polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
Charlemagne Palestine + Z'EV / Z'EV + Hati Rubhitbangklanghear Rubhitbangklangear / Collusion

Charlemagne Palestine + Z'EV / Z'EV + Hati
Rubhitbangklanghear Rubhitbangklangear / Collusion

Nie jestem koneserem Z’EVa, ale podziwiam jego zdolność do konsekwentnej wypowiedzi w oparciu o skromne środki i pomysłowość. Jego solowy koncert na tegorocznym CoCarcie w Toruniu, na którym artysta korzystając z jednego bębna obręczowego i sprytnego systemu wzmacniaczy, słoików i żarówek tworzył i muzykę i obraz, był tego doskonałą ilustracją. Charlemagne Palestine to również wyjątkowy i chadzający własnymi ścieżkami twórca – czy gra na fortepianie, laptopie czy na kieliszkach, jego połączenie ekstrawagancji ze skupieniem robi duże wrażenie. Pierwszym instrumentem, od którego rozpoczął się podróż Palestine’a przez minimalizm, były jednak dzwony i karylion jest jego instrumentem także na tej płycie. Zestawiony z akustycznym instrumentarium ZE’Va tworzy niezwykły duet, rozpięty w skrajnościach częstotliwości. Dlatego album zdecydowanie należy słuchać na głośnikach, wtedy wybrzmiewają górne składowe harmoniczne, a od dronów z membrany ZE’Va drżą meble. Nie ma tu szeroko zakrojonych gestów, muzycy grają raczej ascetycznie, choć w trzech wspólnych utworach pokazują zróżnicowanie możliwości wspólnej ekspresji – raz to Palestine operuje repetycją, której towarzyszą dyskretnie melodyjne linie basu, innym razem ZE’V nadaje potężnego ciężaru dronami, nad którymi drżą dźwięki karylionu, na koniec mamy bardziej ruchliwą grę obu muzyków. Wydanie kompaktowe posiada też drugi dysk z nagraniami solowymi obu muzyków, których można posłuchać, ale na tle duetu są one trochę jak aneks statystyczny do właściwej książki. Zawartość dysku pierwszego (i wersji winylowej) to jednak kapitalna porcja pomysłowości oraz akustycznego piękna.

Collusion nagrane przez Z’EVa z polskim duetem Hati to bardziej rytualna, gęsta muzyka, choć ten rytuał pozostaje nieokreślony, abstrakcyjny. Przestrzeń jest wypełniona dość ściśle, od nieregularnego pulsowania bębnów, przez miriady trzeszczących i szemrających perkusjonaliów, po zgrzyty talerzy i wybrzmiewania gongów. To instynktowna, na swój sposób zwierzęca muzyka, w której z wyjątkiem przerw między (umownymi) utworami praktycznie nie ma ciszy. Zwraca uwagę, że gra faktycznie trio i nie ma tu podziału mentor – uczniowie, ani głos – odpowiedź. Najbardziej przewrotną tego ilustracją jest czwarty utwór, w którym zamiast wcześniejszego buzowania słyszymy moment delikatnego piękna – rytmiczną sekwencję stopniowo wykluwającą się z gestów poszczególnych muzyków. Negatywnie nacechowaną „zmowę” w tytule spokojnie można byłoby zastąpić „porozumieniem”, ale tak, byłoby to banalne.

[Piotr Lewandowski]