest dla mnie w jeszcze większym stopniu zjawiskiem studyjno-płytowym.

[zdjęcia: Piotr Lewandowski]

Fennesz [fot. Piotr Lewandowski]
Fennesz [fot. Piotr Lewandowski]
Fennesz [fot. Piotr Lewandowski]