polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
Dawn of Midi Dysnomia

Dawn of Midi
Dysnomia

Dawno nie słuchałem płyty tak spójnej i jednorodnej jak Dysnomia, na której rygor brzmienia zdeterminował właściwie każdą minutę nagrania. Nowojorski zespól Dawn of Midi to skład, który w jazzie określony byłby jako piano trio. Jednak nie do końca w przypadku Dysnomii z jazzem mamy do czynienia, muzycy pochodzą z Azji i Afryki, a granice miedzy brzmieniem poszczególnych instrumentów ulegają na płycie iluzorycznemu zatarciu. Amino Belyamani, Aakaash Israni i Quasim Naquvi są muzykami, którzy śmiało mogliby wykorzystać pochodzenie i grać etno jazz, tudzież poruszać sie w niefortunnie nazwanej muzyce świata, zamiast tego trio posługując sie klasycznym, akustycznym instrumentarium, tworzy muzykę, którą ciężko jednoznacznie sklasyfikować, choć termin future jazz mógłby być na miejscu.
Kulisy powstania albumu są niemniej frapujące, co muzyka na nim zawarta. Dysnomia krystalizowała się w swej formie przez dwa lata, podczas których muzycy intensywnie pracowali nad każdym dźwiękiem. W wywiadach artyści podkreślają, że duże znaczenie miało dla nich granie prób w całkowitych ciemnościach, dzięki czemu mogli się skupić tylko i wyłącznie na spójności brzmienia. Gdybym nie wiedział, że album nagrało jazzowe trio, pomyślałbym, że obcuję z muzyką elektroniczną. Stałoby się to za sprawą rytmu, a właściwie polirytmii, w której momentami aż trudno się połapać i właściwie próby nie mają większego sensu. Preparowany fortepian niejednokrotnie przejmuje rolę kontrabasu i na odwrót, natomiast perkusja niesamowicie zręcznie operuje dźwiękami bębnów. W efekcie na Dysnomii zaciera się granica między melodią a rytmem, a muzyka nieustannie gna naprzód zmieniając tematy z zaskakującą płynnością. Dyscyplina, z jaką muzycy podeszli do nagrania płyty, dbałość o matematyczną dokładność struktury brzmieniowej przypomina mi trochę minimalizm spod znaku Steve’a Reich’a, a w szczególności kompozycję Drumming. Podobnie jak australijskie The Necks muzycy redefiniują możliwości akustycznego piano trio.
Nie wyobrażam sobie innego słuchania płyty Dawn of Midi niż w całości, od początku do końca – wówczas koncept jaki trio zastosowało na Dysnomii oddziałuje najbardziej, a odsłuch zmienia się w hipnotyczny seans. Grupie udała się rzecz niebywała, ponieważ stworzyła muzykę, która jest bogata pod względem czysto intelektualnego planu, choć brzmi nieco mechanicznie jest niezwykle emocjonalna, a jednocześnie funkcjonuje doskonale jako motoryczny podkład, który mógłby być określony terminem akustyczny techno jazz. Jednak przypisywanie stylistycznej terminologii i rozkładanie płyty na czynniki pierwsze w przypadku Dysnomii nie jest konieczne. Wystarczy ją włączyć i popłynąć z dźwiękiem, który powoli zacznie działać podprogowo.

[Krzysztof Wójcik]